niedziela, 20 września 2026

Koronacja Matki Boskiej Markowickiej

Do dzisiaj zachowało się 36 zdjęć z 27 czerwca 1965 roku, które dokumentują przebieg koronacji figury Matki Boskiej Markowickiej. Wspominając w 1995 roku, z okazji jubileuszu 30-lecia koronacji Matki Boskiej Markowickiej, przebieg uroczystości koronacyjnej, ojciec Kazimierz Łabiński OMI posiłkując się zapewne m.in. tymi zdjęciami tak opisał te doniosłe dni:

„Wielu jeszcze pamięta, jak to było 30 lat temu, w czerwcu 1965 roku. Najpierw w Górce Klasztornej odbyła się koronacja Patronki Ziemi Krajeńskiej. Stamtąd zostały przywiezione do Markowic kolorowe plansze, transparenty, hasła, oflagowania. W Niepokalanowie bracia złotnicy Franciszkanie wykonali złote korony wzorowane na rzeźbach Witta Stwosza. Pani mgr K. Ptak przeprowadziła konserwację XIV wiecznej figury. Wspaniała piękna robota.

Na wieży sanktuarium-kościoła została założona iluminowana korona, która całej okolicy przypominała o mającej się odbyć uroczystości.

Po parafiach były odczytywane majowe rozważania o dziejach Matki Bożej Markowickiej, które opracował ojciec Teofil Szendzielarz OMI. Przez kilka niedzieli Misjonarze Oblaci głosili kazania. W gablotach zostały rozwieszone afisze z programem. Zaproszenia wysłano do ponad 200 parafii i kościołów. Pomyślano też o plakietkach i obrazkach z Matką Boską koronowaną.

 

 

 


Na podwórzu klasztornym i w warsztatach było dużo roboty. Przygotowaniami kierował ojciec inż. Architekt Alfons Kupka OMI. Po domach przygotowywano stroje dla dzieci z Krucjaty Eucharystycznej, młodzieży z  Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Męskiej i KSM Żeńskiej, opaski taśmy, szarfy, a przede wszystkim flagi w różnych kolorach, chorągiewki. Zużyto ponad 1600m płótna. Dwie flagi na kościele miały po 10m długości.

I gdy wszystko było gotowe… Pamiętamy sobotę 26 czerwca 1965 r. Wieczorem wściekł się szatan. Zerwała się straszna wichura, która zniszczyła dekoracje, na kościele w strzępach zawisły flagi, spadł ulewny deszcz. Gdy nawała minęła kto żyw poszedł z pomocą. Naprawiono szkody, oświetlenie, nagłośnienie. Ołtarz polowy wzmocniono linami i postawiono straż.

Mimo niepewnej pogody wciąż napływali pielgrzymi szczególnie z Pakości, Inowrocławia, Strzelna, Kruszwicy i wielu innych parafii. Przyjechał chór z orkiestrą z Lubińca Śląskiego i klerycy z Wyższego Seminarium w Obrze. Ojciec Witold Hadrian OMI dla chóru i orkiestry skomponował polifoniczną mszę św. Młodzież seminaryjna przygotowała paraliturgię koronacyjną.

 

 

 

Ani wichura, ani deszcz, ani stawiane na drogach utrudnienia milicyjne nie zdołały zepsuć uroczystości, na której przeprowadzenie zezwolenie przesłał z Rzymu Papież Paweł VI.

W niedzielę przybył ks. Stefan kardynał Wyszyński, któremu chciano udaremnić odbycie koronacji przez urzędowe zwołanie na ten dzień posiedzenie Episkopatu Polski do Szczecina. Wybrał Matkę Boską, Patronkę Kujaw wraz z ks. arcybiskupem poznańskim i biskupami gnieźnieńskimi. Przy bramie cmentarnej, udekorowanej wieńcami i flagami, dostojnego gościa powitał Antoni Łada przewodniczący Rady Parafialnej w obecności duchowieństwa, misjonarzy oblatów, dzieci, pielgrzymów i parafian. Młodzież witała chlebem i solą. Wszyscy podnieśli gromkie okrzyki i długo trwające aklamacje. We wszystkich oknach było widać obrazy, paliły się światła, na płotach i ogrodzeniach powiewały dekoracje. Dobrze, że nie odważono się wyłączyć prądu elektrycznego. Ciasno było na ulicy od ludzi. Zjechały liczne stragany.










