piątek, 24 lipca 2026

Gozdanin pełen tajemnic – cz. 5.

Zdjęcie pochodzi ze "Złotej Księgi Ziemiaństwa Polskiego", wydanej w 1929 roku.

To już ostatnia część opowieści o majętności Gozdanin. Dzisiaj będzie o burzliwych losach tutejszych dóbr i ich kolejnych właścicielach: Taczanowskich, Gutsche, Szrantach i Bayerach. Zapewne mieszkańcy Gozdanina dopowiedzą historię powojenną miejscowości, która z części dominialnej zmieniła się po 1945 roku w wieś włościańską... Wersja papierowa opowiadania posiada pełną bibliografię wraz z przypisami źródłowymi.

Wpisem do księgi wieczystej majętności Gozdanin z 6 grudnia 1919 roku nowym właścicielem dóbr został daleki krewny Wandy z Tacznowskich i Apolinarego Osowickich, Władysław Taczanowski. Niewiele informacji o jego działalności przetrwało do czasów nam współczesnych. Władysław Taczanowski herbu Jastrzębiec urodził się 16 września 1889 roku w Siedleminie w powiecie Jarocińskim (zmarł w 1961 r.). Był synem Józefa Mikołaja Adama i Barbary Jadwigi z Jerzykiewiczów. W 1909 roku został absolwentem Wyższej Szkoły Agronomicznej w Szamotułach, z prawem do odbycia rocznej służby wojskowej. Była to szkoła kształcąca na poziomie gimnazjów. Żonaty był z Izabelą Piottuch-Kublicką – ślub zwarli 25 października 1915 roku w Poznaniu. Małżonkowie mieli sześcioro dzieci. W 1921 roku Władysław Taczanowski został ustanowiony sędzią pokoju przy Sądzie Powiatowym w Mogilnie.

Tak prezentowała się południowa część parku w 1929 r. - zdjęcie ze "Złotej księgi ziemiaństwa polskiego". Poniżej to samo miejsce wiosną 2026 r. - wyschnięty staw z pozostałościami wyspy.


 


19 lutego 1921 roku wystąpił on do Ministerstwa Rolnictwa Byłej Dzielnicy Pruskiej w Poznaniu o umożliwienie zaopatrzenia się majątku Gozdanin w ospę i kukurydzę paszową. Prośbę swą uzasadniał, iż na apel Ministerstwa dostarczył 300 cetnarów owsa siewnego oraz 300 cetnarów jęczmienia siewnego na zaopatrzenia Kresów, w związku z czym pozbył się własnych zapasów. Jak sprawa została sfinalizowana, niestety niewiadomo.

Zachodnia ściana parku w Gozdaninie ze stuletnimi brzostami i kortem tenisowym w 1929 r. - zdjęcie ze Złotej księgi ziemiaństwa polskiego. Poniżej miejsce po korcie tenisowym - wiosna 2026 r.

 

Z kolei w 1922 roku dowiadujemy się o strajku, który dotknął majątek Gozdanin. O całej sytuacji związanej z protestem robotników rolnych pisał sam dziedzic Władysław Taczanowski na łamach „Gazety Powszechnej”. A oto i treść tego listu: - Jak i w całej Wielkopolsce, tak i powiecie mogileńskim nawiedził nas strajk rolny, między innymi majątkami i Gozdanin stał się świadkiem tego chwilowego przewrotu. Żniwa były

w całej pełni, deszcze aż nadto faworyzowały pola gozdaninskie, smutek ogarnął każdego, gdy widział marnujące się plony ciężkiej znojnej pracy, która przecież przede wszystkim

miała na celu, aby Ojczyznę naszą wzbogacić w zasoby chleba, tej podstawowej strawy ludności. Wszystko jednakże nie wzruszyło robotnika rolnego, którego egoizm osobisty podniecony brutalną, Państwu wrogą, agitacją, pchnął do tego tak wysoce bezwzględnego strajku.

Lecz dzielni Gębiczanie nie pozwolili na to, aby płody naszej ziemi żywicielki zmarniały, dlatego więc jak jeden mąż pospieszyli wszyscy ochoczo i rojno z rączą pomocą. Widziało się tam między niemi i młodych i starszych, przemysłowców, rzemieślników, sokołów i mieszczan, którzy z fantazją i werwą natychmiast rozpoczęli w pocie czoła swą owocną działalność. Nie wątpliwie cala ta akcja ze strony dzielnej ludności miasteczka Gębice zasługuje na słowa najwyższego uznania, ona bowiem o głębokim zrozumieniu żywotnych potrzeb naszego kraju, oraz o zdrowym duchu narodowym i prawdziwym poczuciu obywatelskim, które pierwotnym zakusom komunistycznym niezłomnie stawiły czoło.

Zatem na tej drodze poczytuję to sobie za miły obowiązek złożyć obywatelom Gębic szczere słowa wdzięczności i podziękowania. Gozdanin, dnia 19 sierpnia 1922. Władysław Taczanowski.

Gozdanin - dom trzyrodzinny urzędników majątkowych (1987 r.).

Po sprzedaży w 1926 roku Gozdanina, Taczanowski nabył folwark Stęszewko k. Pobiedzisk – 185ha i tam wraz z rodziną zamieszkał. Tymczasem nowym właścicielem dóbr gozdanińskich od 20 lutego 1926 roku został Stanisław Gutsche (1868-1938) z Granowa, który dotychczas jako dyrektor zarządzał majątkami Olgierda Czartoryskiego - będąc od 1910 roku jego pełnomocnikiem. Był on również członkiem Rady Nadzorczej Banku Kwilecki, Potocki i Spółka oraz sodalistą marianus.

 

Wkrótce, bo po upływie roku, 30 kwietnia 1927 roku Gutsche sprzedał Gozdanin Aleksandrowi Szrantowi. Tak krótki okres posiadania dóbr nasuwa przypuszczenie, że Gutsche zakupił Gozdanin li tylko po to, by na tej transakcji zarobić. Nowy właściciel Aleksander Józef urodził się 26 lutego 1878, zmarł 15 lipca 1951 we Wronkach, syn Wiktora i Leonardy z Langnerów. Ojciec Wiktor Szrant był doktorem medycyny i chirurgii (studia uniwersyteckie w Halle ukończył 21 maja 1874 roku). Aleksander Szrant 30 czerwca 1909 roku w Łękach Wielkich poślubił Jadwigę Tadrzyńską (1887-1963) córkę Kazimierza i Stanisławy z Jachimowiczów. Małżonkowie mieli 3 córki: Halinę Wandę (1910-2002), Janinę Marię (1911-2011), Marię Aleksandrę (1917-1996).

