sobota, 1 marca 2025

Żołnierz wyklęty Leon Wesołowski 1924-1945



1 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Jak co roku pojawiają się kontrowersje wokół święta. Kogo tak naprawdę czcimy? Przedstawiając fakty historyczne, ocenę pozostawiam czytelnikowi. My strzelnianie mamy również swoją Młodzież Niezłomną - młodych gimnazjalistów z 1950 r., którzy ciężko doświadczyli więziennych cel i pracy przymusowej w ubeckich obozach - kopalniach. Przed laty pisałem o nich na starym blogu i do tematu zapewne jeszcze powrócę. Dzisiaj jednakże nie będzie o strzelnianach a żołnierzu wyklętym z ziemi wrzesińskiej, który został zabity w 1945 r. w naszym mieście. Jego pamięć uczczono w minionym roku w miejscu śmierci przy ul. Inowrocławskiej oraz na nowym cmentarzu w Strzelnie, odsłaniając obelisk i symboliczny pomnik nagrobny.

To było w lutym 2014 r. W czasie mego chorobowego (przeziębienia) odwiedził mnie mieszkaniec Wrześni pan Tomasz Sypniewski. Skierowany do mnie został przez Marysię Nowak z Biura Parafialnego, w którym to poszukiwał śladów po zastrzelonym w Strzelnie jesienią 1945 r. żołnierzu organizacji podziemnej, Leonie Wesołowskim pseudonim "Wichura".

W aktach naszej parafii znalazł pewien ślad, pismo ówczesnego burmistrza Leona Ornatka bez wskazania adresata, w którym ów donosił, że: 
Zezwala się na pochowanie zwłok zabitego w dniu 21 listopada 1945 w Strzelnie nieznanego z nazwiska. Zapis w Urzędzie Stanu Cywilnego nie nastąpi, gdyż nie ma doniesienia urzędowego

Pismo opatrzone zostało datą dzienną 24 listopada 1945 r. i podpisem burmistrza, który występował w imieniu Zarządu Miejskiego Miasta Strzelna. Zaś na marginesie widoczna jest odręczna adnotacja wykonana zapewne ręką ówczesnego proboszcza ks. Józefa Jabłońskiego, że pochówku dokonano 24 listopada 1945 roku o godz. 16:30, czyli o zmroku. Żadnych danych o okolicznościach śmierci, tak, jakby zostały one gdzieś znalezione. Ale wówczas całe miasto wiedziało, co się stało i w jakich okolicznościach ów młody mężczyzna zginął.

Z danych jakimi dysponował mój gość okazało się, że żołnierzem podziemia zastrzelonym w Strzelnie był Leon Wesołowski pseudonim „Wichura”. Porozmawialiśmy o okolicznościach jego śmierci, o tym, kim on był i co robił w tym czasie w Strzelnie. Wiedza gościa, znaleziony dokument i moje uzupełnienia doprowadziły do wyjaśnienia tajemnicy sprzed lat, która wówczas po blisko 69 latach w pełni mogła ujrzeć światło dzienne. Swego czasu, w pierwszej części starego i nieistniejącego już bloga „Strzelno moje miasto”, opisując ulicę Inowrocławską - w cyklu Spacerkiem po Strzelnie - wspomniałem o tajemniczej śmierci, zastrzeleniu jednego z członków podziemia. Wówczas też wspomniałem, że w miejsce to chodziły regularnie, Stefania Przybylska i Dola Wróblewska, a przechodząc przez jezdnię wypuszczały spod płaszcza kwiaty. Podobnie czyniło wiele mieszkanek miasta.

Opowiadała mi o tym przed laty mama. Nie pamiętam skąd, od kogo dotarła do mnie wiedza, że postrzelonego wówczas nieznanego żołnierza podziemia dobił jeden z ubeków, który po prostu podszedł do rannego i z bliska strzelił. Był to mieszkaniec naszego miasta, który wkrótce zdezerterował z szeregów ubeckich. Ujawnił się w 1947 roku, lecz tego czynu z 21 listopada 1945 r. nigdzie nie odnotowano. Całość działa się na skrzyżowaniu ulic Inowrocławskiej ze Spichrzową i Cestryjewską, tuż pod oknami domu Jaroszewskich (później należącego do Jarlaczyków) i okien siedziby Gminy Strzelno-Północ, która znajdowała się na parterze domu Józefa Rutkowskiego.

Spotkałem się również z relacją, że Wesołowski poległ podczas ataku na więzienie UB, które mieściło się przy ulicy Lipowej 3. Z opracowania Tadeusza Janickiego i Władysława Roczka zamieszczonym w III tomie Studiów z dziejów Ziemi Mogileńskiej wynika, że na terenie gminy Strzelno-Południe i gminy Powidz „Wichura” działał już w maju 1945 roku. Jednakże ten temat wymaga dalszego badania i zgłębienia.
    
Memu gościowi najbardziej zależało na wiedzy, gdzie zastrzelony Leon Wesołowski został pochowany, zaś z różnych relacji, jakie przed laty do mnie dotarły wiem, że pochówek został dokonany na nowym cmentarzu i to w kwaterze południowo-zachodniej, w tzw. „ziemi nie poświęconej”. Dziś trudno te dane zweryfikować i pomimo mojego ówczesnego apelu, do strzelnian, którzy jakąkolwiek wiedzę w tym zakresie posiadają, by choć w przybliżeniu określili miejsce, w którym mogły spocząć szczątki doczesne żołnierza wyklętego, Leona Wesołowskiego pseudonim „Wichura”, nikt się nie zgłosił.
     
Z otrzymanych od Michała Sypniewskiego materiałów, które pozwoliłem sobie zweryfikować i poszerzyć o posiadaną przez siebie wiedzę na ten temat, dokonałem poniższe opracowanie, które przybliża nam strzelnianom sylwetkę żołnierza powojennego podziemia akowskiego. Był on żołnierzem organizacji niepodległościowej „Miech i Pług” w Sokołowie Podlaskim, którą kierował Franciszek Pliszka pseudonim „Marynarz” oraz żołnierzem „Zielonego Trójkąta”, tajnej organizacji która prowadziła działania przeciwko władzy ludowej i nowemu okupantowi sowieckiemu na terenach powiatu  wrzesińskiego, gnieźnieńskiego, konińskiego oraz mogileńskiego. 


