piątek, 27 grudnia 2019

Bożonarodzeniowa opowieść. Amrogowicze z Rzeszynka - cz. 3



I tak zbliżyliśmy się do końca opowieści o Amrogowiczach z Rzeszynka. Zaprezentowany materiał nie wyczerpuje wiedzy o tym rodzie, jak i o samym Rzeszynku. Szereg informacji, czy rozbudowanie zaledwie zasygnalizowanych treści z racji formy artykułu zostało ograniczone do minimum. Myślę jednak, że i tak sporo wiadomości ujrzało po raz pierwszy światło dzienne i sprawiło, że dotychczasowa wiedza o Rzeszynku została przeze mnie poszerzona i skorygowana. Zapraszam do lektury:
    
Czasy dra Bogdana Amrogowicza

Majętność Rzeszynek i Lubstówek po przejęciu jej w 1903 r. przez dopiero co „upieczonego“ doktora Bogdana Amrogowicza liczyła 981 ha. W latach międzywojennych na ten areał składało się 540 ha roli, 40 ha łąk, 40 ha pastwisk, 13 ha ogrodu i parku, 231 ha toni Jeziora Gopło oraz 80 ha lasów. 350 ha roli było zmeliorowanych, a 30 ha łąk odwodniane były kanałami otwartymi. W Lubstówku znajdowała się gorzelnia wybudowana w 1906 r. oraz płatkarnia, którą oddano do użytku w 1917 r. Na potrzeby tych zakładów obsadzano rocznie areał o powierzchni 90-112 ha ziemniakami. Nadto w majętności prowadzono intensywną uprawę buraka cukrowego, produkcję kwalifikowanego materiału siewnego i hodowlę konia remontowego od 16 klaczy oraz cieląt od 40 krów. Pod kontrolą znajdowało się 10 koni zarodowych. Na potrzeby wojska majętność przeciętnie sprzedawał 5 koni rocznie. Również prowadzony był tutaj chów bydła mlecznego, wołów i koni pociągowych, owiec oraz trzody chlewnej na zaopatrzenie rzeźni wielkomiejskich.


Gospodarstwo posiadało własną bocznicę kolejową na stacji Kościeszki. Skomunikowana ona była z gorzelnią i płatkarnią stałą linią kolejki polnej o długości 5,5 km. Dodatkowo linia ta poprzez rozjazdy skomunikowana była z leżącymi przy niej polami uprawnymi. Na wyposażeniu znajdowały się dwa garnitur pługów parowych Fowlera, zakupione w 1913 r.; garnitur omłotowy składający się z lokomobili, młocarni i podajnika taśmowego; piła parowa tartaczna do cięcia drewna - trak; ciągniki rolnicze.




Archiwum Państwowe w Poznaniu - akta majętności Rzeszynek (fragmenty dokumentów)
 Lasy majętności składały się z trzech oddzielnie leżących kompleksów. Dopiero od 1930 r. gospodarka leśna objęta została planem i programem gospodarstwa leśnego. Panującym gatunkiem były tutaj: olsza czarna i olsza szara, sosna pospolita oraz brzoza, która występuje grupowo i pojedynczo. Poszczególne kompleksy podzielone były na oddziały i pododdziały.  

Dwór

Stary dwór w Rzeszynku stał jeszcze w 1903 r. Przedstawiony on został na fotografii, która opublikowana została w majowym numerze „Wsi Ilustrowanej“ z 1911 r., miesięczniku wydawanym w Warszawie. Zapewne otrzymał ją od dra Bogdana Amrogowicza podróżujący po Kujawach prawnik i literat Ludwik Romocki, autor artykułu Nad Gopłem. W nim znajdujemy opisy tych terenów: Wokoło, przez szyby wagonu, ukazują nam się, w pędzie pociągu, niby w migawkowych wycinkach kinematografu, ziemie, jakich w całej Polsce chyba w Hrubieszowie lub na owej, mlekiem płynącej, Ukrainie najdziesz. (…) Wysiadamy na małej stacyjce, skąd najbliższy dojazd do jednego z obywatelskich domów polskich nad samym Gopłem, celu naszej podróży.
Droga wysadzona drzewami owocowymi: poszanowanie cudzej własności weszło tu już w krew i nie czeka tych drzewek los, który jest zbyt często spotykany w innych częściach naszej ojczyzny, wyrwanie, czy złamanie swawolną, karygodną ręką.
 Obok drogi kolejka polna, ułatwiająca dowóz produktów do stacji. (…)
Oryginalnym jest położenie wielu majątków, dotykających do Gopła. Mają one figurę podłużnego kwadratu, który jedną ze swych węższych stron dopiera do jeziora. Snać cennym był zawsze dostęp do wody i dzielono się nim na ,małe kawałki. Dawał on przecież też prawo do rybołówstwa. Obsiadły to centrum w koło, w bliższym lub dalszym dystansie, liczne dwory polskie…