 

W młodości Aleksander był członkiem Towarzystwa Tomasza Zana w Gimnazjum w Ostrowie Wlkp., które ukończył w kwietniu 1895 roku z prawem jednorocznej służby wojskowej. Pasjonował się grą w brydża i był zapalonym myśliwym. Przed rokiem 1910 objął w dzierżawę majętności Kurnatowice (553ha) w dobrach Hektora hr. Kwileckiego. Wówczas to zaangażował się w działalność instytucji polskich w powiecie międzychodzkim - był wicepatronem Kółek Rolniczych, prezesem Kółka Rolniczego w Sierakowie, członkiem pierwszego zarządu Spółdzielni „Rolnik” w Sierakowie, członkiem zarządu Towarzystwa Czytelni Ludowych na powiat międzychodzki i skwierzyński. Również zaangażował się w przygotowania i wspieranie Powstania Wielkopolskiego 1918-1919. W 1920 roku mieszkał w Kurnatowicach. W latach 20. XX w. był właścicielem majątku Niewierz w powiecie szamotulskim. Równocześnie z Gozdaninem posiadał, zakupiony w roku 1926 roku od hrabiny Izabeli Tyszkiewiczównej-Łohojskiej herbu Leliwa, majątek Niewierz w powiecie szamotulskim - 3 km od Dusznik (277ha). Od połowy lat 20-tych XX w. występuje również jako dzierżawca od Skarbu Państwa Polskiego majętności Bolewice w pow. nowotomyskim, której łączny areał użytków rolnych wynosił 535ha. Majątek posiadał gorzelnię i suszarnię, a specjalizował się w reprodukcji uznanych odmian ziemniaków i nasion buraków cukrowych. Był wójtem gminy Gębice, członek BBWR i z jego listy w 1930 roku kandydat na posła do Sejmu RP. Gozdanin sprzedał we wrześniu 1932 roku kupcowi z Poznania.


Z czasów Aleksandra Szranta zachował się opis majętności, który został zawarty w opracowaniu-albumie Złota księga ziemiaństwa polskiego: - Gospodarstwo prowadzone jest intensywnie. Uprawa roli znajduje się w wysokiej kulturze. Cały majątek zmeliorowany. Prowadzona jest na szeroką skalę plantacja buraków cukrowych oraz reprodukcja nasion buraczanych dla Firmy Aleksander Janasz w Dańkowie. Majątek posiada nowoczesne maszyny rolnicze, w tym pług motorowy. Zabudowania są skanalizowane. Własna elektrownia dostarcza prądu oświetlającego. Do stacji PKP w Gębicach prowadzi własna kolejka około 4 kilometrowa. Obora mleczna mieści 60 szt. krów rasy czarno-nizinnej. Prowadzona jest hodowla konia remontowego; klacze zarejestrowane w księdze hodowlanej. Obszar majątku około 500ha, w tym łąk i pastwisk 50ha, wody 5ha, lasu 10ha, resztę stanowi ziemia uprawna pszenno-buraczana. W 1930 roku urzędnikiem gospodarczym u Szranta był Wacław Dobrzykowski.

Gozdanin - zdjęcie lotnicze z 1958 r. z widocznymi budynkami pofolwarcznymi i dworem, który został rozebrany w 1977 r.

Wpisem do Księgi wieczystej od 19 listopada 1932 roku majątek ziemski Gozdanin w powiecie mogileńskim obszaru około 2000 mórg, przejął na własność drogą kupna Brunon Bayer z Poznania. Wiemy, że był on właścicielem willi oraz szeregu terenów budowlanych w mieście i w tamtejszych kręgach nazywany był również kapitalistą. Mieszkał w Poznaniu przy ul. Skarbowej nr 8. Brunon Valentin Bayer urodził się 14 lutego 1883 roku w Murowanej Goślinie w rodzinie katolickiej jako syn mistrza rzeźnickiego Johanna i Emilii z Maciejewiczów. 23 kwietnia 1910 roku poślubił w Poznaniu Agnieszkę Alankiewicz ur. 20 kwietnia 1890 roku w Poznaniu, córkę rzeźnika Ignacego i Gertrudy z Kinowskich – Brunon był wówczas rzeźnikiem. Małżonkowie mieli pięcioro dzieci: Leo Stefana (*1911, +1915), Alfonsa Ignacego (1912), Zofię Marię (1913), Feliksa Henryka (*1916, +1919), Luizę Stefanię (1918). W czerwcu 1915 roku rodzina Bayerów przeniosła się do Drezna. Tam Brunon dorobił się dużego kapitału i z rodziną powrócił do Poznania. Agnieszka z Alankiewiczów Bayer zmarła w wieku lat 49, w Gozdaninie. Jej pogrzeb odbył się 31 sierpnia 1939 roku w Poznaniu na cmentarzu parafialnym przy ul. Bluszczowej. Już po wojnie, 10 lipca 1948 roku zmarł w Poznaniu dziedzic Gozdanina Brunon Bayer. Pochowany został 13 lipca tegoż roku obok swojej żony Agnieszki na cmentarzu przy ul. Bluszczowej.

 

Pomnikowe dęby, za którymi (w kierunku wsi) stał do 1977 r. piękny dwór ziemiański.

Bayerowie byli przykładem ludzi, którzy dzięki wytężonej pracy dorobili się kapitału pozwalającego im stać się właścicielami dużego majątku ziemskiego. Brunon gospodarzył się na dobrach gozdanińskich w miarę dobrze. Z tego okresu zachowało się kilka informacji, które pozwalają nieco rozjaśnić obraz Gozdanina lat 30. XX w. Dwa z tych wydarzeń dotyczyły prac budowlano-remontowych i znalazły one swoje miejsce na łamach prasowych w związku z wypadkami im towarzyszącymi. Pierwsza z relacji została opatrzona dość sensacyjnym wprowadzeniem, mówiącym o tym, że w czerwcu 1934 roku dekarze spadli z dachu stodoły, łamiąc sobie nogi: - W Gozdaninie pod Gębicami wydarzył się nieszczęśliwy wypadek. Zatrudnieni przy naprawianiu dachu stodoły trzej dekarze: Wożniak, Wańkowski i Koszorek wskutek oderwania się drąga, na którym stali, spadli z wysokości 15m na ziemię. Koszorek i Woźniak doznali złamania obu nóg oraz ogólnego potłuczenia. Wańkowski zaś tylko potłukł się. Nieszczęśliwych odwieziono natychmiast samochodem do szpitala.