Leon Wesołowski pseudonim "Wichura" 

Urodził się 6 kwietnia 1924 r. w Gutowie koło Wrześni jako syn Marcelego. Ukończył 6 klas szkoły podstawowej. Jego dalsza naukę przerwał wybuch II wojny światowej. W marcu 1945 r. na terenach Sokołowa Podlaskiego należał do tamtejszej organizacji podziemnej do której wstąpił na przełomie 1942/1943 r. W tejże organizacji występował pod nazwiskiem Eugeniusza Biernackiego pseudonim „Wichura”. Na terenie powiatu Sokołów Podlaski dokonywał wielu akcji dywersyjnych przeciwko Sowietom i powstającej władzy ludowej. Tam też nabierał szlifów walki partyzanckiej, którą przeniósł w szeregi „Zielonego Trójkąta”. 

Pod koniec Marca 1945 r. w wyniku akcji zbrojnej organów bezpieczeństwa rozbita została grupa Pliszki. W jej wyniku doszło do aresztowań, skutkujących rozpadem grupy. Wówczas dowódca polecił Wesołowskiemu aby ten udał się w swoje strony do Wielkopolski i tam utworzył nowy oddział partyzancki, który miał na tych terenach przygotowywać grunt pod ewentualne ogólnonarodowe powstanie przeciwko władzy ludowej.

W maju 1945 r. na terenach powiatu wrzesińskiego nawiązał kontakt z Lucjanem Najrzałem, który był w trakcie organizowania grupy oporu w duchu akowskiej konspiracji przeciwko ówczesnej władzy i ich sojusznikom ze wschodu na terenach powiatu wrzesińskiego. Po wspólnych rozmowach i ustaleniach wysłał swoje dwie siostry Krystynę oraz Marię do Białej Podlaski aby ściągnęły do rodzinnej wsi Gutowo Wielkie koło Wrześni swojego kompana z dawnej, tamtejszej partyzantki akowskiej, Mariana Kosieradzkiego używającego wówczas nazwiska Ryszard Osiński pseudonim „Dąb”. W nowo zorganizowanym oddziale „Zielony Trójkąt” dowódcą został Lucjan Najrzał, zaś jego zastępcami Leon Wesołowski jako pierwszy zastępca i Kosieradzki jako drugi zastępcą.

Wesołowski wsławił się w swej działalności podziemnej wieloma czynami i ponadprzeciętną odwagą. Między innymi w dniu 28 czerwca 1945 r we wsi Broniszewo w powiecie wrzesińskim dowodząc odziałem napadł na majątek Państwowych Nieruchomości Ziemskich, skąd zabrano maszynę do pisania oraz plik czystych kartek z pieczątką PNZ. Wykorzystano je między innymi do wytworzenia legitymacji członkowskich „ZT”. W połowie lipca 1945 we wsi Sobieszewo w powiecie wrzesińskim około 15 członków oddziału sterroryzowało sowieckiego oficera Armii Czerwonej, zabierając mu pistolet, pas, zegarek oraz 300 zł. Do spektakularnego wydarzenia doszło w dniu 13 lipca 1945 roku. Otóż, Wesołowski wspólnie z Najrzałem oraz Kosieradzkim przeprowadzili mała dywersję na pomnik bohaterów Armii Czerwonej, wniesiony we Wrześni przy dzisiejszej ul. Szkolnej. Z kolei 23 lipca 1945 roku we wsi Sokolniki koło Wrześni, według relacji PUBP we Wrześni, cały oddział „ZT” dokonał ataku na tamtejszą mleczarnię, skąd zabrano 3 600 zł, 5 kg masła i rower. Ponadto w tym samym czasie Leon, wraz z kilkoma kompanami zabrali naczelnikowi Sokolnickiego Urzędu Pocztowego 2 konie i rower. Na zabrane mienie „Wichura” wystawił pokwitowanie z emblematem „ZT”.


W dniu 28.07.1945 r. na szosie między Sędziwojewem a Gutowem Wielkim czteroosobowa grupka wrzesińskich akowców dowodzona przez „Wichurę” miała potyczkę z dwoma napotkanymi żołnierzami Armii Czerwonej, w wyniku której jeden żołnierz sowiecki został ranny. W drugiej połowie sierpnia 1945 r. wymknął się z obławy w Gorzykowie i Niechanowie, zabijając jednego z oficerów PUBP w Gnieźnie, również ciężko raniąc ubeckiego kierowcę.

Wesołowski dla zmylenia poszukujących go sił resortowych posługiwał się często dokumentami na nazwisko Tadeusz Ambroży wystawione przez UB we Wrześni, które wyniósł Mieczysław Małecki pseudonim „Huragan”, zbiegły z tej placówki funkcjonariusz, który za namową swojego brata Andrzeja przyłączył się do „ZT”, przekazując między innymi dokument z nową tożsamością Wesołowskiemu.

W Listopadzie 1945 r. Leon wraz z „Huraganem” i „Jeleniem” z „ZT” udali się rowerami do Strzelna w ówczesnym województwie poznańskim, a obecnie kujawsko-pomorskim, z oddalonej o parę kilometrów od miasta wioski, w której wcześniej zostawili u jednego z gospodarzy nie dające się uruchomić auto. Wyjęli z pojazdu akumulator w celu jego naładowania w młynie w Strzelnie. Po oddaniu owego akumulatora, cała trójka postanowiła odwiedzić kolegę „Desanta”, który przebywał w szpitalu w Strzelnie. Po wyjściu ze szpitala od grupy odłączyła się „Jeleń”, celem dokonania zakupów dla grupy min. jedzenia. Reszta miała czekać w umówionym miejscu koło młyna. Po powrocie z zakupów Wesołowski stwierdził, że można by zakupić jeszcze coś dodatkowo dla oddziału np. jakieś ubrania, więc z powrotem wysłał „Jelenia” do miasta na zakupy. Ten w nieznanych bliżej okolicznościach, tuż pod sklepem został zatrzymany przez funkcjonariuszy UB.

„Wichura” wraz z „Huraganem” czekali na próżno za „Jeleniem”. Po stwierdzeniu, że zapewne „Jeleń” musiał zostać aresztowany, odebrali już naładowany akumulator i wrócili z powrotem do gospodarza, u którego zostawili uszkodzone auto . Tam zebrawszy 14 osób i podzieliwszy się na dwie grupy dowodzone przez „Wiarusa” oraz samego „Wichurę” samochodem wrócili do miasta celem odbicia „Jelenia” z rąk UB. Najpierw rozpoczęli wywiad w mieście.