Panny i panie pod nadzorem „Pamfilki” i „Władzi” bogato i kolorowo przystroiły kościół tak wewnątrz jak i na zewnątrz wieńcami, girlandami, szerokimi wstęgami w kolorach: żółtym, czerwonym, niebieskim i białym. Pan Józef Rosiński natomiast zadbał o dekorację dróg, ustawienie bram powitalnych i zorganizowanie parkingów dla pojazdów. Mężczyźni byli przydzieleni do utrzymania porządku w podzielonej na sektory wiosce. Pielgrzymki były witane w bramie cmentarnej. Przepisy ówczesne zabraniały wychodzenia poza cmentarz przykościelny.

Największe wydarzenie w dziejach Markowic i Kujaw. Rozdzwoniły się dzwony, w oczach wielu ukazały się łzy. Świątynia wypełniła się śpiewem, muzyką, rozbłysła wszystkimi światłami. Na podwyższeniu stał piękny feretron, kopia koronacyjnego ołtarza, na którym przeniesiono figurę Matki Bożej do parku klasztornego, gdzie odbyło się główne nabożeństwo – msza św. koronacyjna.

Przypomnijmy sobie jak się to odbywało. Niedziela koronacyjna Matki Bożej Markowickiej była dla mnie sprawą głęboko przeżytą i rzeczą największej wagi. Od trzeciej w nocy szosa z Inowrocławia była już zatłoczona ludźmi. Napływali bez przerwy, przeważnie pieszo. Od strony Strzelna pielgrzymi przybywali wozami, rowerami, motocyklami i pieszo. Szli też liczni pielgrzymi z Ludziska, Wymysłowic, Żernik, Kruszwicy, Sławska, Bożejewic, Stodół. Przy bramie kościelnej wszystkich przybywających z bliska i z daleka serdecznymi słowami witał ojciec Alfons Ptak OMI. Szczególnie wyróżniały się grupy pątników z Pakości, Janikowa, Ostrowa, Inowrocławia, Kruszwicy… konfesjonały rozstawione w kościele i na cmentarzu przykościelnym były oblegane przez pątników.

 

 

  

  

 

Do Komunii św. przystąpiło 16500 wiernych. Starałem się wszędzie zajrzeć i wszystko co zasługiwało na uwagę utrwalić na taśmie filmowej. Organizacja była nienaganna. Widoczni byli ludzie z grup porządkowych z biało-niebieskimi opaskami na rękach, którzy dbali by ta uroczystość przebiegała właściwie. Od ołtarza koronacyjnego ruchem pątników kierował ojciec Emil Dybek OMI i zapoznawał pielgrzymów z historią Sanktuarium Matki Boskiej Markowickiej.

Punktualnie o godz. 11:00 przybył Jego Eminencja ks. Stefan kardynał Wyszyński, Prymas Polski. Naprzeciw dostojnego księcia Kościoła wyszli księża: biskup Lucjan Bernacki z Gniezna, biskup Zygfryd Kowalski z Pelplina, ks. infułat Rajko z Gniezna,  ks. kanonik Kazimierz Kaczmarkiewicz. Eminencji towarzyszył ks. kanonik Edmund Palewodziński i ojciec Józef Kamiński prowincjał OMI wraz z liczną grupą duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego.

Dzieci Eminencję powitały wierszykami i kwiatami. Pan prezes Antoni Łada z Kruszy Duchownej powitał w imieniu rady parafialnej. Młodzież podała sól i chleb. Eminencja skosztował darów i następnie został liturgicznie i w procesji wprowadzony do kościoła. W kościele pomodliwszy się chwilę przed głównym ołtarzem wstał z klęcznika pokrytego purpurą, aby przewodniczyć uroczystemu przeniesieniu figury Matki Bożej do ołtarza koronacyjnego.

Ołtarz okazale wyglądający biały z purpurowym baldachimem znajdował się na środku pola za parkiem klasztornym. Feretron, na którym umieszczono statuę był zrobiony na wzór ołtarza koronacyjnego. Wykonał go p. Aleksander kowal z Kruszy Zamkowej według projektu ojca Kupki.

 

 

 

Rozpoczęła się procesja. Przodem szły delegacje parafialne ze sztandarami i emblematami. Bliżej feretronu szły długie szeregi dzieci w bieli, z niebieskimi szarfami. Chłopcy równo ubrani nieśli kwiaty. Księża utworzyli długi dwuszereg. Było ich około 250. Kanonicy, prałaci i biskupi szli tuż przed figurą Matki Najświętszej, którą nieśli misjonarze oblaci. Procesja powoli przybyła do ołtarza koronacyjnego. Lud śpiewał pieśni maryjne, którym wtórowała orkiestra.