Z drugiej relacji dowiadujemy się o wypadku w trakcie rozbiórki w maju 1936 roku stajni majątkowej, choć tak właściwie była nią przebudowa górnej kondygnacji obiektu, wystawionego jeszcze w 4. ćwierci XIX w. (przed 1884 r.) najprawdopodobniej przez ówczesnego właściciela Ignacego Bielickiego. W trakcie tej przebudowy usunięto ze szczytu południowego inicjały „I-B” – Ignacy Bielicki i zastąpione je inicjałami „B-B” – Brunon Bayer. Do dzisiaj te ostatnie są widoczne na budynku po byłej stajni. Co ciekawe, na poddaszu stajni znajdował się wodociąg grawitacyjny dostarczający wodę do dworu i innych budynków folwarcznych. A oto i ta relacja: - W Gozdaninie koło Gębie (pow. mogileński) przy podcinaniu kozła podczas rozbiórki stajni, znajdujący się na wiązaniach drzewnych cieśle, w liczbie pięciu, naraz runęli na ziemię. Wypadek miał przykre następstwa, jeden z cieśli Wojnarowski, skutkiem upadku, doznał złamania nóg i ogólnych obrażeń. Okaleczonego umieszczono natychmiast w szpitalu w Strzelnie. Reszta pracowników poza lekkimi, zewnętrznymi obrażeniami, poważniejszych okaleczeń nie doznała i po wypadku przystąpiła do przerwanej pracy.

 Stajnia w Gozdaninie 2026 r.


Ciosem dla właściciela majętności było objęcie Gozdaninia rządowym planem parcelacyjnym na 1939 rok. Rozporządzeniem Rady Ministrów o ustaleniu planu parcelacyjnego na 1939 rok 260ha z nieruchomości Gozdanin Brunona Bayera miało zostać rozparcelowanych. Co było przyczyną tej decyzji trudno dziś ustalić? W pierwszej kolejności brano majątki, które były zadłużone i nie rokowały zwiększenia opłacalności produkcji. Zgodnie z obowiązującym prawem przymus parcelacyjny wykonywano za odszkodowaniem. 


Ostatnim wydarzeniem odnotowanym w kronice międzywojennego Gozdanina była śmierć żony właściciela majątku ziemskiego, Agnieszki z Alankiewiczów Bayer. Zmarła ona w wieku 49 lat, w Gozdaninie i została pochowana w przeddzień wybuch II wojny światowej – 31 sierpnia 1939 roku w Poznaniu.

Z nastaniem okupacji nazwę wsi przechrzczono na niemiecki Güldenhof – Złoty Dwór. Podobnie jak inne majątki ziemskie w okupowanym Kraju Warty tak i Gozdanin został przejęty przez Urząd Ziemski dla Okręgu Rzeszy Warty - Bodenamt für den Reichsgau Warthe i przyznany w powiernictwo. Po zakończeniu działań wojennych w 1945 roku majątek Gozdanin przejęła władza ludowa na cele reformy rolnej i poddała jego obszar parcelacji, tworząc niewielkie gospodarstwa rolne. Tak powstałe gospodarstwa przydzielono byłym pracownikom majętności oraz osadnikom za wyliczoną i rozłożoną w ratach odpłatnością. Ale już w latach stalinowskich utworzono w Gozdaninie na bazie tychże gospodarstw Rolniczy Zespół Spółdzielczy „Zjednoczenie”. Funkcjonował on w latach 1953-1961 i z racji mizernych wyników został zlikwidowany.


Przydzielając gospodarstwa, przydzielono również przyszłym rolnikom mieszkania we dworze oraz części budynków pofolwarcznych. Rabunkowa gospodarka sprawiła, że obiekty te uległy stopniowej degradacji i z czasem zostały rozebrane. Cegłę rolnicy wykorzystali do stawiania własnych siedlisk w obrębie przyznanych im gruntów. Tzw. resztówka pomajątkowa została przydzielona Gminnej Spółdzielni „SCh” w Orchowie, która prowadziła tutaj część swojej działalności – skup zboża i tucz trzody chlewnej. Od 1976 roku działalność tą przejęła GS „SCh” w Mogilnie. Na tym kończę moją opowieść o Gozdaninie, którą możecie sami kontynuować, dopowiadając tzw. opowieść z własnego podwórka – czyli dzieje wsi po1945 roku do czasów współczesnych.

Koniec.

 

środa, 15 lipca 2026

Gozdanin pełen tajemnic – cz. 4.

Apolinary Osowicki dziedzic na Gozdaninie - foto w parku przydworskim.

To już czwarta część opowieści o Gozdaninie, którą po raz pierwszy w tak obszernym opracowaniu możecie poznać. Bogato ilustrowana starymi zdjęciami przeniesie nas dzisiaj w czasy Chłapowskich – Zofii z Jaczyńskich Chłapowskiej, córki Czesława i Marianny z Bielickich oraz Osowickich – dr. Apolinarego i jego małżonki Wandy z Taczanowskich córki II Ordynata na Taczanowie Antoniego Wincentego Taczanowskiego, członka dziedzicznego Izby Panów w Królestwie Pruskim. Zapraszam do lektury!

Osamotniona po śmierci: córki, męża i dwóch synów dziedziczka Marianna Bielicka nie była w stanie zarządzać tak dużą majętnością, dlatego czynności te scedowała na zięcia, Czesława Felicjana Jaczyńskiego, męża przedwcześnie zmarłej w 1873 roku córki Marianny. To ich dzieci: Zofia Irena urodzona 10 września 1871 roku, wówczas licząca 13 lat i Kazimierz urodzony 1 grudnia 1872 roku – lat 12, zostali wyznaczeni do przejęcia w przyszłości dóbr gozdanińskich. Cała trójka Jaczyńskich zamieszkiwała w zagoplańskiej majętności Piaski. Natomiast babcia Marianna z Paruszewskich Bielicka przeniosła się do kupionej przed laty willi Zofijówka w Mogilnie i tam 17 lipca 1890 roku dokonała żywota. Zgodnie z ostatnią wolą została pochowana w grobie familijnym w Kwieciszewie. Zapisem testamentowym z 19 stycznia 1878 roku opublikowanym 6 lutego 1890 roku Gozdanin przypadł wnuczce Zofii Irenie Jaczyńskiej, a Marcinkowo i Bielice wnukowi Kazimierzowi Jaczyńskiemu, dzieciom przedwcześnie zmarłej córki Marianny zamężnej za Czesława Jaczyńskiego z zagoplańskich Piasków. Kazimierz otrzymał jeszcze później po ojcu majętność Piaski z folwarkiem Marcinki o areale 633ha.

Marianna z Bielickich Jaczyńska, żona Czesława i matka Zofii oraz Kazimierza.