Według jednej z relacji, „Wichura” spotkał się w jednej z kamienic Strzelna celem zaciągnięcia języka. Gdy chciał opuścić budynek okazało się to nie możliwe, gdyż drzwi frontowe były już zamknięte, choć nie było jeszcze godz. 20. Normalnie  zamykano wejście do kamienicy właśnie o tej godzinie. Wrócił więc do odwiedzonego mieszkania i poprosił o otworzenie drzwi, po czym wyszedł na ulicę. Wydarzenia, które za chwile się rozegrały uniemożliwiły realizację obranego celu, usłyszał strzały. To była pułapka. Dom został otoczony przez UB i MO, zapewne też dlatego zamknięto drzwi wejściowe do kamienicy. 
W wyniku wymiany ognia „Wichura” postrzelił jednego z ubeków, sam zostając rannym w lewe ramię. Pomimo obrażeń dalej się ostrzeliwał. Jednakże na tyle był ciężko ranny, że nie dał rady dalej się bronić. Wówczas dopadł go jeden z funkcjonariuszy, oddając do niego strzał śmiertelny. Według kolejnej relacji ubowcy rannego i jeszcze żyjącego rozebrali, zostawiając go w samych kalesonach. Do konającego w takich upokarzających warunkach „Wichury” podszedł funkcjonariusz i kolbą karabiny bił go po twarzy.  Tak „Wichura” dokończył swego żywota.

Ponoć zwłoki jego zostały przeniesione o około pół kilometra dalej pod krzyż gdzie leżały jeszcze trzy dni. Czy były to rogatki Świętokrzyskie, gdzie znajdował się taki krzyż? Już po opublikowaniu artykułu w 2014 r. napisał do mnie nieżyjący już dzisiaj strzelnianin Edmund Pieszak, który w swojej pamięci zachował obraz martwego żołnierza, leżącego przez kilka dni pod krzyżem przy Magistracie, który wówczas mieścił się w byłym budynku Powiatowej Kasy Chorych (późniejsza przychodnia) u zbiegu ulic: Powstania Wielkopolskiego - Plac Daszyńskiego - Świętego Ducha. Obecnie w miejscu gdzie "porzucono" zwłoki stoi Apteka Romańska. Zwłoki te miały zwabić w to miejsce pozostałych żołnierzy zabitego. Podstęp się jednak nie udał, a ludność zaczęła znosić w to miejsce kwiaty. Już dla zatarcia śladów, funkcjonariusze, by zapobiec rozprzestrzenieniu się kultu tego miejsca, w ciszy i mrocznej ciemności postanowili ciało po cichu pogrzebać na miejscowym tzw. nowym cmentarzu za miastem.

Pogrzeb, jak wspomniałem, odbył się 24 listopada 1945 r. w skrytości i ciemności, był obstawiony przez funkcjonariuszy UB. Zaś z głębi lasu, gdzieś od strony Laskowa ponoć słychać było kilkanaście salw z broni palnej. Nadto na świeżej mogile miał pojawić się nawet krzyż z wypalonym pseudonimem „Wichura”, ale UB po kilku dniach usunęło wszelkie oznaki pochówku, zacierając jakiekolwiek ślady spoczynku por. Leona Wesołowskiego pseudonim „Wichura”.

Uwaga! 
Do opracowania powyższego artykułu wykorzystane zostały materiały archiwalne pochodzące z Instytutu Pamięci Narodowej w Poznaniu i Warszawie; Akta śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę IPN Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Poznaniu; Księga Zgonów - z wklejonym pismem urzędowym - Parafii św. Trójcy w Strzelnie z 1945 roku; dokumenty ze zbiorów prywatnych Michała Sypniewskiego w postaci spisanych relacji ustnych od Krystyny Wesołowskiej - siostrzenicy Leona Wesołowskiego i od Jerzego Najrzała - bratanka Lucjana. Również posiłkowałem się wiedzą zasłyszaną od Stefanii Przybylskiej zamężnej Strzeleckiej, mojej mamy Ireny Przybylskiej i informacji przekazanej przez strzelnianina Telesfora Januszaka z Bielsko-Biała.

czwartek, 27 lutego 2025

Waldau - Strzelno Klasztorne - cz. 1

Pracownicy przedsiębiorstwa studniarskiego Jakuba Dobrzyńskiego ze Strzelna wiercą studnię głębinową na głębokość 98 m przy gorzelni majętności Waldau - Strzelno Klasztorne. Ok. 1912 r.  

Otrzymane ostatnio (21 lutego) z Gdańska od Pana Janusza Dobrzyńskiego piękne zdjęcie - które jest dzisiejszym zwiastunem części pierwszej opowieści o obszarze dworskim Strzelno Klasztorne - przypomniało mi, że opracowany przed laty obszerny materiał o tej majętności czeka w swojej kolejce na publikację. Dodam, że wiele osób i instytucji prosiło mnie o opracowanie dziejów tego „fyrtla”, co oczywiście pod ich potrzeby uczyniłem. Dzisiaj zaś zapraszam wszystkich miłośników regionu do wczytania się w dzieje i obejrzenia zdjęć.

Majętność ziemska i folwark

Dzieje majętności ziemskiej Waldau, a od 1919 roku Strzelno Klasztorne są nierozerwalnie związane z kujawskim Strzelnem i klasztorem sióstr norbertanek. U zarania swoich dziejów był tutaj Folwark Zamkowy, który po pierwszym rozbiorze Polski i przyłączeniu tzw. Kraju Nadnoteckiego do Prus został zawłaszczony przez zaborcę. Zapewne wykształcenie się dwóch strzeleńskich folwarków, Zamkowego i Naskrętne, które podlegały bezpośrednio klasztorowi nastąpiło już w XIV w. Poza tymi dwoma podmiejskimi folwarkami klasztor posiadał jeszcze 12 podobnych jednostek gospodarczych: Łąkie, Ciencisko, Ostrowo, Bielsko, Zbytowo, Siedluchna, Bronisław, Rzadkwin, Sławsko Małe, Bławatki, Młyny i Łojewo. Folwark Zamkowy zaborca nazwał Strzelno Amt, a od 1873 roku Waldau. Dzisiejszą nazwę wprowadzono w 1919 roku w formie Strzelno Klasztorne. Był to największy pod względem zajmowanej powierzchni i uprawianego areału obszar dworski i po I rozbiorze Polski - ok. 1781 roku - stał się siedzibą zarządcy (naddzierżawcy) całości byłych tutejszych dóbr klasztornych, kościelnych-biskupich i królewskich tzw. Rent-Amtu, czyli domeny królewskiej.