Łaskami słynącą figurę Matki Bożej Markowickiej ustawiono w feretronie o purpurowym daszku na ołtarzu. Ksiądz prymas i biskupi zajęli miejsca na fotelach. Prowincjał ojciec Józef Kamiński OMI wygłosił kazanie powitalne. Mówił z przejęciem o opiece Matki Bożej nad Zgromadzeniem a w szczególności o łaskach doznanych za wstawiennictwem Matki Bożej Markowickiej i o wielkim zaszczycie koronacji Jej statuy.

Koronacji dokonał Jego Eminencja ksiądz Stefan kardynał Wyszyński Prymas Polski w asyście księży biskupów, prałatów, kanoników i licznej rzeszy duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego. Włożył złote korony Dzieciątku Jezus i Matce Przenajświętszej. Przy odgłosie hymnu feretron z Ukoronowaną Matuchną i Dzieciątkiem zawisł nad mensą ołtarza pod purpurowym królewskim baldachimem, tak, że widoczny był ze wszystkich stron.

Mszę świętą celebrował Jego Ekscelencja arcybiskup Antoni Baraniak z Poznania. Szaty liturgiczne, w których celebrowana była msza św. koronacyjna ofiarował brat Dąbrowski pracujący na dalekiej północy w Kanadzie.

Po odśpiewaniu ewangelii przez diakona głos zabrał ksiądz prymas. Powiedział m. in.: „Przybyliśmy dzisiaj na Kujawy, aby z woli Ojca Świętego Pawła VI włożyć złocistą koronę na skronie Matki Bożej słynącej łaskami od wieków w Markowicach. Ona, Maryja przybyła przed setkami lat w te strony z pod Wrocławia z Trzebnicy do innego Wrocławia pod Inowrocław. Maryja lubi wybierać...”

 

Po zakończeniu liturgii ukoronowana figura Matki Boskiej Markowickiej, nazwana przez kard. Stefana Wyszyńskiego Królową Miłości i Pokoju Panią Kujaw, w uroczystej procesji powróciła do świątyni. Towarzyszący Jej Prymas Polski niósł podarowaną przez Ojców Oblatów kopię cudownej figury, którą zabrał ze sobą do Warszawy. 

 

poniedziałek, 14 września 2026

Prof. Jan Miodek w Strzelnie i o Strzelnie

Od lewej: Inka Dubicka, prof. Jan Miodek z małżonką Teresą i autor Marian Przybylski. W tle pod rotundą kościelny Radtke.

Jutrzejszy gościnny pobyt prof. Jana Miodka na Ziemi Mogileńskiej skłonił mnie, by ponownie przywołać pamiętną wizytę, znawcy języka polskiego w Strzelnie. Sięgnąłem do swojego archiwum, z którego wydobyłem kopertę ze zdjęciami, listem i opisem tejże wizyty. Cała rzecz miała miejsce przed 31. latami z okazji cyklicznych „Dni Strzelna” i tzw. „Krakowskich Prezentacji”. Profesor wraz z małżonką zawitał na zaproszenie Stanisława Kaszyńskiego i krakowskiego środowiska twórczego. Oboje niezwykle sympatyczni, promieniujący swym radosnym i ciepłym usposobieniem wywarli na nas ogromne wrażenie. Na nas, mam na myśli ówczesnych pracowników strzeleńskiego Domu Kultury. Prawie po czterech miesiącach od wizyty otrzymałem z Wrocławia przesyłkę. Liścik od Profesora z kilkoma zdjęciami dokumentującymi nasze spotkanie. Oto i one:

Wykorzystując wizytę tak znakomitej osobowości, zorganizowaliśmy spotkanie strzelnian z Profesorem w ówczesnej sali kina „Kujawianka”. Była niedziela 28 maja 1995 roku o godzinie 10,00 spotkała się dość spora grupa mieszkańców z Janem Miodkiem - profesorem Uniwersytetu Wrocławskiego, twórcą i głównym aktorem telewizyjnej „Ojczyzny - Polszczyzny”, niezwykle popularnej w owym czasie, jak i obecnie, postaci świata nauki. W sali nie wszystkie rzędy były wypełnione. Gro znygusiałych mieszkańców zapewne przekręcało się w pieleszach domowych z boku na bok, ale znacząca, bo w 70-ciu procentach wypełniająca salę grupa inteligencji pozaoświatowej przybyła, by posłuchać, co do powiedzenia strzelnianom ma pan Profesor.