Marianna z Paruszewskich Bielicka była znaną osobą i to nie tylko w kręgach ziemiańskich. Cieszyła się ogromnym szacunkiem i poważaniem. W1867 roku kupiła od Niemca Stefenhagena piękną willę i po śmierci męża w niej zamieszkała. A oto krótkie wspomnienie pośmiertne o śp. Mariannie: Śp. Marcyanna urodziła się w 1830 roku w Kobylnikach na Kujawach z rodziców Sylwestra i Maryi z Jaczyńskich Paruszewskich; wychowanie otrzymała bardzo staranne, to też poszedłszy za mąż  za śp. Ludwika Bielickiego, dziedzica wsi Gozdanina i Marcinkowa, od razu podjęła stanowisko, jakie jej w społeczeństwie przypadło. Zmarła była wzorową żoną i matką, idealną panią dla służących, którzy do końca swego zwykle u niej pozostawali. Ale Bóg nie oszczędzał  śp. Bielickiej, zabrawszy ukochanych rodziców, męża, wszystkie z kolei dzieci powołał do siebie, przecież mężna ta i na wskroś religijna kobieta nie ugięła się pod brzemieniem cierpień - odtąd pozbawiona najbliższych przygarnęła do siebie całą rodzinę, zastępując sierotom matkę. Zofijówka, którą po śmierci męża zamieszkała, stała się prawdziwym ogniskiem ciepła rodzinnego i pomocy dla wszystkich potrzebujących - z najdalszych stron biedni zwracali się o wsparcie, a tego zmarła nikomu nie odmawiała. Ofiarność jej była bez granic, ręka jej bowiem była otwarta zawsze, czy to chodziło o cele wyższe, czy też o prosty datek, pomimo tego umiała utrzymać  majątek, choć długie jej były lata wdowieństwa. Strata tej zmarłej jest niepowetowana nie tylko dla całej rodziny, ale dla całego społeczeństwa, które w śp. Bielickiej traci znów jeden typ prawdziwej matrony polskiej. (…).

Zofia z Jaczyńskich Chłapowska - pani na Gozdaninie.

24 kwietnia 1892 roku Zofia Irena Jaczyńska córka Czesława i Marianny z Bielickich w kościele parafialnym w Piaskach zawarła związek małżeński z 29-letnim kawalerem Janem Wacławem Nepomucenem Chłapowskim herbu Dryja z Lgina synem Stanisława i Zofii z Kurnatowskich. Jan Nepomucen Chłapowski był wnukiem gen. Dezyderego Chłapowskiego herbu Dryja, urodził się 28 września 1863 roku w Szołdrach. Studiował rolnictwo w Hohemheim w Wirtembergii i służył w pułku ułanów saskich. 2 lipca 1892 roku dopisany został do hipoteki majątku żony – Gozdanina i tam małżonkowie zamieszkali. Jan również był właścicielem Lginia w pow. wschowskim, który sprzedał w 1894 roku. W 1894 roku był inicjatorem powołania kółka rolniczego w Wylatowie, którego został prezesem. Jemu przypisuje się rozbudowę dworu w Gozdaninie o północną oficynę. W 1896 roku zorganizował w Gozdaninie wystawę inwentarza – koni, bydła, owiec, trzody chlewnej, drobiu oraz - przemysłu domowego, zbóż, okopowych i innych. Na imprezie obecny był sam patron Kółek Rolniczych Maksymilian Jackowski. Rok później miała miejsce druga tego typu wystawa w Gozdaninie o podobnych rozmiarach, która równie znakomicie wypadła. 1 marca 1899 roku Jan i Zofia Chłapowscy sprzedali Gozdanin Zygmuntowi Chłapowskiemu z Turwi oraz Teodorowi Mańkowskiemu z Rudek. Nowi właściciele zostali w tymże dniu dopisani do hipoteki majętności ze wskazaniem, że każdy z nich dysponował po ½ Gozdanina. W tym też roku Jan i Zofia Chłapowscy zamieszkali w majętności Goździchowo w powiecie grodziskim, własności jego brata Dezyderego Chłapowskiego. Po sprzedaży w 1907 roku Goździechowa przez Dezyderego, Zygmuntowi Chłapowskiemu z Turwi byli właściciele Gozdanina przenieśli się do nabytego w 1909 roku Chotowa w powiecie ostrowskim.

Szczyt budynku stajni w Gozdaninie oraz rysunek przyziemia - foto z 1987 r.


Po pięciu latach w 1914 roku Chotowo sprzedali Jerzemu Niemojewskiemu i przenieśli się do Poznania. Pod koniec wojny działał w organizacjach podziemnych w Poznaniu. 27 grudnia 1918 roku był komendantem Bazaru, w którym zamieszkiwali Ignacy Paderewski i misja aliancka. 13 stycznia 1919 roku Jan Chłapowski został komisarycznym prezesem Wielkopolskiej Izby Rolniczej. W marcu 1919 roku został mianowany przez Komitet Naczelnej Rady Ludowej porucznikiem i rotmistrzem, a krótko potem majorem. Komisarycznym prezesem Wielkopolskiej Izby Rolniczej był do 1 maja 1919 roku, po czym przeszedł do Komisariatu Naczelnej Rady ludowej i został w nim szefem Urzędu Wojewódzkiego. Zmarł nagle w Poznaniu 2 lipca 1919 roku. Jego pogrzeb był manifestacją z udziałem władz świeckich i duchownych, trumnę wieziono na lawecie armaty ciągnionej przez osiem koni. Pochowany jest w Brodnicy. Po śmierci męża Zofia Chłapowska znalazła się w trudnej sytuacji finansowej, mieszkała w Poznaniu przy ul. Matejki. W 1932 roku zamieszkała w Tarnówku w dworku nabytym przez jej bratanka Władysława Jaczyńskiego. Zmarła w Podkowie Leśnej w 1952 roku. Jan i Zofia Chłapowscy mieli pięcioro dzieci: Dezyderego, Tadeusza, Kazimierza, Stanisławę i Zofię.

My zaś wracamy do 1899 roku, do nowych nabywców Gozdanina i prześledźmy dalsze losy tej ziemskiej posiadłości. Rozpocznijmy od informacji prasowej, z której dowiadujemy się, że: - Dobra rycerskie Gozdanin w powiecie mogileńskim, na które to sobie kolonizacja już  zęby ostrzyła, wielkości 3083 mórg pięknej ziemi oraz nieruchomość Wylatowo nr 95 - 10 mórg obszaru nabyli dziedzic p. Zygmunt Chłapowski z Turwi pod Kościanem i dziedzic p. Teodor Mańkowski z Rudek pod Szamotułami i to wspólnie za cenę 660 000 marek. „Szczęść Boże” owym pp., którzy uratowali kawał ziemi, i daj Boże, żeby owego kawała ziemi z rąk swych na pastwę i hańbę narodu polskiego nie puścili. Majątek należał do p. Jana Chłapowskiego i jego żony Zofii z Jaczyńskich. Państwo Chłapowscy przed 4 laty także pozbyli się pięknego majątku Lgiń pod Wschową.

