wtorek, 1 września 2026

Strzelno we wrześniu 1939 r. - w 87. rocznicę wybuchu II wojny światowej

Co roku 1 września myślami wracamy do września 1939 roku i początków okupacji niemieckiej naszej ukochanej Ojczyzny. Dzisiaj mija 87 lat od napaści Niemców na Polskę i wybuchu II wojny światowej. Jest to czas odległy i już niewielu strzelnian ten okrutny w dziejach ludzkości czas pamiętają. Przywołując historię sprzed 87 lat zastanawiam się, czy aby dość uczyniliśmy dla zachowania pamięci o tamtych wrześniowych dniach. Doskonale pamiętam opowiadania ojca, wujków i znajomych, których przed laty pytałem o wszystko, co miało z tamtymi dniami związek. Wielu opowiadało mi o wkroczeniu Wehrmachtu do Strzelna, co miało miejsce 13 września w godzinach dopołudniowych. Bezcennymi dla zgłębienia mojej wiedzy były pamiętniki napisane przez 15 letnią Urszulę Firyn oraz mojego ojca - Ignacego Przybylskiego.

Jak pisał ojciec Kazimierz Łabiński OMI, już 12 września Markowice zostały zajęte przez Wehrmacht? Choć w zapiskach klasztornych odnotowano wkroczenie Niemców w dniu następnym. Do Inowrocławia Wehrmacht wkroczył 8 września. W Kruszwicy Niemcy pojawili się 9 września, a zajęli miasto 12, kiedy to wkroczyły tam oddziały SS i SA. Piotr Rewers w kronice szkolnej zapisał, że wojska niemieckie do Sławska Dolnego wkroczyły 13 września.

Wcześniej, do burmistrza Strzelna, Stanisława Radomskiego, zaczęły trafiać zarządzenia wynikające z „prawa wojennego“, a kierowane na jego ręce przez starostę mogileńskiego, Wiktora Suszyńskiego. Generalnie treści zwarte w tych zarządzeniach były powieleniem informacji prasowych z gazet, które docierały do Strzelna z Poznania, Bydgoszczy i Inowrocławia. Zmorą dla burmistrza i jego urzędników była panika, jaka opanowała mieszkańców pod względem wykupu wszelkich trwałych artykułów spożywczych. W mieście, jak i po wsiach na gwałt bito świnie, przerabiając je na trwałe wędliny. Apele o nierobienie zapasów nie trafiały do strzelnian, dopiero braki towarowe spowodowały ostudzenie rozgorączkowanej ludności. Większość młodych mężczyzn została zmobilizowana i udała się do macierzystych jednostek i miejsc zgrupowania. Plotka niosła plotkę, dlatego też burmistrz, by zapobiec dalszej panice codziennie przechadzał się po mieście i rozmawiał z mieszkańcami. Tłumaczył, podtrzymywał na duchu, pocieszał i ostrzegał. To zachowanie ojca miasta pozwoliło w części rozładować napięcie społeczne.

Na apel starosty mogileńskiego Wiktora Suszyńskiego o utworzenie Straży Obywatelskiej, pozostali w mieście członkowie organizacji paramilitarnych: „Strzelca“, „Sokoła“, „Bractwa Kurkowego“ oraz PWiWF, około 2 września, tak zasilili szeregi „Błękitnego Ochotniczego Oddziału Obrony Kraju“ - powstałego 20 sierpnia - iż mógł on pełnić rolę Straży Obywatelskiej. Przypomnę, że na jego czele stał Wincenty Chudziński, halerczyk z placówki strzeleńskiej. Słabo uzbrojeni nie odegrali znaczącej roli. Niewiele też informacji o tej formacji zachowało się.

Strzelno przed wybuchem II wojny światowej.