 

Specjalnie zaznaczyłem, pozaoświatowej, gdyż faktycznie na sali było zaledwie trzech przedstawicieli zawodu nauczycielskiego. Pozostali, którzy według listy płac mogliby wypełnić sami salę kina, uznali, że nie dla nich ten „numer”. Mnie osobiście było bardzo głupio i próbując usprawiedliwić inteligencję strzeleńską, usłyszałem z ust Profesora, bym się nie frasował tą grupą zawodową. A padło pytanie ze sali, tyczące się dopiero, co skończonych matur: - Co by pan Profesor zrobił gdyby w pracy maturalnej napotkał taki, a taki błąd? Znawca tematu dał wówczas tak znakomitą odpowiedź, że weszłaby ona polonistom w przysłowiowe pięty. Adresatów odpowiedzi na spotkaniu niestety nie było, niemniej jednak dotarła ona do nich i wywołała ogromne zażenowanie.

Od lewej: Piotr Dubicki z żoną Inką, prof. Jan Miodek oraz autor Marian Przybylski

Wówczas też prof. Jan Miodek ustosunkował się do etymologii nazwy miejscowej, Strzelno, którą dla wierności zacytuję za jego wypowiedzią prezentowaną później w audycji telewizyjnej „Ojczyzna - Polszczyzna”, nadanej 27 lipca 1995 roku w programie II TVP. Otóż, pan Profesor powiedział:

…I wreszcie bardzo stare, kujawskie Strzelno, z pięknymi świątyniami, które odwiedziłem w ostatnim dniu swojego odczytowego objazdu. Strzelno jest tak jak nasz dolnośląski Strzelin najprawdopodobniej etymologicznie związane z prasłowiańską bazą nazewniczą „strel”, tkwiącą np. w wyrazie przestrzeń. Proszę Strzelno i Strzelin związać etymologicznie z przestrzenią. A zarazem etymologicznie Strzelno czy Strzelin to rozległa równina, szerokie pole - a przyrostek „no” był typowym przyrostkiem topograficznym

Po spotkaniu, razem z Piotrem Dubickim i jego małżonką, zaprosiliśmy gości do zwiedzania Strzelna, szczególnie zabytków rozsianych na Wzgórzu Świętego Wojciecha. Była właśnie msza św., dlatego gro czasu spędziliśmy na zewnątrz. Snułem państwu Profesorstwu opowieść, o Strzelnie i zabytkach, o św. Wojciechu i jego kamieniach, o kolumnach, tympanonach i relikwiach, a kiedy msza dobiegała końca, nierozpoznany przez nikogo, wsunął się Profesor do świątyni, by okiem rzucić na jej skarb - kolumny romańskie. Strzelno ze swoimi perłami sztuki romańskiej zrobiło ogromne wrażenie na przemiłych gościach. Po zakończeniu zwiedzania pożegnałem Profesorstwo Miodków i udałem się do swoich zajęć, związanych z kontynuacją programu „Dni Strzelna”, zaś Piotr odwiózł gości na kolejne spotkanie z mieszkańcami ziemi mogileńskiej.

Zdjęcia i liścik ze zbiorów Mariana Przybylskiego


wtorek, 1 września 2026

Strzelno we wrześniu 1939 r. - w 87. rocznicę wybuchu II wojny światowej

Co roku 1 września myślami wracamy do września 1939 roku i początków okupacji niemieckiej naszej ukochanej Ojczyzny. Dzisiaj mija 87 lat od napaści Niemców na Polskę i wybuchu II wojny światowej. Jest to czas odległy i już niewielu strzelnian ten okrutny w dziejach ludzkości czas pamiętają. Przywołując historię sprzed 87 lat zastanawiam się, czy aby dość uczyniliśmy dla zachowania pamięci o tamtych wrześniowych dniach. Doskonale pamiętam opowiadania ojca, wujków i znajomych, których przed laty pytałem o wszystko, co miało z tamtymi dniami związek. Wielu opowiadało mi o wkroczeniu Wehrmachtu do Strzelna, co miało miejsce 13 września w godzinach dopołudniowych. Bezcennymi dla zgłębienia mojej wiedzy były pamiętniki napisane przez 15 letnią Urszulę Firyn oraz mojego ojca - Ignacego Przybylskiego.

Jak pisał ojciec Kazimierz Łabiński OMI, już 12 września Markowice zostały zajęte przez Wehrmacht? Choć w zapiskach klasztornych odnotowano wkroczenie Niemców w dniu następnym. Do Inowrocławia Wehrmacht wkroczył 8 września. W Kruszwicy Niemcy pojawili się 9 września, a zajęli miasto 12, kiedy to wkroczyły tam oddziały SS i SA. Piotr Rewers w kronice szkolnej zapisał, że wojska niemieckie do Sławska Dolnego wkroczyły 13 września.