Fragment mapy z 1832 r. z folwarkiem Strzelno Amt. - Strzelno Klasztorne

W latach 1807-1815, w okresie Księstwa Warszawskiego dobra te weszły w skład tzw. ekonomi narodowej i obrębu leśnego. Szczegółowe dane o stanie domeny z około 1830 roku określają jej wielkość na 29 024 ha. Posiadała ona nowy charakter ekonomiczny, a mianowicie była Królewskim Folwarkiem Domenalnym i podlegała Domenalnemu Urzędowi Podatkowemu w Strzelnie. W 1860 roku folwark zamieszkiwało 216 osób. Jak już wspomniałem, w 1873 roku Strzelno Folwark został nazwany Waldau. To samo uczyniono z podległymi mu folwarkami: Bławaty nazwanymi Blumenberg, Gaj - Busch i Młyny Folwark - Mühlgrund (późniejsze Młynice). Tworzyły one jeden okręg dworski, w którym znajdowało się 29 domów zamieszkałych przez 548 osób, z czego 492 było katolikami, a 56 protestantami. Całość liczyła 1 516 ha, z tego 1 224 ha gruntów uprawnych (roli), 183 ha łąk i 3 ha lasu.

Poranek, wjazd od strony miasta na podwórze folwarczne lata 30. XX w.

Obora, a później tuczarnia świń 1992 r.

Już w granicach utworzonego w 1886 roku powiatu strzeleńskiego, własność rządowa (skarbu państwa pruskiego) Waldau ograniczyła się do 1 516 ha roli. W Strzelnie aż do I wojny światowej w skład majątku rządowego wchodziła nadal część zwana Waldau lub Waldau Amt, a także podmiejskie folwarki: Bławatki, Młyny, Gaj i Naskrętne. W 1910 roku jego powierzchnia wynosiła 1 485,85 ha.

Fragmen ocalałej z pożaru stodoły 1992 r.

Rzemieślnicy folwarczni lata 30. XX w.. Z tyłu nieistniejąca stodoła, a po lewej owczarnia.

Fragment byłej owczarni 1992 r.


Była kuźnia 1992 r.

Była stajnia 1992 r.

Cały zespół dworski - dzisiaj jego pozostałości znajdujące się w granicach miasta Strzelna przy ulicy Parkowej - w kształcie obecnym powstał na przełomie XIX i XX wieku. Pod koniec XIX w. powstała murowana obora, w której pomieszczeniach w latach 60. do 90. XX w. zakłady mięsne prowadziły przemysłowy tucz trzody chlewnej. Z tego samego okresu pochodzi trójkondygnacyjny, podpiwniczony spichlerz, w którym działał śrutownik przemysłowy na potrzeby majątku. Koniec XIX w. to również czas powstania trzech ogromnych murowanych stodół. Rozebrano je w latach czterdziestych XX w. Czwarta drewniana została pobudowana w tym samym czasie spłonęła częściowo w 1991 roku, a jej pozostałości zostały rozebrane pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Z końca XIX w. pochodziła nieistniejąca owczarnia częściowo rozebrana na początku lat dziewięćdziesiątych, a częściowo przebudowana na mieszkania. Również na mieszkania przebudowana została pochodząca z końca XIX w. stajnia dla koni. Pomiędzy tymi ostatnimi budynkami mieściła się kuźnia, także przebudowana na mieszkanie.

Gorzelnia 1992 r.

Strzelno Amt Waldau - Strzelno Klasztorne fragment mapy z 1889 r.

Z początku XX w. pochodzi obiekt przemysłowy jakim była gorzelnia funkcjonująca jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych minionego wieku. Wcześniej w miejscu tym znajdował się browar. Dom mieszkalny murowany usytuowany przy murze ogrodu klasztornego po lewej stronie wjazdu do majątku od strony Strzelna został pobudowany na początku XX w. dla urzędników majątkowych oraz służby dworskiej. Do majątku można było dotrzeć od strony miasta przez przepastną murowaną dużą bramę, po której prawej - południowej stronie mieścił się domek ogrodnika, a po lewej - północnej stronie stróżówka. Domek ogrodnika rozebrana w latach 1981-1982, podobnie jak murowany płot oddzielający zabudowania folwarczne od parku krajobrazowego. Zadbano również o mieszkania dla robotników folwarcznych i wybudowano dla nich oraz ich rodzin 7 czworaków. Współcześnie zlokalizowane są one przy ulicach: Topolowej 2 obiekty, Parkowej 2 obiekty, Klasztornej 1 obiekt oraz magazynowej 2 obiekty.

Spichrz - 1992 r.

Pracownicy folwarczni w Strzelnie Klasztornym lata 30. XX w. 
Rządcówka 1992r.

Z końca XIX w. zachowały się dane mówiące o obsadzie urzędniczej w majątku Waldau. Dzierżawcą całości był Niemiec Jürgens, rządcą miejscowym – Koemer, rządcą podfolwarku w Młynach – Gorkow, gorzelanym – Schulz, owczarzem Hedtke. Najbardziej interesującą nas postacią był ogrodnik Schulz, krewny gorzelanego. Był on tzw. urzędnikiem domeny królewskiej i miał pod sobą grupę robotników do sprawowania opieki nad parkiem przydworskim i przyległym do niego ogrodem warzywno-owocowym. Wszyscy wymienieni Niemcy byli członkami miejscowej Hakaty.

Zdjęcia czarno-białe z 1992 r. budynków i planu folwarku pochodzą z Karty ewidencyjnej zabytków architektury i budownictwa oraz wkładek do tychże - foto. M. Felińska przech. MNR Szreniawa. Foto. kolor Google Maps; pozostałe arch. bloga 


czwartek, 20 lutego 2025

Święto Hallerczyków w Strzelnie

Dopiero 10 lat później przybył do Strzelna po raz pierwszy gen. Józef Haller - witany przez Izę Jaroszewską i prezesa "Sokoła" sędz. Stanisława Majcherkiewicza (26 maja 1937 r.)

W wielu przypadkach spotkałem się z powielaniem błędnych informacji historycznych. Pal licho gdy czyni się to w trakcie jakichś nieformalnych rozmów - np. przy grillu i piwku. Gorzej się dzieje jeżeli błędne dane podawane są drukiem w publikacjach, z których mają korzystać młodzi, by uczyć się dziejów regionu. Jedną z takich błędnych informacji jest powielanie mitu o tym, że gen. Józef Haller był dwukrotnie w Strzelnie, a przecież wytrawni regionaliści wiedzą, że Haller był tylko raz w naszym mieście. Owszem, zapowiadał swoją pierwszą wizytę na dzień 26 maja 1927 roku, ale niestety - rozchorował się i nie dotarł do naszego miasta. Podobna sytuacja miała miejsce 13 maja 1926 roku w Mogilnie - pomimo szumnych zapowiedzi, jeszcze w przeddzień wizyty, Generał nie przybył do Mogilna.