Sprzedający jak i nabywcy spokrewnieni byli ze sobą i ich udział w transakcji wynikał raczej z patriotyzmu niźli z chęci zysku. Zygmunt Chłapowski był wnukiem gen. Dezyderego Chłapowskiego i kuzynem Jana z Gozdanina. Spokrewniony z nimi był poprzez swoją żonę również Teodor Mańkowski, a była nią Bogusława Bogumiła córką gen. Jana Henryka Dąbrowskiego i Barbary Florentyny z Chłapowskich. Obaj właściciele nie mieszkali w Gozdaninie lecz w swoich rodowych posiadłościach w Turwi i Rudkach. Tutaj na miejscu ustanowili zawiadowcą swoich dóbr, czyli zarządcą urzędnika majątkowego Feliksa Grota. Był on doświadczonym dzierżawcą i administratorem majątków ziemskich. W 1903 roku prezesował Kółku Rolniczemu w Gębicach. Później zarządzał dobrami Strzelewo w powiecie bydgoskim. Zmarł w 1935 roku, w wieku 73 lat w Poznaniu. W Gozdaninie urodził się jego syn Zdzisław Henryk - późniejszy znany polski historyk, prof. UAM. Wzorowo prowadzone gospodarstwo majętności Gozdanin stało się miejscem edukacyjno-doświadczalnym dla okolicznego włościaństwa. 21 czerwca 1903 roku na zaproszenie właściciela i administratora członkowie Kółka Rolniczego w Gębicach w liczbie 15 oraz wicepatron na powiat mogileński ks. Piotr Wawrzyniak uczestniczyli w wizytacji pól i inwentarza oraz praktycznym zdobywaniu wiedzy w gospodarstwie dóbr Gozdanin. 

 

 






Po pewnym czasie Zygmunt Chłapowski spłacił krewniaka Teodora Mańkowskiego i stał się niepodzielnym właścicielem Gozdanina. Zapewne odległość od siedziby dóbr rodowych, czyli Turwi sprawiła, że po pięciu latach Zygmund sprzedał majątek w mogileńskim, o czym nie omieszkała powiadomić prasa, informując, że: - Gozdanin, majątek rycerski w powiecie mogileńskim, około 2000 mórg, kupił od p. Chłapowskiego z Turwi p. dr Apolinary Osowicki z Poznania. I choć zakup został dokonany w sierpniu 1904 roku to transakcja została sfinalizowana dopiero wpisem w dniu 25 czerwca 1906 roku dokonanym w księdze wieczystej majętności Gozdanin.


Kolejny nowy właściciel Apolinary Tadeusz Osowicki był z wykształcenia rolnikiem i doktorem filozofii – (W tym czasie samodzielny tytuł doktora nauk rolniczych nie istniał. Na uniwersytetach niemieckich absolwenci kierunków agronomicznych uzyskiwali tytuł doktora nauk filozoficznych.). Urodził się 15 kwietnia 1879 roku w Poznaniu. Jego rodzicami byli: dr med. Antoni Osowicki, znany w Poznaniu lekarz, radca zdrowia, dyrektor szpitala oraz członek wydziału medycznego Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, zaś matką Helena z Lossowów, z Grażyny. Apolinary miał siostrę Emilię Parczewską pv Liszkowską. W 1899 roku ukończył Gimnazjum Marii Magdaleny w Poznaniu. W tym też roku rozpoczął studia na Uniwersytecie Berlińskim, gdzie studiował rolnictwo. Po odbyciu służby wojskowej w latach 1900-1901 przeniósł się na Uniwersytet w Lipsku, a następnie w 1902 roku przybył do Wrocławia, aby ukończyć studia. W 1904 roku będąc studentem Uniwersytetu Wrocławskiego doktoryzował się broniąc pracę p.t.: „Koń Huculski” i uzyskaniu tytułu doktora filozofii. 21 stycznia 1907 roku poślubił w Taczanowie 20-letnią Wandę Luizę Lucie Taczanowską (ur. 24.08.1887- 4.10.1957) herbu Jastrzębiec. Była ona córką II Ordynata na Taczanowie Antoniego Wincentego Taczanowskiego, członka dziedzicznego Izby Panów w Królestwie Pruskim, Tajnego Podkomorzego Jego Świątobliwości Ojca Świętego oraz Konstancji Heleny z Kraśnickich herbu Jastrzębiec. Przed zamążpójściem zdobyła gruntowne wykształcenie i władała językami: niemieckim i francuskim.

Taczanów polowanie par force: 4. od lewej - Wanda Osowicka; 6. od lewej Apolinar Osowicki oraz 11. od lewej ordynat Antoni Taczanowski, ojciec Wandy i teść Apolinarego.

Apolinary był starszy od małżonki o 8 lat. Małżeństwo, jak niosą przekazy rodzinne, było swoistym układem z rozsądku. Pan młody był w wieku, kiedy należało założyć rodzinę. Wanda wprawdzie druga z kolei córka Ordynata na Taczanowie, była jedną z jego 4 córek (+ dwoje braci – Jan III Ordynat na Taczanowie). Dumnie brzmiało „córka Ordynata”, ale poza tym wiadomym było, że Wanda niezbyt duży posag wniosła, i że będzie on wypłacony dopiero po śmierci ojca Ordynata z tak zwanych minoratów. Osowiccy nie byli szlachtą, za to zamożną rodziną inteligencką. Kiedy nadarzyła się okazja, Apolinary nabył dużą posiadłość ziemską Gozdanin i po ślubie osiadł w niej wraz z oblubienicą. Zakup ten miał nadać mu prestiżu w kręgach ziemiańskich, szczególnie po ślubie z córką Ordynata. Prace około majętności dzielił z działalnością w Poznaniu. Jako członek Mogileńskiego Towarzystwa Gospodarczego w 1905 roku referował na zebraniach temat „O czarnym ugorze”. Już w 1906 roku sekretarzował podczas Walnego Zebrania Centralnego Towarzystwa Gospodarczego w Poznaniu. W 1908 roku przeprowadził na gruntach Gozdanina meliorację pól uprawnych.

Z pasją oddawał się hodowli koni wierzchowych, wyścigowych i remontowych, co zaowocowało, że już w wolnej Polsce był członkiem zarządu Towarzystwa Wyścigów Konnych Ziem Zachodnich w Poznaniu. W latach 1912-1914 był członkiem Rady Nadzorczej „Bazaru”. W sierpniu 1913 roku podał się do dymisji w akcie sprzeciwu wobec decyzji o ustrojeniu „Bazaru” na cześć przybyłego do Poznania cesarza Wilhelma II.

We dworze gozdanińskim - Wanda Osowicka przy fortepianie.

W 1913 roku dochód z majątku ziemskiego, tj. z pól i folwarku - czysty dochód gruntowy wykazywany jako podstawa do naliczenia podatku wynosił 6 331 marek. Jego areał obejmował ogółem 476ha, w tym 384ha gruntów ornych, 30ha łąk, 30ha lasów i 32ha wód (jeziorko), placów (folwark), parków, dróg i nieużytków. Z żywego inwentarza było tutaj 60 koni, 200 sztuk bydła, w tym 60 krów mlecznych oraz 200 świń.

Wanda Osowicka z dwoma chłopcami w Gozdaninie. Stoi przy niej Antek.

 W okresie I wojny światowej dziedzic Osowicki został zmobilizowany w stopniu podporucznika i brał udział po stronie pruskiej w działaniach wojennych. Wanda sama prowadziła majętność w Gozdaninie. Aktywnie, wespół z okolicznymi ziemiankami działała w Komitecie Niesienia Pomocy w Królestwie Polskim. W trakcie kursów, w ramach koła ziemianek zdobyła kwalifikacje pielęgniarsko-sanitarne. Krótko po wojnie 6 grudnia 1919 roku Apolinary sprzedał Gozdanin i otrzymane pieniądze ulokował w papierach wartościowych. Będąc mądrym człowiekiem, zajmował się ich właściwym pomnażaniem, aby żyć z dywidend.

Wanda Osowicka

Małżonkowie zamieszkali w Poznaniu, w luksusowym apartamencie. Zatrudniali dwuosobową służbę, żyjąc dostatnio, ale i rozsądnie. Bardzo dużo podróżowali, co roku jeden lub dwa wyjazdy zagraniczne, zimą 6 tygodni w Zakopanem. Obydwoje jeździli na nartach. Nie mieli dzieci, ale czynnie pracowali w instytucjach charytatywnych. Nie było to tylko dawanie pieniędzy, ale udział w pracach towarzystw oraz aktywna praca i opieka nad wytypowaną młodzieżą, czy rodzinami. W połowie lat 30-tych przenieśli się na stałe do Warszawy, gdzie kupili w centrum 3-4 pokojowe mieszkanie. Znajdowało się ono w nowo zbudowanym w/g najnowszych trendów, apartamentowcu. Tam zastała ich wojna, oboje przeżyli oblężenie Warszawy i okupację. Apolinary zmarł w czasie wojny w lutym 1944 roku i został pochowany 21 lutego w Warszawie na Powązkach.

Powązki - grobowiec Apolinarego i Wandy Osowickich.

Pisząc do mnie w 2011 roku Anna Melosu napisała m.in.: - Wanda Osowicka była niesamowicie pogodnym człowiekiem, nigdy na nic nie narzekała, pomimo wielu trudności, specjalnie w ostatnich latach życia, gdzie maleńka pensja ledwo starczała do przeżycia. Ale umiała się do każdych warunków dostosować. Znałam ją bardzo dobrze, miałam 12 lat, gdy zmarła. Moja matka byłą jej córką chrzestną, a że miała tylko dwójkę chrześniaków, wobec tego miała z nimi specjalnie bliski kontakt. Drugim chrześniakiem był dziś już nieżyjący prof. Marcin Bielski (wnuk Zofii Mieczkowskiej), znany ekonomista i wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego, zmarły 9 lat temu. Wanda i Apolinary Osowiccy byli bardzo prawymi ludźmi, a że bezdzietni, mało kto o nich już pamięta. A szkoda, bo to ludzie godni swym postępowaniem do naśladowania.

CDN


sobota, 11 lipca 2026

Gozdanin pełen tajemnic – cz. 3.

 

Dzisiejszą opowieść o Gozdaninie poświęcę Bielickim herbu Ogończyk, którzy w trzech pokoleniach trzymali tutejsze dobra. To im zawdzięczamy rozkwit majętności i wystawienie niemalże wszystkich murowanych obiektów dworsko-folwarcznych. Ilustracjami tej części artykułu będą unikatowe zdjęcia nieistniejącego już dzisiaj, a pochodzącego z ok. 1880 roku czterokondygnacyjnego, o dachu dwuspadowym i podpiwniczonego spichrza, który po 1945 roku użytkowany przez mogileńską GS popadł w ruinę i w latach 90. XX w. został rozebrany. Prezentowane zdjęcia zostały wykonane w 1987 roku.

 

Bieliccy na Gozdaninie

Antenat rodu osiadłego w 1835 roku w Gozdaninie Jan Bielicki urodził się w 1786 roku na ziemi radziejowskiej, jako syn Antoniego cześnikowicza bydgoskiego i dziedzica Janocina oraz Katarzyny z Krzesińskich. Po ojcu odziedziczył Janocina. Związek małżeński zawarł 26 lutego 1816 roku w Byczynie w powiecie radziejowskim ze starszą od siebie Scholastyką z Ubyszów, urodzoną w 1780 roku, córką Floriana i Apolonii z Kościeszkich z Klonówka.

Jan zmarł 16 kwietnia 1843 roku w Gozdaninie, a Scholastyka 3 października 1876 roku również w Gozdaninie. Oboje zostali pochowani w rodzinnym grobowcu na cmentarzu parafialnym w Kwieciszewie.

Gozdanina plan folwarku i parku ok. 1890 r.

Jan i Scholastyka Bieliccy mieli pięcioro dzieci, z których dwoje przedwcześnie zmarło, a byli to: Cyryla siostra bliźniaczka Katarzyny, która na świat przyszła 26 maja 1817 roku w Janocinie i zmarła po pięciu latach, 30 grudnia 1822 roku oraz Ludwika urodzony 5 sierpnia 1821 roku w Janocinie i zmarłego po 4 dniach, 9 sierpnia 1821 roku. Pozostała trójka to: Katarzyna urodzona 26 maja 1817 rok w Janocinie, Paweł Piotr urodzony 15 stycznia 1820 roku w Janocinie oraz Bartłomiej Ludwik urodzony 24 sierpnia 1822 roku w Janocinie.


Nabywając dobra gozdanińskie Bieleccy zamieszkali w majątku Gozdanin, który znajdował się w dość dobrej kondycji i już wówczas posiadał murowane budynki inwentarskie (stajnia, obora, owczarnia) oraz dwór. Wkrótce, bo 1 sierpnia 1838 roku ich córka Katarzyna zawarła w kościele parafialnym w Kwieciszewie związek małżeński z Piotra Gliszczyńskim, właścicielem Sławska w Królestwie. W 1841 roku Bieliccy założyli nowy folwark, który nazwali od swego nazwiska rodowego Bielicami. W tym samym czasie wystawili nowy dwór oraz założyli park przydworski. Po śmierci Jana Bielickiego w 1843 roku Gozdanin wraz z Marcinkowem odziedziczyło troje jego dzieci: Katarzyna, Paweł Piotr i Ludwik Bartłomiej. 19 czerwca 1845 roku dobra te formalnie przejęła od swoich dzieci matka Scholastyka z Ubyszów. Wówczas też z całości został wyłączony (odpisany) folwark Marcinkowo i w formie rekompensaty spadkowej przekazany w 1846 roku synowi Pawłowi Piotrowi, pozostałe dzieci zostały spłacone stosownymi kwotami. 18 kwietnia 1849 roku Scholastyka z Ubyszów sprzedała Gozdanin z Bielicami synowi Ludwikowi Bartłomiejowi.

 

Paweł Piotr Bielecki gospodarzył na dobrach marcinkowskich w latach 1846-1850. Następnie sprzedał je Niemcowi Otto Kennemmanowi. W 1852 roku mieszkał w Siedleczku parafia Łekno. Przed 1846 rokiem poślubił Franciszkę Arndt (ur. w 1829 roku, zm. 10 lutego 1913 roku w Warszawie), córkę Stanisława dziedzica Dobieszewic. W bliżej nieznanych okolicznościach Paweł Piotr Bielicki wraz z rodziną przeniósł się do Królestwa Polskiego, gdzie nabył dobra Drążgowo w dawnym powiecie puławskim (obecnie pow. rycki [Ryki]). Małżonkowie mieli syna Kazimierza Tadeusza urodzonego 6 stycznia 1846 roku w Marcinkowie parafia Kwieciszewo (zm. 1917 r.). Był on żonaty z Leonią Sauve, z którą miał córkę Zofię Janinę ur. w 1875 roku w Drążgowie pow. puławski, (panna - nauczycielka) zm. bezpotomnie w 1944 roku w Lublinie oraz syna Teodora ur. ok. 1880 roku w Drążgowie – zm. 23 listopada 1957 w Lublinie (bezpotomnie). Żoną Teodora była Stefania Emilia z Rzewuskich. Paweł Piotr Bielicki zmarł 23 marca 1882 roku w Lublinie.

 

Wracamy do Ludwika Bartłomieja, następcy Bielickich na Gozdaninie. 18 kwietnia 1849 roku kupił on od matki za 38 000 tal. Gozdanin wraz z Bielicami. Wkrótce, bo 28 listopada 1849 roku w Chomiąży zawarł związek małżeński z Marcjanną Paruszewską, córką Sylwestra i Marii z Jaczyńskich z Obudna (wcześniej z Kobylnik). Małżonkowie mieli trójkę dzieci: Marię urodzoną 20 sierpnia 1850 roku w Gozdaninie - ślub 23 listopada 1870 roku w Kwieciszewie z Czesławem Jaczyńskim herbu Dąbrowa z zagoplańskich Piasków, zmarła 8 listopada 1873 roku w Inowrocławiu pochowana w Piaskach; Jana Stanisława urodzonego 7 listopada 1851 roku w Gozdaninie - zmarł 4 grudnia 1876 roku w Marcinkowie pochowany w Kwieciszewie oraz Ignacego Michała Sylwestra urodzonego 31 lipca 1855 roku w Gozdaninie, dziedzica Gozdanina od 23 lutego 1877 roku - zmarłego 7 maja 1884 roku w Gozdaninie i pochowanego w Kwieciszewie.


Według danych z 1860 roku Gozdanin składał się z dwóch części: 1. Gozdanina dominium z 15 dymami zamieszkałymi przez 195 katolików i 5 ewangelików; 2. folwarku Bielice z 3 dymami zamieszkałymi przez 20 katolików. Majątek liczył ogółem 2 021 mórg i 14 prętów, w tym: 21 mórg 142 pręty – parków (ogrodów), 966 mórg i140 prętów – gruntów ornych, 148 mórg i 68 prętów – łąk i pastwisk, 709 mórg i 44 pręty - lasów, 71 mórg i 166 prętów - pastwisk, 9 mórg i 59 prętów – dróg, etc. oraz 93 morgi i 115 prętów – zarybionego jeziora.

 

Krótko przed 1865 rokiem Ludwik wykupił z rąk niemieckich Marcinkowo oraz jedno z gospodarstw kolonistów i ponownie przyłączył do dóbr gozdanińskich, nazywając je Marcinkowem Gozdanińskim. Natomiast w 1869 roku Marianna z Paruszewskich Bielicka dokonała zakupu pięknej willi w Mogilnie od Niemca Stefenhagena, wraz z dużą parcelą w Mogilnie. Na przyległej parceli założyła piękny ogród nadając mu charakter parku angielskiego. Cały ten ponad jednohektarowy obszar leżący pomiędzy współczesnymi ulicami 900-Lecia a Adama Mickiewicza Marianna Bielicka nazwała po urodzeniu się 10 września 1871 roku wnuczki Zofii Jaczyńskiej na jej cześć Zofijówką.

 

Ludwik Bartłomiej Bielicki zmarł 5 grudnia 1873 roku w Gozdaninie. A oto jak zapamiętano dziedzica na dobrach gozdanińskich Ludwika Bielickiego, przywołując jego sylwetkę we wspomnieniu pośmiertnym: - ...Ludwik, chociaż zamożny, skromne i ciche prowadził życie, lecz jako Polak brał udział we wszystkim, cokolwiek miało znamię narodowe, nie było instytucji, nie było towarzystwa, do którego nie należał i którego by nie wspierał.

Jeżeli osobiście nie zawsze był obecny, tym da się to tłumaczyć, że będąc od paru lat cierpiącym, a przede wszystkim niedosłyszącym, nie chciał być tylko ciałem, gdzie nie mógł być całą duszą. Już prawie martwą ręką podpisał plenipotencję na ostatni zjazd powiatowy w Mogilnie, by swoim głosem przyjść z pomocą polskiemu, a biednemu miastu Trzemesznu, o które chodziło. Jako obywatel i agronom ukochał swoją zagrodę przede wszystkim. Poza domem nie dbał o wystawę i o szyk, ale dbał o szyk w gospodarstwie i w domu, skutkiem tegoż wykupił dwóch zaciętych nam wrogów, a powiększając o tysiąc paręset mórg swoją posiadłość, przysłużył się nie tylko familii, lecz i narodowi.

Gdyby wszyscy synowie Polski w jego chcieli wstępować ślady, próżne byłyby wszelkie usiłowania wrogów, gdyż dopóki naszych nie wyprą po miastach z rynków i głównych ulic, a po wsiach z naszych posiadłości, choć walka trwać będzie, to i tak żołnierzy i wodzów nigdy nam nie zabraknie.