Wcześniej, do burmistrza Strzelna, Stanisława Radomskiego, zaczęły trafiać zarządzenia wynikające z „prawa wojennego“, a kierowane na jego ręce przez starostę mogileńskiego, Wiktora Suszyńskiego. Generalnie treści zwarte w tych zarządzeniach były powieleniem informacji prasowych z gazet, które docierały do Strzelna z Poznania, Bydgoszczy i Inowrocławia. Zmorą dla burmistrza i jego urzędników była panika, jaka opanowała mieszkańców pod względem wykupu wszelkich trwałych artykułów spożywczych. W mieście, jak i po wsiach na gwałt bito świnie, przerabiając je na trwałe wędliny. Apele o nierobienie zapasów nie trafiały do strzelnian, dopiero braki towarowe spowodowały ostudzenie rozgorączkowanej ludności. Większość młodych mężczyzn została zmobilizowana i udała się do macierzystych jednostek i miejsc zgrupowania. Plotka niosła plotkę, dlatego też burmistrz, by zapobiec dalszej panice codziennie przechadzał się po mieście i rozmawiał z mieszkańcami. Tłumaczył, podtrzymywał na duchu, pocieszał i ostrzegał. To zachowanie ojca miasta pozwoliło w części rozładować napięcie społeczne.

Na apel starosty mogileńskiego Wiktora Suszyńskiego o utworzenie Straży Obywatelskiej, pozostali w mieście członkowie organizacji paramilitarnych: „Strzelca“, „Sokoła“, „Bractwa Kurkowego“ oraz PWiWF, około 2 września, tak zasilili szeregi „Błękitnego Ochotniczego Oddziału Obrony Kraju“ - powstałego 20 sierpnia - iż mógł on pełnić rolę Straży Obywatelskiej. Przypomnę, że na jego czele stał Wincenty Chudziński, halerczyk z placówki strzeleńskiej. Słabo uzbrojeni nie odegrali znaczącej roli. Niewiele też informacji o tej formacji zachowało się.

Strzelno przed wybuchem II wojny światowej.

Choć w pierwszej fazie wojny, w planach polskich, Strzelno znajdowało się na linii uderzeniowej, w razie ataku Niemiec na Polskę, to rozwój wydarzeń pokazał, że silna Armia „Poznań“, nie mogła być wykorzystana w walkach bezpośrednich, gdyż linia zachodnia nie została zaatakowana. Niemcy na Polskę uderzyli z północy i południowego zachodu, dlatego Strzelno wraz z terenami pogranicza kujawsko-wielkopolskiego ominęły ciężkie walki frontowe. Za to miały tu miejsce niewielkie potyczki z czołówkami Wehrmachtu, zajmującego te tereny. 6 września w rejonie Strzelna zatrzymał się wojska, które wchodziły w skład Armii „Poznań“. Następnego dnia opuścili rejon i udali się w kierunku Sompolna. Widok żołnierzy poprawił nastrój mieszkańców i przebywających tutaj uciekinierów, których miasto było pełne. W księgach USC znajdujemy na przestrzeni dni od 8 do 13 września kilkanaście wpisów urodzeń dzieci, których matki pochodziły z powiatów: obornickiego, inowrocławskiego, bydgoskiego, szubińskiego i wyrzyskiego oraz z miast: Kostrzyna, Kcynii, Szubina i Żnina.

Strzelno - Rynek 1943 r.

Również od 6 września nasilił się w mieście ruch uciekinierów z tzw. ściany zachodniej. Od 8 września wzmogło się zagęszczenie w szpitalu, spowodowane hospitalizacją uciekinierów: ludzi w podeszłym wieku, dzieci i kobiet ciężarnych. Kilkoro z nich zmarło. Pomiędzy 8 a 13 września odnotowano kilkanaście urodzeń dzieci, których matki pochodziły z powiatów: wyrzyskiego, obornickiego, kostrzyńskiego, inowrocławskiego, bydgoskiego, szubińskiego oraz z Kcynii, Szubina i Żnina. Ówczesny wojenny dyrektor szpitala dr Jerzy Matuszewski wraz z lekarzami: Wesołowskim, Łożewskim i Miłoszewskim troili się, by podołać wzmożonej pracy. Pośród chorymi znaleźli się również ranni żołnierze i cywile – obrońcy Mogilna i ziemi mogileńskiej. Dr Matuszewski donosił 8 września burmistrzowi Radomskiemu, że po przejściu w dniu 7 września fali uciekinierów, personel medyczny znalazł pod szpitalem podrzucone zwłoki dwojga dzieci, niemowląt płci męskiej w wieku 2 i 7 miesięcy. Wskazywał jednocześnie, iż są to dzieci uciekinierów z pogranicza polsko-niemieckiego. 