26 maja 1927 roku nastąpiła uroczystość poświęcenia sztandaru dla strzeleńskiej Placówki. Przed wyznaczonym dniem miejscowa drukarnia Franciszka Gilewskiego przygotowała akt poświęcenia tegoż sztandaru. Został on wykonany na cienkim pergaminie o wymiarach 49 cm x 73 cm i zawierał informację o treści: - „Działo się w Strzelnie 26. maja 1927 r. z okazji poświęcenia sztandaru Placówki Strzelno, Związku Halerczyków i V. Okręgowego Zjazdu Chorągwi Pomorskiej w obecności Generała Broni Józefa Hallera”. Ale niestety w ostatniej chwili dotarła do Strzelna informacja, iż Generał się rozchorował i nie przybędzie na uroczystości, gdyż leży chory w swoim łóżku. Za to, w 10 lat później, gościliśmy Hallera i był to ten jeden jedyny raz: - w dniach 5-6 czerwca 1937 roku z okazji Uroczystości Chorągwi Pomorskiej Związku Hallerczyków w 20. rocznicę powstania Armii Polskiej we Francji.

Akt fundacyjny strzeleńskiego sztandaru Hallerczyków

Dla potwierdzenia faktu, iż Generał nie przybył do Strzelna, załączam artykuł z „Gazety Bydgoskiej”, z czwartku, 2 czerwca 1927 roku:

Święto Hallerczyków w Strzelnie

Uroczystość poświęcenia sztandaru placówki Strzelno. V Walny Zjazd delegatów placówek Chorągwi Pomorskiej Związku Hallerczyków.

W święto Wniebowstąpienia Pańskiego (26 maja 1927 roku) odbyła się w Strzelnie wspaniała uroczystość Związku Hallerczyków przy licznym udziale pokrewnych organizacji i sympatyków oraz obywatelstwa miasta i okolicy. Na uroczystość powyższą zapowiedział swój przyjazd Generał Broni J. Haller, w ostatniej jednak chwili zachorował i na uroczystość przysłał swoich zastępców ppłk. Piotra Zarembę z Poznania i por. rez. Dworzańskiego.

Strzelno przybrało odświętną szatę i mimo że pogoda z rana niezupełnie dopisała, uroczystość wypadła wspaniale. Ulice, którymi przeciągnął pochód do kościoła, przybrane były zielenią i transparentami. 

W środę wieczorem (25 maja 1927 roku) odbył się capstrzyk drużyn błękitnych z Torunia, Inowrocławia i miejscowej z własną orkiestrą, a w czwartek rano pobudka, O godzinie 9-ej przed lokalem p. Piątkowskiego zebrały się licznie placówki Hallerczyków z Torunia, Inowrocławia, Bydgoszczy, Kruszwicy, Mogilna, Strzelna i Chełmna oraz drużyny błękitne; Towarzystwa Powstańców i Wojaków ze Strzelne, Inowrocławia, Siedlimowa Młynów, Kościeszek, Ciechrza, Bronisławia, Wójcina i kilku innych miejscowości; Sokoli ze Strzelna i Bronisławia; Bractwo Strzeleckie; Straż Pożarna miejscowe i z Wronowy; Towarzystwo Przemysłowców; Towarzystwo Robotników; Towarzystwo Czeladzi Katolickiej i Towarzystwo Młodzieży Katolickiej. Poza tym szereg delegacji Oficerów Rezerwy, Podoficerów Rezerwy, Kupców i innych; władze miejskie, starostwo, obywatelstwo miasta i powiatu licznie na uroczystości były reprezentowane. Raport odebrał ppłk. Zaremba.

O godzinie 10-ej ruszył pochód do kościoła na czele z orkiestra 59. p. p. Wlkp. Za orkiestrą postępował zarząd Chorągwi Pomorskiej i Komitet Obywatelski oraz władze i delegacja.

Uroczyste nabożeństwo odprawił ks. Wasiela a podniosłe i treściwe kazanie wygłosił ks. radca Czechowski, który po skończonej Mszy św. dokonał poświęcenia sztandaru, Chrzestnymi sztandaru byli pp.: Maria Skrzydlewska z Żegotek, Władysław Watta-Skrzydlewski, Zofia Pętkowska, Wojciech Zakrzewski, Witold Maringe, Tadeusz Pętkowski, Krawczak z Rzadkwina, Matuszewski z Żegotek, Jan Łyskawa, Kotas, Józef Rydlewski, Nawrocki, Kolańczyk, Jaroszewski, Zofia Zakrzewska, Z. Ciesielska, Dybałowa, Szydzikowa, Smoniewska, Palluthowa, Swiątkiewiczowa, Śmiglowa, L. Przybylska, Stankowa.

Po nabożeństwie pochód ruszył w kierunku Rynku, gdzie wszystkie organizacje ustawiły się w czworobok. Chrzestni, przedstawiciele władz i delegacje zajęli miejsce pośrodku czworo- boku.

W imieniu chrzestnych i obywatelstwa, które ufundowało Hallerczykom sztandar, nowopoświęcony sztandar wręczył ppłk. Zarembie p. Skrzydlewski. Następnie ppłk. Zaremba po odpowiednim przemówieniu wręczył sztandar prezesowi Chorągwi Pomorskiej p. Pałaszewskiemu, a ten w swym przemówieniu wezwał członków placówki miejscowej do wzorowej pracy pod nowym sztandarem, pracy dla dobra i chwały Polski. Poczym wręczył sztandar prezesowi placówki, który oddał go chorążemu. Potom nastąpiła dekoracja Hallerczyków odznaką „Mieczy Hallerowskich”. Udekorowano z placówki Strzelno 21 druhów i z placówki Inowrocław - 5, a odznakę miecza „Honoris causa” otrzymał por. rez. Drzewiecki ze Strzelna.

Na rynku ppłk. Zaremba wzniósł okrzyk na cześć Rzeczypospolitej i Prezydenta oraz odegrano hymn narodowy. Następnie pochód udał się na cmentarz celem złożenia wieńca na grobie poległych powstańców z roku 1919. Tam pierwszy przemówił do zebranych ks. radca Czechowski i odmówił modlitwę za poległych, a następnie prezes Chorągwi Pomorskiej Pałaszewski, który złożył wieniec na groble. Po złożeniu odśpiewano „Rotę”.

W pobliżu lokalu Parku Miejskiego odbyła się defilada, którą przyjmował ppłk. Zaremba w otoczeniu przedstawicieli władz, delegaci i obywatelstwa. O godz. 13:00 odbył się obiad. 0 15:00 zawody sportowe drużyn błękitnych na boisku Sokoła, a o 16,30 zebranie delegatów i obrady.