Choć w pierwszej fazie wojny, w planach polskich, Strzelno znajdowało się na linii uderzeniowej, w razie ataku Niemiec na Polskę, to rozwój wydarzeń pokazał, że silna Armia „Poznań“, nie mogła być wykorzystana w walkach bezpośrednich, gdyż linia zachodnia nie została zaatakowana. Niemcy na Polskę uderzyli z północy i południowego zachodu, dlatego Strzelno wraz z terenami pogranicza kujawsko-wielkopolskiego ominęły ciężkie walki frontowe. Za to miały tu miejsce niewielkie potyczki z czołówkami Wehrmachtu, zajmującego te tereny. 6 września w rejonie Strzelna zatrzymał się wojska, które wchodziły w skład Armii „Poznań“. Następnego dnia opuścili rejon i udali się w kierunku Sompolna. Widok żołnierzy poprawił nastrój mieszkańców i przebywających tutaj uciekinierów, których miasto było pełne. W księgach USC znajdujemy na przestrzeni dni od 8 do 13 września kilkanaście wpisów urodzeń dzieci, których matki pochodziły z powiatów: obornickiego, inowrocławskiego, bydgoskiego, szubińskiego i wyrzyskiego oraz z miast: Kostrzyna, Kcynii, Szubina i Żnina.

Strzelno - Rynek 1943 r.

Również od 6 września nasilił się w mieście ruch uciekinierów z tzw. ściany zachodniej. Od 8 września wzmogło się zagęszczenie w szpitalu, spowodowane hospitalizacją uciekinierów: ludzi w podeszłym wieku, dzieci i kobiet ciężarnych. Kilkoro z nich zmarło. Pomiędzy 8 a 13 września odnotowano kilkanaście urodzeń dzieci, których matki pochodziły z powiatów: wyrzyskiego, obornickiego, kostrzyńskiego, inowrocławskiego, bydgoskiego, szubińskiego oraz z Kcynii, Szubina i Żnina. Ówczesny wojenny dyrektor szpitala dr Jerzy Matuszewski wraz z lekarzami: Wesołowskim, Łożewskim i Miłoszewskim troili się, by podołać wzmożonej pracy. Pośród chorymi znaleźli się również ranni żołnierze i cywile – obrońcy Mogilna i ziemi mogileńskiej. Dr Matuszewski donosił 8 września burmistrzowi Radomskiemu, że po przejściu w dniu 7 września fali uciekinierów, personel medyczny znalazł pod szpitalem podrzucone zwłoki dwojga dzieci, niemowląt płci męskiej w wieku 2 i 7 miesięcy. Wskazywał jednocześnie, iż są to dzieci uciekinierów z pogranicza polsko-niemieckiego. 

8 września, na wieść o walkach, jakie miały miejsce w Markowicach, mieszkańcy Strzelna zgromadzili się na rynku i podburzeni przez kilku rozgorączkowanych uciekinierów, przystąpili do tumultu. Poczęto głośno pomstować i złorzeczyć na mieszkających w Strzelnie obywateli niemieckiego pochodzenia. Dało się słyszeć głosy, jakoby mieli oni współpracować z wrogiem narodu polskiego i że to oni sprowadzili do Markowic żołnierzy niemieckich. W ruch poszły kamienie. Tłum zaczął w Rynku wybijać szyby z okien wystawowych sklepów należących do obywateli polskich niemieckiego pochodzenia. Odgłosy tumultu dotarły do magistratu, zaniepokojony burmistrz Stanisław Radomski biegiem udał się na Rynek i przemówił do wzburzonego tłumu, odciągając ludność od chuligańskich czynów. Tłumaczył ludziom, pośród którymi byli również uciekinierzy, że tego typu czyny są przestępstwem i zabronione, a ci, którzy tumult czynią podlegają bezwzględnemu prawu wojennemu. To wystąpienie uspokoiło mieszkańców i zapobiegło linczowi, do którego namawiali uciekinierzy z okolic Szubina i Bydgoszczy. Burmistrz wiedział, że w mieszkaniach pozostali jedynie spokojni i Bogu ducha winni Niemcy.

Strzelno pod okupacją - Rynek zbiórka przed Urzędem Pracy (Arbaitamtem), przed wymarszem do rob. publicznych.
Odmienną wersję tych wydarzeń przedstawił członek najbliższej rodziny burmistrza Radomskiego, a mianowicie:

We wrześniu 1939 r., po wypowiedzeniu Niemcom wojny przez polskiego sojusznika, Anglię, rozochocony i niesiony wyobrażeniem bliskiego zwycięstwa tłum strzelnian i uciekinierów, wiecujący na Rynku, obrzucił kamieniami sklepy miejscowych Niemców wybijając szyby i niszcząc ich mienie. W tym czasie, zajęty ewakuacją urzędów, wujek, nie zareagował na postępowanie ziomków i nie zajął jednoznacznego stanowiska wobec tych wydarzeń, a szczególnie nie ujął się za Niemcami. Nie przewidując również skali tego wiecu, na którym zabrały się tłumy strzelnian, nie dał zabezpieczenia policyjnego. Niektórzy Niemcy, właśnie jemu mieli za złe, że dopuścił do tych ekscesów i, że nie dał ochrony policyjnej.

Po ewakuowaniu się burmistrza Stanisław Radomski rządy nad miastem przejął komisaryczny burmistrz Józef Rutkowski i jego zastępca Karol Teresiński. Rutkowski był oficerem w stanie spoczynku i znał świetnie realia wojny. Wiedział, że Straż Obywatelska - „Błękitny Oddział...,“ nie jest w stanie stawić czoła dobrze uzbrojonemu Wehrmachtowi. Uspokoił mieszkańców i odradził atakowanie wkraczających do miasta Niemców. Wielu uciekinierów z dalszych stron, jak i funkcyjni pracownicy oraz zaangażowani społecznicy opuścili miasto, wiedząc o tym, że w razie odwetu, to oni pierwsi zostaną ukarani. Jak wspominali mieszkańcy, po naradzie z miejscowymi Niemcami burmistrz komisaryczny Józef Rutkowski wraz z Teresińskim wyjechali naprzeciw wojskom niemieckim, by upewnić ich, że nic im nie grozi ze strony strzelnian i bezpiecznie mogą zająć miasto. Tak, więc Niemcy bez wystrzału wkroczyli do Strzelna i zostali oficjalnie przywitani, ale już przez swoich ziomków mieszkających tutaj od kilku pokoleń.

W mieście od pierwszych dni okupacji zapanował niemiecki burmistrz Willy Schmiedeskamp. Jego bezwzględne rządy trwały do stycznia 1941 r. W swoim zarządzeniu z 30 października 1939 r. zaprowadził karę chłosty w wymiarze 20 batów: za nie pozdrawianie umundurowanych Niemców, stanie na ulicach i w klatkach schodowych oraz za trzymanie rąk w kieszeni. Na mocy tego zarządzenia policja ochronna w Strzelnie wychłostała kilkadziesiąt osób. Pod jego dyktaturą przeprowadzono liczne aresztowania, a następnie rozstrzelania w lasach miradzkich. Jego podpisy znajdują się pod licznymi dokumentami dotyczącymi eksmisji. Kto dostał ze strzelnian takie pismo eksmisyjne musiał w ciągu dwóch godzin opuścić zajmowane mieszkanie biorąc ze sobą tylko bagaż podręczny. W tym też okresie założono obóz przejściowy dla ludności żydowskiej, zburzono niemalże wszystkie figury, kapliczki i krzyże przydrożne, rozebrano synagogę, zniwelowano cmentarz żydowski oraz masowo wywieziono ludność miejscową do obozów koncentracyjnych i na zsyłkę go Generalnej Guberni.

Pismem prezesa rejencji w Inowrocławiu z dnia 11 stycznia 1941 r. został zawieszony w czynnościach... 


poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Zmarł ks. inf. Stanisław Kotowski (1953-2026) były proboszcz w Stodołach

Wczoraj w niedzielę 23 sierpnia 2026 roku zmarł w Bydgoszczy były proboszcz ze Stodół w dekanacie strzeleńskim ks. inf. Stanisław Kotowski. W latach 1992-1993 sprawował posługę duszpasterską w parafii pw. św. Wojciecha w Stodołach. Chociaż był tutaj krótko, pozostawił po sobie trwały ślad w zapisach Kroniki Parafialnej.

Ks. Stanisław Kotowski urodził się 8 listopada 1953 roku w Bydgoszczy. Po ukończeniu II Liceum Ogólnokształcącego w Bydgoszczy w 1973 roku wstąpił do Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie. Święcenia diakonatu przyjął 15 kwietnia 1978 roku z rąk biskupa Jana Czerniaka, a kapłańskie 24 maja 1979 roku z rąk biskupa Jana Michalskiego w katedrze gnieźnieńskiej. Był wikariuszem m.in. w parafiach: św. Jakuba Apostoła w Wągrowcu (1979-1982), pw. św. Marcina Biskupa w Szubinie (1982-1983), pw. Świętego Ducha w Inowrocławiu (1983-1986), pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Bydgoszczy (1986-1992). Proboszcz od 1 lipca 1992 do 31 lipca 1993 roku w parafii pw. św. Wojciecha w Stodołach, a następnie proboszcz parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Bydgoszczy (1993-2010) i budowniczy tamtejszego kościoła. Od 25 czerwca 2010 roku proboszcz parafii katedralnej pw. św. Marcina i Mikołaja w Bydgoszczy, Kapelan Jego Świątobliwości, Wojewódzki kapelan Policji. Prałat, mianowany kanonikiem 25 marca 2014 roku. Prepozyt Kapituły Katedralnej Diecezji Bydgoskiej, kapelan Kujawsko-Pomorskiej Policji.

 

A oto wypisy z Kroniki Parafialnej w Stodołach

Z dniem 1 lipca 1992 roku parafię objął młody proboszcz ks. Stanisław Kotowski, który przybył do Stodół z Bydgoszczy. Spotkał się tu z bardzo miłym i gorącym przyjęciem zgotowanym przez parafian. Wielu z nich pomogło proboszczowi w przeprowadzeniu remontu i pracach porządkowych na plebani. Wśród tych najaktywniejszych parafian znaleźli się: Danuta i Adam Wojciechowscy, Krystyna Raczyńska, Ostrowska, Tadeusz Metera, Maciej Kaczmarek, Władysław Sibiga, Wojciech Kopeć i Wojciech Cynk. Nowy proboszcz z miejsca wziął się do pracy. Szło nowe, przemiany ustrojowe wyzwoliły nowe inicjatywy. Dzięki księdzu została nawiązana współpraca Szkoły Podstawowej w Stodołach ze Szkołą Podstawową nr 11 w Bydgoszczy na Szwederowie. Z tej to okazji na spotkanie do Bydgoszczy udała się delegacja ze Stodół z proboszczem na czele. Omówiono na miejscu z dyrektor Anną Smeją formy współpracy. Stodolniacy wrócili z prezentem w postaci sprzętu audiowizualnego.

Stodoły 1992 rok - poświęcenie przez proboszcza ks. Stanisława Kotowskiego sztandaru OSP w Stodołach po 25 latach od fundacji.

 Niezwykle cenną inicjatywą było wprowadzenie nowego zwyczaju organizowania parafialnych dożynek. Pierwsze takie święto plonów na chwałę Bożą zostało zorganizowane w Stodołach 30 sierpnia 1992 roku. Na czele komitetu organizacyjnego stanął ks. Stanisław Kotowski, którego wspierali: Adam Wojciechowski, Maciej Kaczmarek, Leonard Zieliński, Wojciech Kopeć, Tadeusz Metera i Tadeusz Kowalski. Pięknie został przygotowany kościół dekoracjami wykonanymi przez kościelnego Jana Bultrowicza. Uroczystości rozpoczęła msza św. sprawowaną przez proboszcza, w której udział wzięły delegacje rolników ze: Stodólna, Stodół, Starczewa, Książa i Kraszyc. Na ołtarzu złożone zostały przez poszczególne delegacje wieńce i bochny chleba wypieczone z tegorocznego ziarna. W stodolskiej świątyni zebrały się rzesze parafian. Grającemu na organach Zdzisławowi Fiutowi wtórował chór pań z miejscowego KGW. Pod koniec mszy dziękczynnej proboszcz przekazał bochny chleba sołtysowi Czesławowi Kluczewskiemu, radnemu Leonardowi Zielińskiemu i najstarszemu radnemu parafialnemu Bolesławowi Brylowi.

Stodoły 9 maja 1993 rok - I komunia św. Z tyłu proboszcz stodolski ks. Stanisław Kotowski.

W tej uroczystości, jak i w późniejszych imprezach towarzyszących uczestniczyli również goście w osobach: ks. kan. Alojzego Święciechowskiego proboszcza ze Strzelna, burmistrza Ewarysta Iwińskiego, przewodniczącego Rady Miejskiej Mariana Kasprzyka i wiceburmistrza Ryszarda Cyba. Później miała miejsce część artystyczna, w której zaprezentowały się dzieci szkolne, zespół „Kujawianki” z Klubu Seniora ze Strzelna. Przy akompaniamencie zespołu muzycznego parafianie i sąsiedzi z okolicznych miejscowości bawili się do białego rana.

Stodoły 12 maja 1993 roku po powitaniu abpa Henryka Muszyńskiego - od lewej proboszcz stodolski ks. Stanisław Kotowski

W 1993 r. parafia obchodziła swój jubileusz 650-rocznicy powstania. Rocznica ta miała odniesienie do daty potwierdzonej dokumentem wystawiony 2 marca 1343 roku w Poznaniu przez króla Kazimierza Wielkiego, dotyczącym przeniesienia wsi Stodoły z prawa polskiego na prawo średzkie. Pod datą tą upatrywano również początek funkcjonowania kościoła i parafii. 12 kwietnia, w Poniedziałek Wielkanocny zainaugurowano obchody poświęceniem nowego dzwonu ufundowanego przez parafian na ten jubileusz. Uroczystość odbyła się z udziałem biskupa Bogdana Wojtusia oraz władz miasta i gminy Strzelno. Radość biskupa ze stanu w jakim zastał świątynię była ogromna, a to za sprawą remontu jaki z udziałem parafian został przeprowadzony. Zmodernizowano i przebudowano prezbiterium ołtarzowe, przystosowując je do wymogów liturgii. Prace tynkarskie i położenie marmurowej posadzki wykonał miejscowy mistrz murarski Stanisław Czobot. Pomagali mu w tym: Janusz Jabłoński i Roman Grabowski. Natomiast nową instalację elektryczną wykonał Jerzy Matuszak. Nad całością czuwał miejscowy kościelny Jan Bultrowicz.

Stodoły 12 maja 1993 konsekracja kościoła

 

Kulminacja święta parafii i wsi przypadła na 12 maja. Do Stodół zjechał sam arcybiskup Henryk Muszyński, któremu towarzyszył biskup senior Jan Czerniak. Na miejscu czekali na gości przedstawiciele władz: burmistrz Ewaryst Iwiński, przewodniczący RM Marian Kasprzyk, wiceburmistrz Ewaryst Matczak oraz dziekan strzeleński ks. kan. Alojzy Święciechowski i dziekan kruszwicki ks. prałat Stanisław Pohl. Nadto licznie zgromadzone duchowieństwo z okolicznych parafii oraz z Bydgoszczy. W tym dniu nastąpiła konsekracja stodolskiej świątyni.

31 lipca 1993 roku ks. Stanisław Kotowski opuścił parafię pw. św. Wojciecha w Stodołach. Powrócił do Bydgoszczy gdzie został proboszczem parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej i budowniczy tamtejszego kościoła...

 

środa, 12 sierpnia 2026

Śp. Maciej Matuszkiewicz 1949-2026


Zmarł znany i ceniony przez wielu ludzi branży budowlanej - Strzelnianin z urodzenia i lat młodzieńczych, Inowrocławianin z miejsca zamieszkania – emerytowany Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Mogilnie Maciej Matuszkiewicz, przyjaciel wielu Strzelnian.

Maciej Matuszkiewicz urodził się 27 września 1949 roku w Strzelnie, w rodzinie nauczycielskiej Józefa i Jadwigi. Ojciec był wieloletnim dyrektorem Szkoły Podstawowej nr 2 w Strzelnie i znanym działaczem społecznym. Po ukończeniu strzeleńskiej podstawówki kontynuował naukę w Technikum Mechanicznym w Inowrocławiu. Po zdanej maturze podjął studia wojskowe na Wyższej Oficerskiej Szkole Lotniczej w Dęblinie. Niestety, ze względów zdrowotnych musiał przerwać ten kierunek, kontynuując studia w Akademii Techniczno-Rolniczej w Olsztynie, które ukończył w 1975 roku  z tytułem inżyniera budownictwa lądowego.

Strzelno, grudzień 2008 r. doradzanie podczas ustawiania obelisku upamiętniającego poległych pod szpitalem Powstańców Wielkopolskich 1918-1919.

Pracę zawodową rozpoczął w tym samym 1975 roku w Przedsiębiorstwie Budownictwa Rolniczego w Inowrocławiu. Wkrótce pracował jako inżynier budowy i w międzyczasie 6 czerwca 1979 roku nabył uprawnienia budowlane. Po przekształceniu PBRol w Kujawskie Przedsiębiorstwo Budowlane, awansował na kierownika rejonu robót, a następnie został zastępcą dyrektora ds. technicznych. W latach 1994-2000 był prezesem Przedsiębiorstwa Usługowo Handlowego KPB-W sp. z o.o. w Inowrocławiu. Był również Prezesem Zarządu Towarzystwa Budownictwa Społecznego w Inowrocławiu.

Strzelno, luty 2015 r. podczas uroczystości oddawania do użytku stacji uzdatniania wody.

W swojej karierze zawodowej Maciej Matuszkiewicz był m.in. kierownikiem budowy: osiedli wiejskich, bazy sprzętu rolniczego, magazynów i suszarń pasz, ferm hodowlanych, budynków mieszkalnych w zabudowie miejskiej, obiektów handlowych, centrali telefonicznej, zespołu szpitala sanatoryjnego itp. Nadto doraźnie parał się wykonywaniem prac projektowych oraz pełnił funkcje inspektora nadzoru. Współpracował z wieloma środowiskami i organizacjami pozarządowymi, m.in. z Towarzystwem Miłośników Miasta Strzelna, doradzając w pracach renowacyjnych na Starym Cmentarzy w Strzelnie oraz podczas stawiania obelisków, tablic upamiętniających ważne wydarzenia na terenie miasta Strzelna i ziemi strzeleńskiej. Podczas swojej pracy zawodowej i społecznej dał się poznać jako doskonały doradca i fachowiec, który swoją wiedzą i doświadczeniem potrafił dzielił się z wszystkimi, którzy takiej pomocy potrzebowali. Potrafił dostrzec drugiego człowieka, podając każdemu pomocną dłoń. 

Strzelno, luty 2015 r. podczas uroczystości oddawania do użytku stacji uzdatniania wody.

Wszyscy, którzy w latach 2001-2019 mieli do czynienia ze sprawami budowlanymi na terenie powiatu mogileńskiego, a z którymi ja rozmawiałem powtarzali, że w trakcie załatwiania wielu spraw urzędowych spotkali dobrego człowieka - Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Mogilnie Macieja Matuszkiewicza.

Maciej Matuszkiewicz zmarł w niedzielę 9 sierpnia. Zostanie pochowany na cmentarzu parafialnym w Markowicach. Msza święta zostanie odprawiona w czwartek 13 sierpnia o godzinie 11.00 w Bazylice Mniejszej pw. Nawiedzenia NMP w Markowicach.

Macieju, spoczywaj w pokoju!

 

 

środa, 5 sierpnia 2026

O siostrach, co Strzelno w świecie rozsławiały - cz. 2

W grupie kobiet, od lewej, pierwsza Zofia, trzecia Agnieszka Fredykówne.
 
To już kolejna, bo druga odsłona historii sióstr Fredyk. Dzisiaj nieco o rodzinie i korzeniach, o drodze do kariery cyrkowej oraz amerykańskiej przygodzie.





Zacznę od sagi rodzinnej, oczywiście krótszej niż te znane z literatury o Palliser’ach, czy Forsyte’ach. Przodkowie sióstr żyli w zaborze rosyjskim i jak głosi opowieść rodzinna nosili nazwisko Lewandowscy. Antenat rodu z rodziną przedostał się do zaboru pruskiego. W międzyczasie, by nie zostać rozpoznanym i wydalonym z Prus, zmienił nazwisko na Fredyk. Od tego czasu zaczęły się nowe dzieje współczesnego rodu Fredyków. Z czasem potomkowie obrali sobie za miejsce docelowe Ostrowo koło Strzelna, miejscowość ślicznie położoną wśród lasów, nad pięknym jeziorem, niedaleko od granicy.
  
Nazwisko, które przybrał przodek Fredyk, choć w brzmieniu niemieckie, to w pisowni było czysto polskie, na dowód czego znajdujemy je w zapisach metrykalnych w niezmienionej pisowni. Nie była to jedyna rodzina, która uciekła z zaboru rosyjskiego do pruskiego. Wystarczy, że wspomnę rodzinę Szulczewskich z Cienciska, czy samego Aleksandra Jacoba z Bożejewic, a później ze Strzelna. Wiadomym jest, gdzie Fredykowie mieszkali. Otóż posiadali oni niewielkie gospodarstwo przy drodze z Jaworowa do Ostrowa. Dziś posesja ta oznaczona jest numerem 4 i stanowi własność Jerzego Ziółkowskiego. Stąd Fredykowie rozprzestrzenili się do Bielska i Cienciska, Strzelna i Gniezna, a także w odleglejsze strony Wielkopolski.   

Siostry Fredyk, Zofia i  Agnieszka były córkami Walentego, z drugiego pokolenia osiadłych w Ostrowie Fredyków. Podstawy edukacyjne wyniosły z domu, a następnie uczęszczały do miejscowej szkoły Ludowej. Ich niski wzrost od samego początku budził zaciekawienie zarówno miejscowej ludności, jak i przyjezdnej. Pozostałe ośmioro rodzeństwa nie odbiegało wzrostem od przeciętnego. Szczególną ciekawość zaczęły wywoływać kiedy stały się pełnoletnimi kobietami. Starsza siostra Zofia była wyższa od młodszej Agnieszki, choć obie wzrostem nie przekraczały 1,5 metra.




Helena Montana - rozbijanie obozowiska cyrkowego.




Ich filigranowa budowa, a przy tym niezwykłe zdolności taneczne, aktorskie i akrobatyczne zwróciły uwagę miejscowego proboszcza ks. Lapisa. Był on przyjacielem domu Walentego Fredyka i często go odwiedzał. Dziewczęta udzielały się początkowo w teatrzykach szkolnych, a następnie w Młodych Polkach. Wpadł wówczas ks. proboszcz na pomysł, by skontaktować miejscowe artystki, które władały również językiem niemieckim z cyrkiem. W taki oto sposób siostry za protekcją swego proboszcza trafiły do jednej z polskich trup, a następnie do słynnego niemieckiego cyrku liliputów Schippersa i Villego, który właśnie gościł w Polsce. Występowały min. w słynnym lokalu Alkazar w Lubece, Magdeburgu, Królewcu, Berlinie i wielu innych miastach niemieckich. Odbyły również tournèe po Anglii.















Kiedy już okrzepły w swoim nowym aktorskim fachu nadarzyła się okazja wyjazdu za ocean do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Był rok 1925, kiedy stanęły na kontynencie amerykańskim. Tam podpisały wieloletni kontrakt z największym na świecie cyrkiem Al. G. Barnes Circus (nazwa cyrku od nazwiska założyciela cyrku Alfeusza Georga Barnesa Stonehouse). Wielkość tego cyrku przekraczała wszelkie wyobrażenia wśród Europejczyków. Posiadał on własne ZOO z 1200 dzikimi zwierzętami. Jednorazowo w pokazie musztry konnej występowało 550 koni. Całość obsługiwało 1050 ludzi. Cyrk składał się z pięciu aren od siebie niezależnych, które jednocześnie dawały przedstawienia w różnych częściach Stanów Zjednoczonych i Kanady. Największą atrakcją cyrku był największy słoń świata „Tusko” oraz potężny hipopotam „Lotus”. Głównym środkiem lokomocji była kolej, której składy były własnością cyrku, łącznie 100 wagonów.


Kilkakrotnie cyrk dotknęły katastrofy kolejowe. W niedzielę 20 lipca 1930 roku doszło do jednej z większych katastrof kolejowych. Miała ona miejsce w drodze z Newcastle do Charlottetown. Pociąg składał się z 29 wagonów. W wyniku wykolejenia się, zniszczonych zostało około połowy wagonów cyrkowych. Dwie osoby zginęły na miejscu zaś dwie kolejne zmarły w szpitalu. 17 innych osób zostało rannych i przewiezionych do szpitala. Ze zwierząt żadne nie odniosło poważniejszych obrażeń.

W takim oto cyrku, przemieszczając się z miasta do miasta, siostry Fredyk przemierzyły Stany Zjednoczone i Kanadę niemalże wzdłuż i wszerz. Wraz z liliputami na scenach cyrkowych pojawiały się postacie niezwykłe, typu najwyższy, najgrubsza, zrośnięte bliźniaki, kobieta z czterema nogami itp.
CDN

wtorek, 4 sierpnia 2026

O siostrach, co Strzelno w świecie rozsławiały - cz. 1


Od lewej: trzecia Zofia, czwarta Agnieszka Fredyk'ówne.

Podbiły kraj występując w dziesiątkach miast, w teatrach, hotelach i salach kinowych. Dawała zawsze dwa występy, jeden dla dzieci, drugi dla dorosłych. Występowały min. w słynnym lokalu Alkazar w Lubece, Magdeburgu, Królewcu, Berlinie i wielu innych miastach niemieckich. Odbyły również tournèe po Anglii. W 1925 roku rozpoczęły podbój Ameryki – USA i Kanady...


O siostrach Fredyk pisałem latem 2014 r. Wówczas strzelnianin Zbigniew Fredyk dostarczył mi stary, pękaty album, a w nim około 150 zdjęć trupy cyrkowej: Schippers v. d. Ville Zwergen Stadt zum Dom, czyli spółki Schippers i Ville „Miejska Świątynia Karłów”. Inna nazwa trupy to Liliputaner Schippers und Vanderville’s Zwergenstadt, co w tłumaczeniu na język polski znaczy: Liliputy Schippersa i Vandervillego „Miasto Krasnoludów”. Podróżując po świecie trupa wydała specjalne karty pocztowe z angielskim nadrukiem: Liliputaner, Schippers and Vanderville’s Midged Cirrus - co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że kartka pocztowa przedstawia Liliputy z Cyrku Karłów Schippersa i Vandervillego. Początkowo podbiła trupa kraj występując w dziesiątkach miast, w teatrach, hotelach i salach kinowych. Dawała zawsze dwa występy, jeden dla dzieci, drugi dla dorosłych. Jak opisywała ówczesna prasa: Najmniejsi z artystów mieli ok. 1 metra wzrostu. Bawili widownie śpiewem, tańcem i pełną humoru grą. Trupa ta składała się z mężczyzn i kobiet. Posiadała własne piękne kostiumy i odpowiednie dla swoich rozmiarów meble i rekwizyty.

Od lewej Agnieszka i Zofia Fredykówne.

Od lewej: pierwsza Zofia, trzecia Agnieszka Fredykówne w towarzystwie koleżanek oraz Mitzi die Königin aller Riesendamen - Mitzi królowej "wszystkich grubych pań".

Pierwsza od lewej Zofia, czwarta Agnieszka Fredykówne






W tourne'e po Wielkiej Brytanii. 




Ogromna większość zdjęć z kolekcji Zbigniewa Fredyka pochodzi z tourne'e po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, które odbyto w latach 20. minionego stulecia (1925-1930). Brały w nim udział również strzelnianki, siostry Agnieszka i Zofia Fredyk. Z opowieści rodzinnych sióstr Fredyk wiadomo, że na tourne płynęły dwoma statkami. W pierwszym znajdowała się trupa cyrkowa wraz z taborem, obsługą techniczną i dyrekcją, zaś na drugim statku płynęła menażeria cyrkowa, czyli zwierzęta ze swoimi opiekunami. Pobyt za oceanem trwał kilka lat i trupa przemieszczała się po kontynencie koleją. Jedno ze zdjęć w albumie dokumentuje przygodę kolejową, kiedy to nastąpiła katastrofa kolejowa. Trupa występowała w największym amerykańskim cyrku ZOO Al. G. Barnes Cirrus „Winter Home”. Cyrkowi temu i występowi w nim sióstr Fredyk poświęcę następną część Opowieści o siostrach co Strzelno w świecie rozsławiały.

W drodze do Ameryki...


Brama największego cyrku na świecie.













W Górach Skalistych.

W rezerwacie Indian.

Pod Wodospadem Niagara. 
 Zapraszając do zainteresowania się tym tematem pragnę przybliżyć sylwetki dwóch pań urodzonych w Ostrowie k. Strzelna, później mieszkanek naszego miasta, po których przy ul. Kolejowej 9 pozostała piękna willa. Obie pracowały w cyrku niemieckim i występowały również w Polsce. Objechały całe Niemcy, występowały również w Anglii, a za oceanem podbiły serca Amerykanów i Kanadyjczyków. Były w wielu miastach, w górach skalistych i nad wodospadem Niagara. Występowały z cyrkami rodzimymi, obok kowbojów i Indian.
CDN