Wypada zastanowić się, kiedy i przez kogo ów stary rzeszynecki dwór został wystawiony. Osobiście uważam, że początki tej modrzewiowej budowli sięgały II połowy XVIII w. Jego fundatorem mógł być pierwszy z rzeszyneckiej linii Wodzińskich, Ignacy, cześnik i sędzia kruszwicki, który dobra Rzeszynek nabył 8 lipca 1760 r. W dworze tym mieszkał Ignacy z żoną Anną z Dobrskich. Po ich bezpotomnej śmierci dobrami zarządzali kolejni spadkobiercy z linii Wodzińskich, jednakże sami tutaj nie zamieszkując. Dwór modrzewiowy stał się mieszkaniem dla często zmieniających się tutaj dzierżawców.

Proponuję zagłębić się w opis starego dworu i otoczenia, dokonany ręką Izabelli z Amrogowiczów zamężnej Drwęskiej. Pisała ona o nim z wielką nostalgią, co zostało później, już po jej śmierci opublikowane na łamach „Gazety Wyborczej“ w 2001 r. w cyklu artykułów Album Wielkopolski.
Dom był z drewna dębowego czy modrzewia, biały, tynkowany, podmurowany, z wysokim dachem krytym papą. Był długi i niski, trochę wrosły w ziemię. Przed wejściem do sieni znajdowała się weranda obrosła winem. Na tej werandzie, chłodnej i wygodnej, całe lato koncentrowało się życie nasze - zanotowała w pamiętniku Izabella Z Amrogowiczów Drwęska.

W gałęziach wina żyły tysiące wróbli, ku utrapieniu mej matki. O świcie już ta czereda wrzeszczała że nadszedł dzień, znosiła różne śmieci na swe byle jak ułożone gniazda, a wieczorem, jak przynoszono lampę, zrywała się i leciała na pobliski bez, by po chwili po kilka wracać na gałęzie. Matka walczyła z tym drobiazgiem, który bezczelnie zjadał wiktuały podwieczorkowe, brudził na stole, piszczał dzień cały w gniazdach ciągle wypełnionych pisklętami. Dla nas dzieci wróble to była część domu, jak to wino, co go obrastało.


Z werandy wchodziło się przez duże drzwi do sieni, wielkiej i dość mrocznej. Całe dwie ściany zajmowały duże szafy dębowe sięgające prawie do sufitu, bo dom był niski. (...) W kącie była szafa kryjąca dla mnie i Hali obrzydłą zawartość. Było tam wszystko, co się może przydać. Mej babki z Bukowskich Józefy Grossmanowej adamaszkowe i morowe suknie, stare balowe suknie matki, niemodna już odzież, płaszcze, peleryny i wyrośnięte ubrania starszego rodzeństwa, Maryni i Bogdana. Na jesieni i wiosną przyjeżdżała ze Strzelna krawcowa i z tego lamusa wybierano dla nas rzeczy do przerobienia. Ku wielkiemu naszemu zmartwieniu. Byłyśmy najmłodsze i po domu nosiłyśmy przedziwne szaty. Co prawda tylko na terenie parafii ubierano nas przedpotopowo. Na wyjazd do miasta i na przyjęcia były nowe suknie. Do kościoła w Kościeszkach musiałyśmy jednak jeździć w kreacjach strzelińskiej krawcowej.