Zebranie delegatów zagaił prezes Chorągwi Pomorskiej Pałaszewski w obecności 35 delegatów. Protokół prowadził ppor. rez. Ciesielski z placówki Strzelno. Na wstępie prezes Chorągwi wzywał zebranych do powstania i oddania hołdu poległym w walkach o wolność Ojczyzny i tym, co polegli rok temu w obronie Konstytucji i praworządności w Warszawie, i wszystkim poległym Halerczykom poza granicami Polski a dla Polski oraz wszystkim zmarłym, którzy  międzyczasie od ostatniego zjazdu szeregi na zawsze opuścili. Potem na stąpiło obszerne sprawozdanie z działalności Chorągwi. 

Po sprawozdaniu rozwinęła się rzeczowa dyskusja, w której zabierali glos druhowie: ppłk. Zaremba, Feicht z Mogilna, Czuba a Bydgoszczy, Bukowski z Torunia, Kędziora i Degler z Inowrocławia, Kosmowski z Kruszwicy, Streng z Mogilna i inni. Sprawozdanie Komisji Rewizyjnej złożyli Kamassa z Bydgoszczy, Średnicki z Chełmna i Białęcki z Mogilna. Zarządowi udzielono absolutorium. 

Przystąpiono do wyboru nowego Zarządu, w skład którego weszli: por. rez. Pałaszewski - prezes, dh. Czuba - sekretarz, dh. Kamassa skarbnik, por. rez. Bartnicki - komendant i dh. Malinowski z Torunia - komendant drużyn błękitnych. W końcowym słowie prezes Pałaszewski apelował do zebranych, aby po powrocie do swych placówek zabrali się do wytężonej pracy i rozwinęli jak najsilniej prace swą w kierunku organizowania i wychowania młodzieży dorastającej w drużynach błękitnych.

Ze swojej strony dodam, że w tym czasie zarząd strzeleńskiej organizacji - Związku Halerczyków Koło Strzelno - tworzyli: Florian Palędzki - prezes, Wincenty Chudziński - wiceprezes, ppor. rez. Witold Ciesielski - sekretarz, Stanisław Bamber - skarbnik, Michał Śmigiel - komendant. Z kolei do tzw. Komitetu Wykonawczego należeli: por. rez. Roman Drzewiecki - przewodniczący, ppor. rez. Witold Ciesielski, Albin Radomski, Władysław Trzecki, Stefan Płócienniczak.

 

Posiadaczem oryginalnego aktu poświęcenia sztandaru jest - Ryszard Wojciech Pawlicki.


wtorek, 18 lutego 2025

Śmierć w lesie - O. Marian Wyduba OMI (1909-1939)

Wrzesień 1945 r. nad mogiłą o. Mariana Wyduby OMI w lesie Kurzebiela. Stoją od lewej: 1. Ignacy Przybylski, 3. dr Alfred Fiebig, 8. Karol Teresiński, 9. Ignacy Tylkowski.

Minęło 80 lat od zakończenia ponad pięcioletniej niemieckiej okupacji Strzelna. Wiele o tym okrutnym czasie, o mieszkańcach i ich losach napisano, szczególnie na łamach „Wieści ze Strzelna”. Niestety, nie wszystko, co w mieście i gminie w tamtych latach się wydarzyło zostało odpowiednio udokumentowane i wyjaśnione. Do dziś na światło dzienne wydobywane są z archiwów rodzinnych, kościelnych i państwowych dokumenty i zdjęcia rozjaśniające obraz okupacyjnych dni w Strzelnie i okolicy.

Urnę z prochami Szymona Linettej niosą byli więźniowie KL Mauthausen-Gusen: 1. od prawej Ignacy Przybylski...

8 listopada 1945 roku w Strzelnie miała miejsce wielka uroczystość żałobna. Jak donosił 13 listopada w numerze 258 „Głos Wielkopolski” w mieście uczczono pomordowanych:

Przy udziale przedstawicieli władz, organizacji PWiWF, partii politycznych oraz delegacji z wieńcami z miasta i okolicy, pochód żałobny ruszył ze szczątkami pomordowanych Polaków, zmarłych w obozach, do kościoła parafialnego św. Trójcy, gdzie odprawione zostały egzekwie żałobne i wygłoszone okolicznościowe kazanie przez tutejszego proboszcza ks. Józefa Jabłońskiego.

Po nabożeństwie udano się na Rynek, gdzie nastąpiło pożegnanie prochów męczenników Polaków. W imieniu powiatu przemówienie wygłosił starosta powiatowy Edward Gabiś z Mogilna, w imieniu miasta burmistrz Leon Ornatek oraz delegat okręgowy Polskiego Związku Zachodniego P. Duda z Poznania, zaś pieśń „Zmarli współbracia” wykonało koło śpiewu „Harmonia” z dyrygentem Alfonsem Rucińskim.

W dalszym pochodzie posuwały się tłumy uczestników wraz z niesionymi urnami z prochami pomordowanych w obozach Polaków i trumnami ze szczątkami zamordowanych braci w tutejszych okolicznych lasach, niesionych przez byłych uczestników obozów, powstańców i przedstawicieli wszystkich warstw społeczeństwa.

Nad mogiłą bohaterów w mowie końcowej pożegnał prochy męczenników ks. proboszcz Kinecki z Gębie; odczytaniem nazwisk pomordowanych, poległych i zmarłych w obozach, przez delegata PZZ mec. Paulusa ze Strzelna, odśpiewaniem „W mogile ciemnej” przez chór, złożeniem wieńców i oddaniem salw przez pluton honorowy tutejszej i okolicznej MO oraz wspólnym odśpiewaniem „Witaj Królowo” zakończyła się uroczystość pogrzebowa.

Wieczorem w sali domu towarzystw staraniem tutejszego Koła PZZ odbyła się żałobna akademia z udziałem zaproszonych rodzin pomordowanych ofiar, mająca przebieg uroczysty. Wspólnym odśpiewaniem „Roty” zakończono akademię.

 

Uroczystości poprzedziły wielotygodniowe przygotowania około wywiadów z osobami posiadającymi wiedzę o zbrodniach, z rodzinami pomordowanych, zebrania informacji, sporządzenia list, dotarcia do miejsc egzekucji w Lasach Miradzkich i przeprowadzenia ekshumacji. Jedną z osób zaangażowanych w te prace był mój ojciec Ignacy Przybylski, a przykładem tej pracy było przeprowadzenie badań i ekshumacji szczątków doczesnych zastrzelonego w lesie Kurzebiela proboszcza Markowickiego o. Mariana Wyduby OMI. Z tych prac zachowały się dwa zdjęcia wykonane we wrześniu-październiku 1945 roku w miejscu stracenia kapłana. Po latach, zbierając informacje o tej zbrodni, jeden z oblatów w nie sygnowanej podpisem notatce zapisał:

Miejsce stracenia o. Mariana Wyduby OMI w lesie Kurzebiela. 3. od lewej Ignacy Przybylski, 6. Anastazja Jagodzińska.

Na podstawie wypowiedzi obywateli Strzelna i okolicy, którzy znali i wiedzieli coś o tragicznej śmierci o. Wyduby w 1939 r. (są nimi: Lasocki Władysław zegarmistrz w Strzelnie, Górecki Władysław - były strażnik więzienia w Strzelnie, w którym o. Wyduba spędził kilka tygodni po aresztowaniu, żona Góreckiego, Jarocki - znajomy Lasockiego, Kaszuba - leśniczy na Kurzebieli, gdzie prawdopodobnie o. Wyduba został rozstrzelany, żona Kaszuby; kierownik szkoły w Ciencisku Boesche Bogdan; Jagodzińska [Anastazja] mieszkająca obok lasu, niedaleko domniemanego miejsca śmierci o. Wyduby, której córka [Helena] utrzymywała grób na Kurzebieli), zebrałem następujące dane:

Został aresztowany [o. Wyduba] w Markowicach na początku listopada 1939 r. (…) Po aresztowaniu był prawdopodobnie jakiś czas w strzelnicy w Strzelnie, tzw. „Berezie” razem z innymi księżmi i obywatelami Strzelna i okolicy. Tam zatrzymanych bito i znęcano się w okropny sposób. Potem kilka tygodni spędził we więzieniu przy ulicy Lipowej (Strzelno)…

Niedaleko leśniczówki Kurzebiela - 2 do 3 km za Strzelnem w kierunku Cienciska odbyła się egzekucja… Widziała, że tam kogoś wieźli i słyszała strzał Kaszubowi (żona leśniczego). Przyszedł zaraz po tym do niej Niemiec po łopatę. Po egzekucji robotnicy leśni oznaczyli to miejsce wycięcie 4-ch krzyży na pobliskich sosnach - mogiłę bowiem zrównano z ziemią… Po ustąpieniu Niemców groby Polaków w tym lesie (i innych) rozkopywano i kości ekshumowano, złożono do trumien i po pewnym czasie uroczyście pochowano dnia 8 listopada 1945 na cmentarzu katolickim w Strzelnie (stary cmentarz) po prawej stronie kaplicy cmentarnej… Na miejscu ekshumacji kości usypano dla pamięci mogiłę i postawiono drewniany krzyż

A teraz przybliżę życie ojca Mariana Wyduby - Oblata Maryi Niepokalanej, proboszcza markowickiego, który parafię objął zaledwie dwa tygodnie przed wybuchem II wojny światowej. Więziony był przez Niemców w obozie przejściowym - w tzw. „Berezie” - w Strzelnie, a następnie w więzieniu przy ul. Lipowej został poddany ciężkim torturom. Pobitego, oprawcy przy udziale miejscowego policjanta Otto Dobersteina wywieźli 18 grudnia 1939 roku do lasu w pobliżu leśniczówki Kurzebiela w Nadleśnictwie Miradz i tam, przy wykopanym przez niego samego grobie, rozstrzelali. Już po wojnie, w 1946 roku komisyjnie odszukano grób kapłana, dokonano ekshumacji i jego doczesne szczątki pochowano na starym cmentarzu strzeleńskim. 

O. Marian Wyduba OMI

O. Marian Wyduba OMI urodził się 19 października 1909 roku w miejscowości Potarzyca w powiecie jarocińskim w diecezji poznańskiej. Rodzicami jego byli włościanie Józef  Wyduba (1878-1951) i Katarzyna z domu Czaja (1879-1933). Miał pięcioro rodzeństwa: brata Jana (1905), siostrę Marię (1907), brata Józefa 91912), brata Stefana Franciszka (1914) i siostrę Różę ((1917). Ojciec pochodził ze wsi Kaniewo (obecnie Kaniew) koło Koźmina Wielkopolskiego, gdzie z kolei jego rodzicami, a dziadkami Mariana byli włościanie Wojciech Wyduba i Maria z domu Kryś. Rodzicami matki - dziadkami po kądzieli Mariana - byli włościanie z Potarzycy Andrzej Czaja i Magdalena z domu Parysek. Pierwsze nauki pobierał w Szkole Powszechnej Trzyklasowej w Potarzycy. W latach 1921-1922 uczęszczał do Gimnazjum Państwowego w Gostyniu, następnie wstąpił do Niższego Seminarium Duchownego Ojców Oblatów w Lublińcu, gdzie nauki pobierał w latach 1922-1924. Po dwóch latach został przeniesiony do Krobi i tam w 1926 roku ukończył pierwszy etap kształcenia.

14 sierpnia 1926 roku przybył do Markowic, gdzie rozpoczął nowicjat. 15 sierpnia 1927 roku złożył pierwsze śluby zakonne. Studia filozoficzno-teologiczne kontynuował w Obrze w latach 1927-1931, które ukończył w Lublińcu w latach 1931-1933 r. W międzyczasie 1 listopada 1930 roku w Obrze złożył  śluby wieczyste. Święcenia kapłańskie otrzymał  w katedrze poznańskiej 29 stycznia 1933 roku z rąk kard. Augusta Hlonda. Po święceniach pozostaje w Obrze jako nauczyciel w Junioracie. 21 czerwca 1933 roku otrzymuje od o. Generała Théodore Labouré obediencję do Polskiej Prowincji Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej.

O. Marian Wyduba OMI

Swoją pierwszą obediencję sprawował od 21 czerwca 1933 roku w Lublińcu jako wykładowca seminaryjny. 30 sierpnia 1937 r. został przeniesiony do Katowic i ustanowiony kapelanem Sióstr Maryi Niepokalanej w Brzeziu - dziś Racibórz- Brzezie. Decyzję tę podjęto ze względu na zły stan zdrowia o. Wyduby, zalecając mu leczenie i wypoczynek. 1 sierpnia 1938 roku powrócił do Lublińca, by kontynuować funkcję wykładowcy seminaryjnego. Ostatnią obediencję otrzymał 1 sierpnia 1939 roku do Markowic, gdzie powierzono mu funkcję proboszcza parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny.

Parafię objął w połowie sierpnia 1939 roku, na dwa tygodnie przed wybuchem II wojny światowej. Z wybuchem wojny nie ewakuował się z miejscowymi oblatami i nowicjuszami na wschód, pozostał w Markowicach.

8 września we wsi rozegrała się tragedia. Zginęli żołnierze Wehrmachtu i cywile. Po wkroczeniu 13 września do Markowic Niemców zaczęły się straszne dni terroru i prześladowań. 30 września wezwano wszystkich ojców Oblatów na przesłuchania do Strzelna. Po złożeniu zeznań z wydarzeń, jakie miały miejsce 8 września wypuszczono wszystkich do domu. Przez cały październik dom markowicki nieustannie nękano. 9 listopada do Strzelna zabrano jako zakładników ojców: Cebulę, Nawrata, Wróbla i Wydubę. Mieli być oni zgładzeni, gdyby okazało się, że z okazji 11 listopada miałyby miejsce rozruchy patriotyczne w mieście lub na obszarze gmin strzeleńskich.

Rozruchów nie było i pierwsi trzej ojcowie powrócili w mury klasztorne 17 listopada. Ojciec proboszcz Marian Wyduba pozostał w więzieniu policyjnym przy ul. Lipowej. Postawiono mu zarzut, iż to on 8 września z wieży kościoła markowickiego obserwował oddział Niemców i doniósł o tym stacjonującym w Strzelnie oddziałom wojska polskiego. Niewątpliwie informację tę Niemcy uzyskali od jakiegoś nieznanego denuncjatora. 

W więzieniu został poddany ciężkim torturom. Pobitego, oprawcy przy udziale miejscowego policjanta Otto Dobersteina wywieźli 18 grudnia 1939 roku do lasu leśnictwa Kurzebiela w pobliskim Nadleśnictwie Miradz i tam, przy wykopanym przez niego samego grobie, rozstrzelali.

Po wojnie ekshumowano doczesne szczątki księdza o. Mariana Wyduby OMI i w uroczystym pogrzebie pochowano na starej strzeleńskiej nekropoli - o czym pisałem wyżej.

 

poniedziałek, 10 lutego 2025

Wędrujący wojowie

Jeżeli doczekają, to będzie już ich czwarty „dom” w naszym mieście. A przecież w 1982 roku witani byli z wielką pompą przez władze i mieszkańców. Pamiętam, jak w tymże roku, dla uczczenia (spóźnionej o rok; 1231-1981) 750. rocznicy nadania Strzelnu praw miejskich, przed zakładem stolarskim Tadeusza Barteckiego przy ul. Ścianki 17, Jan Harasimowicz rzeźbił w dębowych balach trzech wojów, którzy swym wyglądem mieli przywoływać pierwszych strażników naszego kujawskiego grodu. W tymże też roku pachnące świeżością figury ustawione zostały na Placu Daszyńskiego przed ówczesnym hotelem. Nikt wówczas nie przewidywał, że owi wojowie „ożyją” i urządzą sobie swoisty spacer po mieście.

 

Po sprzedaniu w 2007 roku przez Gminę Strzelno budynku hotelu, stojący przed nim od ćwierć wieku wojowie zostali w sposób „brutalny” wyeksmitowani… Tym oto sposobem dębowi strażnicy naszego grodu stali się bezdomni, a miasto zaczęło popadać w marazm i zaniedbanie. W styczniowym 96/2008 numerze „Wieści ze Strzelna” w rubryce sygnały informacje, honorowy prezes TMMS Kazimierz Chudziński zastanawiał się: - Co stało się z Piastowskimi wojami, którzy kiedyś znajdowali się na skwerze przy Placu Daszyńskiego i świadczyli o rodowodzie Strzelna? One powinny tam być - pisał na łamach „Wieści…”.


W kolejnym 97/2008 numerze „Wieści ze Strzelna” znajdujemy odzew i czytamy:

Wojowie u Wojciecha

Rzeźby trzech wojów autorstwa Jana Harasimowicza, które niegdyś strzegły skrzyżowania szlaków w kierunku Poznania, Torunia i Konina (przed dawnym hotelem) niebawem znów zobaczymy w pełnej krasie, jednak w zupełnie innym miejscu. Umiejscowione w latach 80-tych z okazji 750-lecia miasta Strzelna na pl. Daszyńskiego w nowej rzeczywistości popadły w zapomnienie. Od czasu zdemontowania, aż do dziś ,,wojowie spoczywali niszczejąc” na placu przy MGOKIR. Ks. prob. Otton Szmków wyraził zgodę, by po renowacji umieścić ten dawny niebanalny symbol miasta na Wzgórzu św. Wojciecha. Zgodę na to wyraził również sam artysta jak i burmistrz Ewaryst Matczak. Niektórzy producenci widokówek do dziś używają zdjęć sprzed likwidacji hotelu, na których widnieją okazale trzej rycerze z włóczniami. Odnowieniem wojów zajmie się Jerzy Białecki rzeźbiarz z Polanowic. (…) - napisał Sławomir Tarczewski.

Tak więc, dowiedzieliśmy się, że „bidulki” leżeli sobie w zapomnieniu pod płotem i czekali na lepsze czasy. Kiedy trzej wojowie 13 marca 2008 roku stanęli w nowym miejscu, rozgaszczając się w zachodnio-północnej części wzgórza, po lewej stronie wjazdu na plac przykościelny, periodyk milczał i dalszych informacji o renowacji wojów i ustawieniu ich na Wzgórzu św. Wojciecha już nie zamieścił. I gdyby nie wzmocnione obiektywem oko Heliodora Rucińskiego nie poznalibyśmy historii meldunku wojów w nowym miejscu zamieszkania. Z kolei z fotorelacji z Norbertańskich Dni Strzelna na wielu zdjęciach widzimy już stojących rycerzy, którzy pięknie wpisali się w ramy tych dni - w odbywający się tutaj turniej rycerski.

Niestety i w tym miejscu nie była im pisana zbyt długa gościna. W 2017 roku rozpoczęto na Wzgórzu św. Wojciecha obniżanie i przebudowę dziedzińca klasztornego. Wojowie w trakcie tych robót „wzięli się i opuścili dotychczasowe miejsce zamieszkania” - przenieśli się za ogrodzenie „ustawiając się” od strony Placu św. Wojciecha (przy parkanie) i tam zostali „zameldowani”. W ubiegłym 2024 roku - w związku z przebudową i modernizacją całego placu wraz z przyległościami i układu jezdni - już po raz trzeci zostali wykopani. Zmienili pozycję z pionowej na poziomą i leżą, czekając na przydział nowego „meldunku”. Ot i los - bądź co bądź ważnych, bo zajmujących tuż po herbie godne miejsce - symboli naszego prastarego grodu.