8 września, na wieść o walkach, jakie miały miejsce w Markowicach, mieszkańcy Strzelna zgromadzili się na rynku i podburzeni przez kilku rozgorączkowanych uciekinierów, przystąpili do tumultu. Poczęto głośno pomstować i złorzeczyć na mieszkających w Strzelnie obywateli niemieckiego pochodzenia. Dało się słyszeć głosy, jakoby mieli oni współpracować z wrogiem narodu polskiego i że to oni sprowadzili do Markowic żołnierzy niemieckich. W ruch poszły kamienie. Tłum zaczął w Rynku wybijać szyby z okien wystawowych sklepów należących do obywateli polskich niemieckiego pochodzenia. Odgłosy tumultu dotarły do magistratu, zaniepokojony burmistrz Stanisław Radomski biegiem udał się na Rynek i przemówił do wzburzonego tłumu, odciągając ludność od chuligańskich czynów. Tłumaczył ludziom, pośród którymi byli również uciekinierzy, że tego typu czyny są przestępstwem i zabronione, a ci, którzy tumult czynią podlegają bezwzględnemu prawu wojennemu. To wystąpienie uspokoiło mieszkańców i zapobiegło linczowi, do którego namawiali uciekinierzy z okolic Szubina i Bydgoszczy. Burmistrz wiedział, że w mieszkaniach pozostali jedynie spokojni i Bogu ducha winni Niemcy.

Strzelno pod okupacją - Rynek zbiórka przed Urzędem Pracy (Arbaitamtem), przed wymarszem do rob. publicznych.
Odmienną wersję tych wydarzeń przedstawił członek najbliższej rodziny burmistrza Radomskiego, a mianowicie:

We wrześniu 1939 r., po wypowiedzeniu Niemcom wojny przez polskiego sojusznika, Anglię, rozochocony i niesiony wyobrażeniem bliskiego zwycięstwa tłum strzelnian i uciekinierów, wiecujący na Rynku, obrzucił kamieniami sklepy miejscowych Niemców wybijając szyby i niszcząc ich mienie. W tym czasie, zajęty ewakuacją urzędów, wujek, nie zareagował na postępowanie ziomków i nie zajął jednoznacznego stanowiska wobec tych wydarzeń, a szczególnie nie ujął się za Niemcami. Nie przewidując również skali tego wiecu, na którym zabrały się tłumy strzelnian, nie dał zabezpieczenia policyjnego. Niektórzy Niemcy, właśnie jemu mieli za złe, że dopuścił do tych ekscesów i, że nie dał ochrony policyjnej.

Po ewakuowaniu się burmistrza Stanisław Radomski rządy nad miastem przejął komisaryczny burmistrz Józef Rutkowski i jego zastępca Karol Teresiński. Rutkowski był oficerem w stanie spoczynku i znał świetnie realia wojny. Wiedział, że Straż Obywatelska - „Błękitny Oddział...,“ nie jest w stanie stawić czoła dobrze uzbrojonemu Wehrmachtowi. Uspokoił mieszkańców i odradził atakowanie wkraczających do miasta Niemców. Wielu uciekinierów z dalszych stron, jak i funkcyjni pracownicy oraz zaangażowani społecznicy opuścili miasto, wiedząc o tym, że w razie odwetu, to oni pierwsi zostaną ukarani. Jak wspominali mieszkańcy, po naradzie z miejscowymi Niemcami burmistrz komisaryczny Józef Rutkowski wraz z Teresińskim wyjechali naprzeciw wojskom niemieckim, by upewnić ich, że nic im nie grozi ze strony strzelnian i bezpiecznie mogą zająć miasto. Tak, więc Niemcy bez wystrzału wkroczyli do Strzelna i zostali oficjalnie przywitani, ale już przez swoich ziomków mieszkających tutaj od kilku pokoleń.