Izabella wspominała, mając wówczas 72 lata. Pisała w szpitalu, ciężko chora, tylko dla najbliższych. Opisała dom, rodziców i swoje rodzeństwo, ukochaną służbę, gospodarstwo, wydarzenia dla dzieci tak niezwykłe, jak zimowe, pod lodem, połowy ryb na jeziorze, od których dwóch urodzonych rok po roku sióstr Izabelli i Haliny nie można było oderwać. Opisywała łąkę Sierotki Marysi, rów Sindbada Żeglarza, lipę Zagłoby.
- Nadawałyśmy nazwy wszystkim miejscom zabaw - wspominała Izabella.
Gdy ma 15 lat, nagle umarł jej ojciec, bardzo kochany przez Izę. Rzeszynek otrzymał w spadku Bogdan; córki i matka - wysokie pieniężne odprawy. Świat dzieciństwa się skończył.

Po roku spędzonym w szkole sióstr urszulanek w Krakowie dziewczynki ostatni raz wracają na wakacje do Rzeszynka.
- Zastałyśmy zmiany kolosalne. Inna służba, inni goście, pełno planów na budowę nowego domu, sterty cegieł i desek. Zamieszkałyśmy w małej oficynce. Stary dom jeszcze stał, ale jaki! Lipę i jesion przy domu ścięto. Bogdan spraszał gości, byśmy się bawiły: niczego nam nie brakowało, ani koni do wyjazdów, ani smakołyków. Było przyjemnie, ale w gościnie, nie w domu. A dom umierał. To było straszne. Stare mahonie, co nie zmieściły się w pokojach poznańskiego mieszkania matki, szły na opał, rąbano stare piękne ramy do kanap, stare szafy. Przyjaciele Bogdana, Mikuś Czapski i Stefan Waszyński, późniejszy narzeczony Maryni, powiedzieli mu: szalejesz jak smarkaty. Stary dom nie miał wodociągów i innych udogodnień, ale po co niszczyć taki obiekt pięknej, starej kultury? Tu ludzie żyli szczęśliwi. Po co ten gwałt nieprzemyślany?

Pewnego dnia przyszli robotnicy, weszli na dach i zaczęli rozrywać papę, zdzierać wino z werandy. Małe pisklęta rozbijały się o bruk. Matka płakała bezradnie, cicho. Uradziłyśmy z Halą, że wracamy do Poznania. Nie mogłyśmy słuchać walących się belek i patrzeć na matkę. Przy kolacji powiedziałyśmy, że prosimy o konie na ranny pociąg do Strzelna. Matka przytaknęła. Obudził nas rano stuk walących się belek, zwalanych murów. Dom stał na górce, daleko goniły nas te odgłosy. Miałam szesnaście lat, chowałam do trumny szczęśliwe lata dzieciństwa, wyjazdy w pole z ojcem, który tak nas kochał i wychowywał, i tyle, tyle jasnych dni, ile mieściło się w tych latach życia spędzonych w naszym starym, polskim, modrzewiowym domu
.

I jeszcze jeden fragment wspomnienia młodziutkiej wówczas Izabelli:
W maju, gdy trawa była wysoka i dzikie goździki, łzy Matki Boskiej, miodowce były w pełni rozkwitu, urządzałyśmy z Halą zabawę w umarłe. Kładłyśmy się na łące, a źdźbła trawy i wszelkie zioła nas zakrywały. A jak pachniały. Były tak wysokie jak las i dźwięczały brzękiem wszelkich owadów. Cała łąka była cudem. Tajemnicze obłoki płynęły spokojnie po niebie. Nad strumieniem szumiały wierzby.
- Tak powinno być w niebie - powiedziała kiedyś Hala - ale chodźmy już, mnie jest bardzo smutno.


W latach 1903-1904, na miejscu barokowego dworu, wzniesiony został dla młodego dziedzica Bogdana Amrogowicza i jego przyszłej żony pyszny dwór nawiązujący swymi cechami do willi włoskiej. Jego budowniczym był Maksymilian Wilczewski z Wronek. Nadał mu on eklektyczny wygląd, z przewagą cech klasycystycznych. Była to budowla piętrowa, na rzucie prostokąta z parterową przybudówką z jednej strony i trzykondygnacyjną wieżą z drugiej. Lekko zryzalitowana część środkowa fasady frontowej zwieńczona została trójkątnym frontonem i poprzedzona gankiem, nad którym znalazł się przestronny balkon. Dach korpusu jest niski, czterospadowy, w części środkowej dwuspadowy.