Wspaniały orszak pogrzebowy dowodził, iż czyny i zasługi śp. Ludwika zrozumiano i oceniono. Z zamożniejszych wszyscy obywatele powiatu z wyjątkiem jednego tylko, a nadto znaczny zastęp obywateli z odleglejszych powiatów ostatnią Ludwikowi oddawali posługę. Lubo cmentarz od kościoła znacznie odległy, jednak familia i przyjaciele martwe zwłoki na własnych barkach aż do grobowca zanieśli.

Strata w powiecie jest wielka, lecz dwaj dorastający zmarłego synowie tę nam niepłonną dają nadzieję, że szczerba ta zapełni się niezadługo, czego gorąco pragniemy.

 

We wspomnieniu tym podkreślono, iż Ludwik Bielicki swym zaangażowaniem w sprawy polskie przysłużył się narodowi. Na potwierdzenie tych słów znajdujemy inne informacje o jego czynnym uczestnictwie, jako ochotnika w powstaniu styczniowym 1863 roku. Wiadomym jest, że w listopadzie 1863 roku władze pruskie podejrzewając Ludwika o czynne wspieranie powstania, przeprowadziły w jego majątku, w Gozdaninie rewizję w poszukiwaniu broni, lecz nic nie znaleziono. Zapewne była ona dobrze ukryta, lub zdążono ją dostarczyć za kordon walczącym braciom powstańcom. Zachowała się również informacja mówiąca o tym, że do Gozdanina dostarczano broń oraz wyposażenie żołnierskie, lecz nigdy nie przyłapano Ludwika na jej posiadaniu. Jakiś pretekst władze pruskie musiały posiadać, gdyż, jako członka konspiracji powstańczej odnajdujemy Ludwika Bielickiego 15 kwietnia 1864 roku wśród osadzonych w mogileńskim areszcie powiatowym.

 

Na mocy testamentu Ludwika Bielickiego spisanego 3 grudnia 1873 roku, a opublikowanego 31 grudnia 1873 roku: Gozdanin, Marcinkowo i Bielice otrzymała po mężu wdowa Marianna z Paruszewskich Bielicka. Wkrótce też przekazała Marcinkowo synowi Janowi Stanisławowi, lecz niestety gospodarzył on tutaj zaledwie trzy lata. Grasujący w regionie tyfus zabrał młodego gospodarza, który dokonał żywota w marcinkowskim dworze 4 grudnia 1876 roku. Pochowany został 8 grudnia w rodzinnym grobowcu w Kwieciszewie, gdzie spoczął obok dziadków i ojca.

 

Gozdanin wraz z Marcinkowem i Bielicami 23 lutego 1877 roku przypadł synowi Ludwika i Marianny z Paruszewskich, Ignacemu Michałowi Sylwestrowi Bielickiemu, który zamieszkał w dworze gozdanińskim. Ostatni męski potomek rodu Bielickich ze względu na stan zdrowia nie podejmował próby założenia rodziny. Niemniej jednak swym zachowaniem i pracowitością, a przy tym wielką skromnością przysparzał matce i familii wiele pociechy. Poza umiejętnościami organizacyjnymi w gospodarstwie, z pasją uprawiał bibliofilstwo i numizmatykę. Posiadał przebogatą bibliotekę składającą się z kilku tysięcy woluminów, w tym wiele cennych starodruków. Ignacy był osobą wykształconą i znaną z ogromnej wiedzy i jasnego umysłu, propagatorem czytelnictwa i pionierem w zakładaniu i propagowaniu Towarzystwa Czytelni Ludowych w powiecie mogileńskim. Znajdujemy go w 1882 roku wśród darczyńców wspierających tzw. fundusz obrotowy TCL, który zasilał wpłatami z własnej kiesy. Ignacy Bielicki był współtwórcą Kółka Włościańskiego w Gębicach, które powstało 10 grudnia 1882 roku. Na zebraniu założycielskim młodemu Ignacemu powierzono funkcję wiceprezesa. W 1883 roku znajdujemy go wśród członków Towarzystwa Naukowego Akademików Polaków w Berlinie, w którego ramach działał Wydział Bratniej Pomocy, wspierany finansowo również przez Ignacy. Ta informacja utwierdza nas w tezie, że Ignacy Bielicki był absolwentem Uniwersytetu Berlińskiego, a dokładniej jego wydziału Akademii Agronomicznej.

 

 

Według danych z 1881 roku Gozdanin składał się z dwóch części: 1. wsi w powiecie mogilnickim z 7 dymami, 74 mieszkańcami, z których wszyscy byli wyznania katolickiego; 2. dominium i gminy rozległej na 2448 morgach, w skład którego wchodził Gozdanin dominium i folwark Bielice – z 11 dymami, 186 mieszkańcami w tym 7 ewangelikami i 179 katolikami, Stanowił własność [Ignacego] Bielickiego, który z Marcinkowem łącznie posiadał 3538 mórg.


 

Ignacy, choć bardzo młody, dał się poznać, jako propagator pracy organicznej i pracy u podstaw wśród miejscowej ludności. Wzbudzał w każdym, z którym się zetknął najwyższą sympatię. Nauczony przez ojca umiłowania do ziemi i tutejszego ludu, był bardzo troskliwym dla swoich pracowników i wzorowym obywatelem. Z niezwykłą pieczołowitością dbał o majątek rodzinny i o wzorowe nim gospodarowanie i przysłowiowy porządek w obejściach. Wspominając go tak odnotowano: na każdym drzewku, na każdej roślinie, na każdej drożynie znać było rękę opiekuńczą i zamiłowanie do piękna. Obdarzony tak wielkimi zaletami mógł budzić w sercach współczesnych nadzieję, że w przyszłości stanie się przywódcą i godnym obywatelem – Polakiem.

 

Nagła śmierć przyszła w 1884 roku. Cios, jaki onegdaj dotknął antenatkę rodu Mariannę z Paruszewskich Bielicką był tak wielkim, iż biedaczka do końca swoich dni nie mogła się pogodzić z tą stratą. 7 maja 1884 roku o godz. 23:45 umarł jej ostatni syn, spadkobierca fortuny rodowej – Ignacy Michał Sylwester Bielicki. Na nim skończyła się linia męska Bielickich, właścicieli dóbr Gozdanin, Marcinkowo Gozdanińskie i Bielice. Po jego śmierci atestem spadkowym z 24 czerwca 1884 roku jedyną spadkobierczynią została zacna Marianna z Paruszewskich Bielicka. Nadto z części księgozbioru gozdanińskiego 800 tomów, w tym cenne XVI-wieczne polonica oraz 82 medale i 530 monet matka przekazała Poznańskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk (PTPN). Nadto ustanowiła ze swojego spadku Towarzystwu Pomocy Naukowej im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu (TPN) legat po synach: śp. Janie Bielickim w wysokości 2 760 marek i po śp. Ignacym Bielickim 2 760 marek dla TPN.

CDN