W mieście od pierwszych dni okupacji zapanował niemiecki burmistrz Willy Schmiedeskamp. Jego bezwzględne rządy trwały do stycznia 1941 r. W swoim zarządzeniu z 30 października 1939 r. zaprowadził karę chłosty w wymiarze 20 batów: za nie pozdrawianie umundurowanych Niemców, stanie na ulicach i w klatkach schodowych oraz za trzymanie rąk w kieszeni. Na mocy tego zarządzenia policja ochronna w Strzelnie wychłostała kilkadziesiąt osób. Pod jego dyktaturą przeprowadzono liczne aresztowania, a następnie rozstrzelania w lasach miradzkich. Jego podpisy znajdują się pod licznymi dokumentami dotyczącymi eksmisji. Kto dostał ze strzelnian takie pismo eksmisyjne musiał w ciągu dwóch godzin opuścić zajmowane mieszkanie biorąc ze sobą tylko bagaż podręczny. W tym też okresie założono obóz przejściowy dla ludności żydowskiej, zburzono niemalże wszystkie figury, kapliczki i krzyże przydrożne, rozebrano synagogę, zniwelowano cmentarz żydowski oraz masowo wywieziono ludność miejscową do obozów koncentracyjnych i na zsyłkę go Generalnej Guberni.

Pismem prezesa rejencji w Inowrocławiu z dnia 11 stycznia 1941 r. został zawieszony w czynnościach... 


poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Zmarł ks. inf. Stanisław Kotowski (1953-2026) były proboszcz w Stodołach

Wczoraj w niedzielę 23 sierpnia 2026 roku zmarł w Bydgoszczy były proboszcz ze Stodół w dekanacie strzeleńskim ks. inf. Stanisław Kotowski. W latach 1992-1993 sprawował posługę duszpasterską w parafii pw. św. Wojciecha w Stodołach. Chociaż był tutaj krótko, pozostawił po sobie trwały ślad w zapisach Kroniki Parafialnej.

Ks. Stanisław Kotowski urodził się 8 listopada 1953 roku w Bydgoszczy. Po ukończeniu II Liceum Ogólnokształcącego w Bydgoszczy w 1973 roku wstąpił do Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie. Święcenia diakonatu przyjął 15 kwietnia 1978 roku z rąk biskupa Jana Czerniaka, a kapłańskie 24 maja 1979 roku z rąk biskupa Jana Michalskiego w katedrze gnieźnieńskiej. Był wikariuszem m.in. w parafiach: św. Jakuba Apostoła w Wągrowcu (1979-1982), pw. św. Marcina Biskupa w Szubinie (1982-1983), pw. Świętego Ducha w Inowrocławiu (1983-1986), pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Bydgoszczy (1986-1992). Proboszcz od 1 lipca 1992 do 31 lipca 1993 roku w parafii pw. św. Wojciecha w Stodołach, a następnie proboszcz parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Bydgoszczy (1993-2010) i budowniczy tamtejszego kościoła. Od 25 czerwca 2010 roku proboszcz parafii katedralnej pw. św. Marcina i Mikołaja w Bydgoszczy, Kapelan Jego Świątobliwości, Wojewódzki kapelan Policji. Prałat, mianowany kanonikiem 25 marca 2014 roku. Prepozyt Kapituły Katedralnej Diecezji Bydgoskiej, kapelan Kujawsko-Pomorskiej Policji.

 

A oto wypisy z Kroniki Parafialnej w Stodołach

Z dniem 1 lipca 1992 roku parafię objął młody proboszcz ks. Stanisław Kotowski, który przybył do Stodół z Bydgoszczy. Spotkał się tu z bardzo miłym i gorącym przyjęciem zgotowanym przez parafian. Wielu z nich pomogło proboszczowi w przeprowadzeniu remontu i pracach porządkowych na plebani. Wśród tych najaktywniejszych parafian znaleźli się: Danuta i Adam Wojciechowscy, Krystyna Raczyńska, Ostrowska, Tadeusz Metera, Maciej Kaczmarek, Władysław Sibiga, Wojciech Kopeć i Wojciech Cynk. Nowy proboszcz z miejsca wziął się do pracy. Szło nowe, przemiany ustrojowe wyzwoliły nowe inicjatywy. Dzięki księdzu została nawiązana współpraca Szkoły Podstawowej w Stodołach ze Szkołą Podstawową nr 11 w Bydgoszczy na Szwederowie. Z tej to okazji na spotkanie do Bydgoszczy udała się delegacja ze Stodół z proboszczem na czele. Omówiono na miejscu z dyrektor Anną Smeją formy współpracy. Stodolniacy wrócili z prezentem w postaci sprzętu audiowizualnego.

Stodoły 1992 rok - poświęcenie przez proboszcza ks. Stanisława Kotowskiego sztandaru OSP w Stodołach po 25 latach od fundacji.

 Niezwykle cenną inicjatywą było wprowadzenie nowego zwyczaju organizowania parafialnych dożynek. Pierwsze takie święto plonów na chwałę Bożą zostało zorganizowane w Stodołach 30 sierpnia 1992 roku. Na czele komitetu organizacyjnego stanął ks. Stanisław Kotowski, którego wspierali: Adam Wojciechowski, Maciej Kaczmarek, Leonard Zieliński, Wojciech Kopeć, Tadeusz Metera i Tadeusz Kowalski. Pięknie został przygotowany kościół dekoracjami wykonanymi przez kościelnego Jana Bultrowicza. Uroczystości rozpoczęła msza św. sprawowaną przez proboszcza, w której udział wzięły delegacje rolników ze: Stodólna, Stodół, Starczewa, Książa i Kraszyc. Na ołtarzu złożone zostały przez poszczególne delegacje wieńce i bochny chleba wypieczone z tegorocznego ziarna. W stodolskiej świątyni zebrały się rzesze parafian. Grającemu na organach Zdzisławowi Fiutowi wtórował chór pań z miejscowego KGW. Pod koniec mszy dziękczynnej proboszcz przekazał bochny chleba sołtysowi Czesławowi Kluczewskiemu, radnemu Leonardowi Zielińskiemu i najstarszemu radnemu parafialnemu Bolesławowi Brylowi.

Stodoły 9 maja 1993 rok - I komunia św. Z tyłu proboszcz stodolski ks. Stanisław Kotowski.

W tej uroczystości, jak i w późniejszych imprezach towarzyszących uczestniczyli również goście w osobach: ks. kan. Alojzego Święciechowskiego proboszcza ze Strzelna, burmistrza Ewarysta Iwińskiego, przewodniczącego Rady Miejskiej Mariana Kasprzyka i wiceburmistrza Ryszarda Cyba. Później miała miejsce część artystyczna, w której zaprezentowały się dzieci szkolne, zespół „Kujawianki” z Klubu Seniora ze Strzelna. Przy akompaniamencie zespołu muzycznego parafianie i sąsiedzi z okolicznych miejscowości bawili się do białego rana.

Stodoły 12 maja 1993 roku po powitaniu abpa Henryka Muszyńskiego - od lewej proboszcz stodolski ks. Stanisław Kotowski

W 1993 r. parafia obchodziła swój jubileusz 650-rocznicy powstania. Rocznica ta miała odniesienie do daty potwierdzonej dokumentem wystawiony 2 marca 1343 roku w Poznaniu przez króla Kazimierza Wielkiego, dotyczącym przeniesienia wsi Stodoły z prawa polskiego na prawo średzkie. Pod datą tą upatrywano również początek funkcjonowania kościoła i parafii. 12 kwietnia, w Poniedziałek Wielkanocny zainaugurowano obchody poświęceniem nowego dzwonu ufundowanego przez parafian na ten jubileusz. Uroczystość odbyła się z udziałem biskupa Bogdana Wojtusia oraz władz miasta i gminy Strzelno. Radość biskupa ze stanu w jakim zastał świątynię była ogromna, a to za sprawą remontu jaki z udziałem parafian został przeprowadzony. Zmodernizowano i przebudowano prezbiterium ołtarzowe, przystosowując je do wymogów liturgii. Prace tynkarskie i położenie marmurowej posadzki wykonał miejscowy mistrz murarski Stanisław Czobot. Pomagali mu w tym: Janusz Jabłoński i Roman Grabowski. Natomiast nową instalację elektryczną wykonał Jerzy Matuszak. Nad całością czuwał miejscowy kościelny Jan Bultrowicz.

Stodoły 12 maja 1993 konsekracja kościoła

 

Kulminacja święta parafii i wsi przypadła na 12 maja. Do Stodół zjechał sam arcybiskup Henryk Muszyński, któremu towarzyszył biskup senior Jan Czerniak. Na miejscu czekali na gości przedstawiciele władz: burmistrz Ewaryst Iwiński, przewodniczący RM Marian Kasprzyk, wiceburmistrz Ewaryst Matczak oraz dziekan strzeleński ks. kan. Alojzy Święciechowski i dziekan kruszwicki ks. prałat Stanisław Pohl. Nadto licznie zgromadzone duchowieństwo z okolicznych parafii oraz z Bydgoszczy. W tym dniu nastąpiła konsekracja stodolskiej świątyni.

31 lipca 1993 roku ks. Stanisław Kotowski opuścił parafię pw. św. Wojciecha w Stodołach. Powrócił do Bydgoszczy gdzie został proboszczem parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej i budowniczy tamtejszego kościoła...