Do dworu często zjeżdżali goście z bliższych i dalszych stron. Bywało tutaj wielu przyjaciół Bogdana z czasów nauki szkolnej i studiów. Bogdan 14 stycznia 1906 r. poślubił w Konojadzie Izabelę Kościelską (ur. 29 lipca 1883 r. w Sępnie) c. Adama właściciela Sępna (435 ha) i Zofii Marii Nieżychowskiej. Świadkami ich ślubu byli Adam Kościelski i Antonina Krzyżańska. 3 września 1906 r. małżonkom urodził się w Rzeszynku syn Stefan Bogdan. W 1937 r. Stefan jest wymieniony jako dzierżawca ojcowskiego Lubstówka. Był podporucznikiem Wojska Polskiego. Zasiadał w gronie członków Wielkopolskiego Związku Ziemian. W 1939 r. podczas wojny obronnej służył jako dowódca 1. Plutonu w 2. Szwadronie 16. Pułku Ułanów Wielkopolskich im. Generała Dywizji Gustawa Orlicz-Dreszera z Bydgoszczy. Pułk walczył z jednostką pancerną Guderiana 3 września 1939 r. pod Bukowcem. Awansował na stopień porucznika. Dostał się do niewoli i był więźniem oflagu w Woldenbergu (Dobiegniew) o numerze 450/X.A.

Dr Bogdan Amrogowicz 

Bogdan Amrogowicz (1877-1951), doktor ekonomi społecznej, ziemianin, właściciel majętności Rzeszynek w powiecie strzeleńskim, działacz społeczno-gospodarczy i samorządowy, delegat na Polski Sejm Dzielnicowy w Poznaniu.
 
Ur. 27 lipca 1877 r. w Bągarciku w powiecie sztumskim w Prusach Zachodnich. Był synem Ferdynanda i Anny z domu Grossman. Pierwsze nauki pobierał w domu. Lekcje udzielał mu zatrudniony przez rodziców prywatny nauczyciel. Tak przygotowany został przyjęty do Królewskiego Gimnazjum w Inowrocławiu. Po zdaniu matury studiował agronomię. W 1900 r. znajdujemy go wśród studentów Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, a następnie na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Ludwika i Maksymiliana w Monachium. W 1903 r. obronił pracę doktorską Die Zuckerindustrie in der Provinz Posen (Przemysł cukrowniczy w Prowincji Poznańskiej). Praca ta doczekała się wydania drukiem. Rok wcześniej zmarł ojciec, po którym w 1903 r. objął spadłą mu majętność Rzeszynek z przyległościami. W latach 1903-1904 wystawił nowy murowany dwór oraz rozpoczął inwestycje gospodarcze.

Przejawem patriotyzmu młodego duchem Bogdana było korzystanie z uroków polskich gór. Już jako student agronomi w 1900 r. przebywał na letnisku w Zakopanem. Od 1903 r. znajdujemy go w poczcie członków zwyczajnych Towarzystwa Tatrzańskiego. Po ojcu przejął pałeczkę i został członkiem Towarzystwa Rolniczego Inowrocławsko-Strzelińskiego. W ramach Towarzystwa prowadził wykłady z zakresu ekonomii rolnej i nowoczesnego rolnictwa. Był wielkim propagatorem produkcji buraka cukrowego i rozwoju cukrownictwa. Jako członek Towarzystwa Przyjaciół Nauk w ramach wydziału prawno-ekonomicznego poprzez swoje wykłady o przemyśle cukrowniczym zapoznawał członków z tą problematyką. W 1910 r. z grupą światłych Wielkopolan podpisał odezwę do Polaków w Wielkim Księstwie Poznańskim o jednoczenie się w organicznikowskich działaniach pod jednym wspólnym szyldem. Ostro przeciwstawiał się wywłaszczaniu polskich majątków ziemskich przez władze pruskie, dlatego też w 1912 r. podpisał odezwę przeciw takim działaniom, będąc wówczas członkiem rady nadzorczej Związku Ziemian w Poznaniu. W 1917 r. był członkiem Komitetu Jubileuszowego 100. rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki w Poznaniu.


Będąc członkiem Wielkopolskiej Izby Rolniczej, w jej ramach działał w sekcji ekonomii społecznej, polityki gospodarczej, przemysłu rolnego, handlu, kredytu, dochodowości. Współorganizował wystawy, m.in. w 1923 r. Wystawę Rolniczo-Przemysłową w Poznaniu. Aktywnie działał w komitecie powiatowym Towarzystwa Pomocy Naukowej im. Karola Marcinkowskiego, prezesował powiatowemu komitetowi Towarzystwa Czytelni Ludowych w Strzelnie oraz był członkiem i delegatem TCL z powiatu strzeleńskiego. Parał się również publicystyką. M.in. w 1909 r. na łamach „Ziemianina“ zamieścił artykuł O nowych paszach kupnych i w 1919 r. O stadninach rządowych w Gnieźnie i Sierakowie. Współpracę na niwie publicystycznej z „Ziemianinem: Miesięcznikiem Naukowo-Rolniczym“ kontynuował w latach międzywojennych. W latach 1911-1912 wchodził w skład polskiego komitetu wyborczego na powiat strzeleński, był również wiceprezesem Rady Nadzorczej Poznańskiego Banku Ziemian Spółki Akcyjnej w Poznaniu, a w latach 1928-1939 prezesem RN.

26 listopada 1918 r. podczas wiecu wyborczego w Strzelnie wybrany został z terenu powiatu strzeleńskiego delegatem na Polski Sejm Dzielnicowy, który odbył się w dniach 3-5 grudnia 1918 r. w Poznaniu. Uczestniczył z bronią w ręku w walkach powstańczych 1918-1919 na terenie powiatu strzeleńskiego, dostarczał żywność i finansował poczynania zbrojne. Był członkiem Koła Towarzystwa Powstańców i Wojaków w Strzelnie. 7 sierpnia 1927 r. z okazji 5-lecia Koła został udekorowany odznaką Powstańca Broni.


Osiemnastowieczny spichlerz w Rzeszynku
 W okresie międzywojennym piastował funkcje prezesa Kółka Rolniczego w Kościeszkach,
członka zarządu powiatowego Związku Obrony Kresów Zachodnich w Strzelnie oraz należał do Wielkopolskiego Związku Ziemian w Mogilnie. Przewodniczył komisjom wyborczym w obwodzie Rzeszyn w wyborach do Sejmu i Senatu RP. Wspierał finansowo działalność Powiatowego Komitetu Przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego w Strzelnie. Politycznie udzielał się w Crześcijańsko-Narodowym Stronnictwie Rolniczym. Jako członek Sejmiku Powiatowego w Strzelnie reprezentował Powiat Strzeleński w Poznańskim Sejmiku Wojewódzkim, w którym był przewodniczącym Komisji Budowlano-Drogowej. Z pasją uprawiał myślistwo i był członkiem Zarządu Powiatowego Polskiego Związku łowieckiego w Mogilnie oraz jeździectwo, uczestnicząc m.in. w licznych zawodach konnych. Wchodził w skład Komitetu Obywatelskiego Pożyczki Narodowej na Powiat Mogileński.

Okres okupacji hitlerowskiej Amrogowicz spędził w okolicach Brześcia Kujawskiego. Majątek przywłaszczony został przez Powiernictwo III Rzeszy, a po zakończeniu wojny, w ramach reformy rolnej rozparcelowany. Dominium stało się wsią gminną. W dworze po Amrogowiczach zorganizowano Szkołę Podstawową. Już współcześnie nadano jej imię płk. Stanisława Wyskoty-Zakrzewskiego. Dzisiaj jest filią Publicznej Szkoły Podstawowej w Jeziorach Wielkich.
Po II wojnie światowej dr Bogdan Amrogowicz pracował w przemyśle cukrowniczym we Wrzeszczu. Zmarł 12 listopada 1951 r. w Sopocie.

Koniec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz