piątek, 10 stycznia 2020

Spacerkiem po Strzelnie - cz. 67 Ulica Świętego Ducha - cz. 22



Początki dziejów posesji oznaczonej dawniej numerem policyjnym 51, a obecnie 34, przybliżyłem opisując historię poprzedniej, gdyż stanowiła ona od 1800 r. własność tych samych mieszczan, czyli: szewca Poradzińskiego, następnie jego syna Walentego i wnuka Ignacego. Przed 1889 r. obie posesje nabyli Łowiccy i wystawili na nich dwie okazałe, piętrowe kamienice. Pierwszą wynajął pruskiemu urzędowi pocztowemu, a drugą, w której jeszcze przed dwudziestu laty mieściła się restauracja „Piastowska“, piętro sam zajmował, a parter wynajmował na cele gastronomiczno-hotelarskie. Pierwszym znanym dzierżawcą parteru był Niemiec Adalbert (Wojciech) Morawietz, późniejszy właściciel posesji przy Rynku 3. Prowadził on tu restaurację i hotel. Corocznie w lokalu odbywała się stawka poborowych młodego rocznika oraz przeglądy Landszturmu. Na początku lat 90. XIX w. znajdujemy tutaj kolejnego dzierżawcę, hotelarza, Niemca Adolf Schulz. Po nim interes trzymał syn Herman. Prowadzony przez niego interes nosił szumną i przyciągającą dzięki ogromnemu szyldowi nazwę: Hotel Stadt Posen - Hotel Miejski Poznań.


W okresie międzywojennym posesję nabył Edmund Boruszkiewicz i kontynuował w nim aż do początku lat 50. XX w. działalność restauracyjo-hotelarską. Pochodził on z Witkowa w powiecie gnieźnieńskim (wcześniejszym witkowskim), gdzie urodził się 16 listopada 1885 r. Był on powstańcem wielkopolskim i w Strzelnie należał do Koła Związku Weteranów Powstań Narodowych RP. 6 lutego 1934 r. został zweryfikowany w stopniu plutonowego, jako powstaniec przez Zarząd ZWPN RP w Poznaniu.  

W lokalu spotykało się okoliczne ziemiaństwo, przybywające do Strzelna w różnych interesach. Odbywające się posiedzenia rad nadzorczych instytucji gospodarczych, czy zebrania całej gamy stowarzyszeń, zawsze przeprowadzane były w godzinach wieczornych, co powodowało, iż zamiejscowi działacze pozostawali na noclegach w licznych, acz niewielkich hotelach miejskich, w tym i u Boruszkiewicza. Restauracja składała się z kilku pomieszczeń zlokalizowanych na parterze, a były to: sala ogólna z bufetem, sala narad, uroczystości i przyjęć, pokoje dla małych kilkuosobowych towarzystw i zaplecze kuchenne. Na piętrze znajdowało się mieszkanie właściciela oraz hotel. Z 28 grudnia 1938 r. zachowała się informacja, że w lokalu p. Boruszkiewicza odbyło się zebranie ,,Sokoła”, połączone z łamaniem się opłatkiem. Prezes Towarzystwa sędzia Stanisław Majcherkiewicz zagaił zebranie i wygłosił okolicznościowe przemówienie, po czym nastąpiło łamanie się opłatkiem. Kilka druhen i druhów zostało wyróżnionych okolicznościowymi upominkami, a na zakończenie odśpiewano kolędy.


W czasie okupacji restauracja została zabrana Boruszkiewiczowi - podobnie jak inne obiekty hotelarsko-gastronomiczne w mieście należące do Polaków - zaś on z rodziną zostali wysiedleni do Generalnej Guberni. Działalność hotelardko-gastronomiczną prowadził w jego obiektach Niemiec Kurt Philipp, a lokal nosił szumną nazwę: Hotel Deutsches Haus - Hotel Dom Niemiecki.


Z nastaniem pierwszych dni wolności, Boruszkiewicz powrócił i kontynuował przedwojenną profesję. Bufet w restauracji, na zasadach wspólnika prowadziła do czasu wyjścia za mąż moja mama. Z tego okresu, a konkretnie od 1945 do 1946 r. zapamiętałem wiele anegdot opowiedzianych przez mamę, a które tyczyły się tego miejsca.

Po wielokroć, w późnych godzinach wieczornych, pod osłoną nocy, restaurację odwiedzali żołnierze podziemia, w dzień ukrywający się w okolicznych lasach. Dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze przybywali, kiedy w kuchni kotły były pełne jedzenia. Świadczyło to o tym, że właściciele byli uprzedzani o wizycie leśnych ludzi. Z opowieści mamy wynikało, że i ona wtajemniczana był w te odwiedziny. Generalnie nie znała mieszkańców Strzelna, kiedy do miasta przybyła w styczniu 1945 r. idąc na pieszo z Konina, tuż za Armią Czerwoną. Przed wojną mieszkała na Kawce, koło Goryszewa, gdzie dziadek był kierownikiem młyna. Natomiast, tuż po wojnie zamieszkała u swej siostry „na młynie" przy ulicy Inowrocławskiej. Tak więc, poznawała mieszkańców Strzelna i okolicy dopiero w trakcie ich odwiedzin w restauracji. Wspominając ten okres mówiła, że nocni goście byli jej znani z widzenia, ale nazwisk nie pamiętała. Dopiero później, kiedy ja byłem już dorosły, wspomniała, że przywódcą oddziału był Glasner ze Strzelna.

W pierwszym półroczu 1945 r. restaurację nawiedzało kilku okolicznych ziemian, którzy swe troski związane z reformą rolną topili w kieliszku. Wielu z nich, w czerwcu, otrzymało rozkazy z UB o natychmiastowym opuszczeniu swych dotychczasowych gniazd rodowych. Z bezprawnych przepisów również wynikało, iż zobowiązani byli oni do opuszczenia powiatu i zamieszkania za ich granicami. Podczas pożegnalnych spotkań, w których udział brała miejscowa inteligencja, kupcy zbożowi i młynarze, często gęsto pito znaczne ilości alkoholu. Towarzysząca temu aktowi celebra, która w fazie pożegnania toastami, kończyła się piciem z pantofelków pani bufetowej. W celu jego spełnienia mama miała przygotowane pod ladą bufetową, nie noszone obuwie. Kiedy padało hasło: Panno Irko pijemy panny zdrowie z najpiękniejszych kieliszków, nachylała się i niby zdejmując swoje czółenka, wyciągała buciki na ladę i napełniała je alkoholem. Jak się później okazało, zwyczaj ten przeszedł na co zamożniejszych obywateli Strzelna, którzy piciem z damskich pantofli próbowali dorównać ziemiaństwu. Ale gdzie im było do fantazji i szarmanckich zachowań panów ziemian.

Zdarzały się również chwile grozy, kiedy podchmieleni goście próbowali wyegzekwować swoje racje pięściami. Lekarstwem na awanturników był wilczy bilet wystawiany przez pana Boruszkiewicza. Odnotowany w ten sposób delikwent nie miał prawa wstępu do lokalu i być w jakikolwiek sposób obsłużonym. W niektóre wieczory w pobliżu restauracji dawało się słyszeć strzały i odgłosy potyczek pomiędzy tzw. „bandami" a oddziałami milicji. Kilka razy pociski wpadły do pomieszczeń bufetowo-restauracyjnych, na szczęście nie wyrządzając nikomu krzywdy.

  1. Zebranie członków PSS "Społem" w Strzelnie na świetlicy, na poddaszu kamienicy przy św. Ducha 34
 Ale i wówczas restauracja była miejscem zawierania wszelkiego rodzaju transakcji handlowych. Tutaj obracano towarem deficytowym kupowanym „z rączki do rączki", jak również można było zamówić potrzebne urządzenia, maszyny, wyposażenie gabinetów, a wszystko pochodzące z tzw. Ziem Odzyskanych, czyli z popularnie zwanego szabru. Co ciekawe, po dziś dzień możemy w strzeleńskich mieszkaniach napotkać wiele dzieł sztuki pochodzących z Wrocławia, czy Gdańska. Z braku sklepów antykwarycznych dokonywano transakcji kupna-sprzedaży biżuterii, bibelotów, cennej porcelany, złotych monet itp. Mamie udało się zawrzeć korzystną transakcję sprzedaży obrazu olejnego jednego z Kossaków, który przywiozła z Konina, a który otrzymała w zapłacie za wieloletnią pracę u rodziny Brunotte. Sumę, jaką otrzymała za obraz starczyła jej na wyprawienie wesela, zakup kompletu mebli sypialnych i całej wyprawy panieńskiej. Obraz nabył jeden z miejscowych kupców zbożowych.

W tym lokalu poznali się moi rodzice. Przychodzący po powrocie z obozu, z kolegami na przysłowiowego sznapsa, ojciec był pełen podziwu dla urody młodziutkiej bufetowej. Sam, starszy był od Mamy o 18 lat i dopiero co przeszedł rekonwalescencję poobozową. Dlatego też był szczupły - żeby nie powiedzieć chudy - do tego z maleńkim wąsikiem pod samym nosem, a do tego bardzo przystojny. Starał się wieczorami odprowadzać wybrankę swego serca do domu przy młynie, który prowadził jego przyszły szwagier Zygmunt Jaśkowiak. Nie bacząc na różnicę wieku, po rocznej znajomości oboje zawarli związek małżeński, którego efektem było urodzenie przez mamę siedmiorga potomków Ignacowych - sześciu synów i jedną córkę.

Restauracja "Piastowska" w latach 60. XX w.
Restauracja została w 1950 r. upaństwowiona. W pomieszczeniach działalność kontynuowała miejscowa PSS „Społem“. Lokal, choć został przejęty przez spółdzielnię i nadano mu nazwę „Restauracja Piastowska“, zachował klimat dawnego lokalu Boruszkiewicza. Jeszcze przez wiele lat bywalcy restauracji dla określenia tego miejsca nie mówili inaczej, jak „U Boruszkiewicza“. Stan ten zmienił się dopiero pod koniec lat sześćdziesiątych minionego stulecia. PSS wykupiła kamienicę z rąk Boroszkiewiczów i przeprowadziła w niej remont adaptacyjny pod biura oraz rozbudowę. Parter przebudowano. Zmianie uległa elewacja frontowa, do której na osi przybudowano niekomponujący z otoczeniem przedsionek - wejście główne do lokalu. W podwórzu dobudowano duże zaplecze kuchenno-magazynowe. Na piętrze uruchomiono przeniesione z Placu Daszyńskiego biura, czyniąc z tego miejsca siedzibę PSS. Na zaadaptowanym poddaszu uruchomiono świetlicę, która później przez pewien czas pełniła funkcję Miejskiego Domu Kultury. Lokal restauracji zwany „Piastowska“ stał się reprezentacyjny dla miasta i cieszył się dobrą opinią.

Wówczas, spółdzielnia przeżywała swój rozkwit. W Strzelnie posiadała własną piekarnię, ciastkarnię, rozlewnię wód gazowanych, ubojnię z zakładem masarskim, 2 kawiarnie („Danusia" i „Kolorowa"), 2 bary („Popularny" i „Bufet dworcowy"), restaurację, wypożyczalnię sprzętu AGD, 2 sklepy samoobsługowe, 4 pawilony spożywcze wolno stojące, 2 kioski, 2 sklepy nabiałowe, 3 sklepy wędliniarskie, 1 sklep z AGD, 1 sklep metalowo-narzędziowy, 1 sklep monopolowy oraz 4 sklepy spożywcze. Sieć sklepów odzieżowych i obuwniczych dotychczas posiadanych przez spółdzielnię przejęło wówczas WPHW, osłabiając nieco kondycję rozwijającej się spółdzielni.

Restauracja "Piastowska" po przebudowie - widok z lat jej świetności, kiedy kierownikiem był Józef Konieczny.
Warto dodać, że członkostwo w spółdzielni posiadał prawie każdy dorosły przedstawiciel rodziny mieszczańskiej. Jeszcze w 1990 r. spółdzielnia liczyła 1522 członków. Był okres, kiedy w wyniku gigantomanii wchłonięto strzeleńską spółdzielnię w struktury wojewódzkie tzw. WSS „Społem" - jednostkę, w której placówki terenowe stały się filiami giganta. Wówczas stanowiska prezesów spadły do rangi kierowników oddziałów. W 1976 r. zabrano spółdzielni najbardziej dochodowe sklepy przemysłowe i przyłączono je do WPHW. Z początkiem lat osiemdziesiątych „Społem" miało na terenie Strzelna 25 placówek handlowych i 4 usługowe, a WPHW 11. W jej dziejach kierownikami, czyli prezesami byli: Władysław Namieśnik, Mieczysław Zieliński, Aleksander Mizerek, Ryszard Pietrzak, Henryk Pieczyński, Stefan Płócienniczak, Jan Pietrzak oraz Tomasz Kasprowicz, po którym rządy nad spółdzielnią przejął likwidator. Dla dopełnienia opisu dodam, że pierwszym prezesem Rady Nadzorczej PSS „Społem" był Wiktor Piątkowski, a sekretarzem Filip Klemiński. Osobami wspierającymi prezesa Namieśnika w dziele założenia spółdzielni byli: Wiśniewski, Winkowski i Skornia. 

W dziejach PSS "Społem" zaistniał również mój ojciec Ignacy Przybylski, który po powrocie z obozu koncentracyjnego, od 1 września 1945 r. włączył się w nurt organizacyjny tworzącej się firmy i został wiceprezesem ds. księgowo-bilansowych, czyli głównym księgowym. Pracował tutaj do 31 stycznia 1954 r. W mych zbiorach, z których część zachowałem po ojcu, znajduje się kilka ciekawych dokumentów z pierwszych lat funkcjonowania spółdzielni. Wśród nich jest kilka mówiących o wypaczeniach w idei spółdzielczości dokonanych już w 1946 r.

Na początku obecnego stulecia spółdzielnia została zlikwidowana, a jej majątek w sposób nieprzemyślany sprzedany na pokrycie długów. Kamienica, wcześniej odremontowana w części elewacyjnej, dostała się w ręce prywatne, restauracja, którą w tym okresie prowadzili dzierżawcy, została zlikwidowana. Od kilkunastu lat budynek wraz z zapleczem ulega dekapitalizacji. Robiąc wrażenie opuszczonego i zaniedbanego, stał się ulubionym miejscem przesiadywania na nim setek gołębi. Cała elewacja frontowa pokryta jest gołębimi odchodami.

środa, 8 stycznia 2020

Spacerkiem po Strzelnie - cz. 66 Ulica Świętego Ducha - cz. 21


Zbierając przez lata materiał do projektu „Spacerkiem po Strzelnie" nie przypuszczałem, że temat urośnie do rangi kilkutomowego dzieła. Co rusz, to trafiam na nowe niezwykle ciekawe informacje. Dotarcie do nich to efekt wieloletnich przeszukiwań różnych archiwaliów, XIX i XX-wiecznej prasy i to zarówno tej urzędowej jak np. pruskie Amtsblatty, strzeleński i mogileńskie Powiatowe Dzienniki Urzędowe, jak również ogólnodostępnych, dzienników, tygodników, miesięczników oraz przeróżnych periodyków. Dużo informacji zdobyłem i dalej zdobywam od obecnych i byłych mieszkańców Strzelna, nawet tych, których potomkowie mieszkają za oceanem.


Kontynuując spacerki po mieście, przejdźmy pod dalsze posesje, by je opisać i przy okazji podać kilka faktów i anegdot z historii odwiedzanych miejsc. Zatrzymujemy się przed budynkiem Poczty Polskiej, oznaczonym numerem 32, dawniej policyjnym nr 52. W 2007 r. obiekt ten został poddany rewitalizacji, tak, że dziś z pyszna się prezentuje. Wizerunek odnowionej kamienica uwieczniony został również na znaczku pocztowym. Podobnie jak następna kamienica (dawna restauracja Piastowska) oba budynki zostały wybudowane przez Maksymiliana Łowickiego budowniczego, który był wykonawcą wielu inwestycji miejskich w Strzelnie. Budynki wybudowane zostały na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIX w. Inwestycje stanowiły lokatę kapitału prężnego właściciela firmy budowlanej, który przed 1889 r. zakupił parcele by na nich wystawić jedne z okazalszych kamienice w mieście. Budynki, choć w swej konstrukcji są typowymi, posiadają niezwykle efektowne elewacje frontowe. Bogata eklektyczna dekoracja nawiązuje do minionych epok, baroku i klasycyzmu, czyli zawiera elementy historyzmu - neobarokowe i neoklasycyzmu. Na budynku poczty, w części parterowej znajdujemy silne boniowanie, a nad oknami pierwszego piętra wkomponowane zostały, w tympanonach nadokiennych, głowy ludzkie, elementy palet malarskich z pędzlami symbolizujące sztukę, i wyobrażenie kół zębatych nawiązujących do ówczesnego bumu przemysłowego. Część piwniczna pierwszej kamienicy do lat sześćdziesiątych skomunikowana była poprzez centralnie umieszczone w elewacji frontowej zejście piwniczne. Takie umieszczenie schodów miało związek z użytkowym przeznaczeniem piwnicy, np. na cele warsztatów usługowych, a nawet lokali mieszkalnych.


Nieruchomość ta stanowiła w 1800 r. parcelę zabudowaną budynkami mieszkalnymi i gospodarczymi z niewielkim ogrodem. Należała ona do szewca Poradzińskiego, Polaka wyznania katolickiego. Kolejnym jej właścicielem był syn Walenty, który mając 27 lat, w 1827 r. poślubił 22 letnią Weronikę Markowską, sąsiadkę z tejże samej ulicy. Z kolei ich syn ur. w 1830 r. zawarł w 1855 r. związek małżeński z 21 letnią Józefą Sikorą i stał się spadkobiercą tejże parceli. Od niego przed 1889 r. nieruchomość nabyli małżonkowie Łowiccy.


Maksymilian Łowicki do Strzelna sprowadził się ok. 1875 r. z Graboszewa. Wówczas to, poślubił 21 letnią Wiktorię Laskowską, córkę Antoniego Laskowskiego, znakomitego obywatela miasta Strzelna. Po raz pierwszy Antoniego poznajemy w czasie rozruchów miejskich związanych z Wiosną Ludów w 1848 r. Między innymi z jego inicjatywy 23 marca 1848 r. usunięto pruskie orły, oznaki władzy z urzędów miejskich. Wchodził on w skład strzeleńskiego Komitetu Narodowego Polskiego. Prowadził gospodarstwo rolne, a do tego posiadał kilka nieruchomości miejskich. W 1854 r. był członkiem magistratu. Od 1867 r. był sekretarzem Kasy Pożyczkowej dla Miasta Strzelna i okolicy i jednym ze współzałożycieli tej pierwszej polskiej instytucji bankowej w Strzelnie.

Wracając do naszego budowniczego Maksymiliana Łowickiego, z zawodu był budowlańcem i prowadził w Strzelnie dużą firmę budowlaną. Jego dziełem jest kilkanaście kamienic i domów mieszkalnych w mieście. Był członkiem Rady Miejskiej, a od 1 listopada 1887 r. członek kolegium magistrackiego. Należał do I klasy podatkowej mieszczan, czyli tych najbogatszych. W 1891 r. wymieniony został jako jedyny Polak w składzie magistratu obok dwóch Niemców i dwóch Żydów. W tymże roku restaurację dzierżawioną Morawitzowi, zlokalizowaną w budynku sąsiedniej posesji (współczesna, do niedawna Restauracja Piastowska), prowadził na własny rachunek.

Wincenty Siarczyński - naczelnik Urzędu Pocztowego w Strzelnie
Kamienicę przy Świętego Ducha 32 Łowicki wystawił z przeznaczeniem na wynajem. Nadarzyła się ku temu wielka okazja, gdyż ówczesny Urząd Pocztowy borykał się z ogromnymi trudnościami lokalowymi. Wraz z postępem i rozwojem telefonii potrzeba było nowych pomieszczeń, by w nich umieścić stosowne urządzenia. Tak więc, w części parterowej nowej kamienicy znalazły miejsce pomieszczenia telekomunikacji (telegraf, telefon i akumulatorownia) oraz poczty, którą przeniesiono z ulicy Pocztowej (obecnej Inowrocławskiej). Tutaj znajdowała się centrala telefoniczna dla obsługi miasta i okolicy. Na starych pocztówkach z początku XX w. na budynku tym widoczna jest potężny stelaż z napowietrznymi łączami telefonicznymi.

Nie pamiętam dyliżansów pocztowych, bo i skąd przy moim wieku…, ale pamiętam konny wóz pocztowy kursujący na trasie Dworzec Kolejowy - Urząd Pocztowy. Pojazdem tym dostarczano również większe przesyłki bezpośrednio do adresatów. Woźnicą był pan Zakrzewski i pod koniec towarzyszyła mu, jako konwojent, Maria Plebańczyk, rodowita Lwowianka i późniejsza doręczycielka przesyłek pocztowych. Mniejsze przesyłki odbierano z dworca dwukołowym wózkiem. Tym samym wózkiem dostarczano paczki do adresatów. Drobne przesyłki odbierano bezpośrednio z specjalnego wagonu pocztowego, zaś większe z rampy magazynu spedycji towarowej.

Pożegnanie naczelnika Stanisława Jaźwiec - 1935 r.
Z chwilą kiedy Strzelno otrzymało w 1892 r. połączenie kolejowe z Mogilnem dyliżanse zostały zastąpione przewozami kolejowymi. Wszystkie przesyłki pocztowe zaczęto dostarczać koleją, która przejęła również transport osobowy. Dwa razy dziennie przychodziły przesyłki z Mogilna, a od 1908 r. z kierunku inowrocławskiego. Kiedy kolej została zlikwidowana w połowie lat 90. XX w., dostarczanie przesyłek przejął transport samochodowy i po dzień dzisiejszy dostarcza pocztę do Strzelna i stąd odbiera ją do sortowni regionalnej. Niemalże wszyscy korzystamy z usług pocztowych, dlatego też warto poznać, chociażby w zarysie, dzieje tej instytucji. Spotykając doręczycieli, pamiętajmy, iż są to reprezentanci jednej z najstarszych instytucji działających w Strzelnie na rzecz miejscowego obywatelstwa.   

Poza organami administracji miejskiej, która utrwaliła się w Strzelnie w połowie XIV w., najstarszą instytucją przetrwałą do dziś jest poczta. Początkowo funkcjonowała poczta prywatna zorganizowana najpierw przez klasztor norbertanek, a później przez miasto. O jej istnieniu zdaje się świadczyć liczna korespondencja prowadzona przez prepozytów strzeleńskich ze zwierzchnikami kościelnymi oraz z innymi klasztorami, dla których miejscowi przełożeni byli wizytatorami. Nie zachowały się dokumenty, z których wynikałoby, że Strzelno znajdowało się w sieci poczty królewskiej. Jej zorganizowane początki związane są z wydaną przez króla Władysława IV w 1647 r. ordynacją pocztową. Stała się ona fundamentem działania poczty na naszym terenie, aż do I rozbioru, czyli do 1772 r. Krótko przed tym wydarzeniem w 1764 r. król Stanisław August wydał specjalną Instrukcję... regulującą działanie Dyrekcji Generalnej Poczt J. K. M. Koronnych i Litewskich. Według niej przewozem poczty zajmowali się posłańcy piesi i konni. Nazywano ich kursorami lub pocztylionem. Ale najprawdopodobniej przez cały okres staropolski w Strzelnie funkcjonowała jedynie wspominana poczta prywatna.

Wycieczka do Kruszwicy lato 1931 r. z konkursem strzeleckim na strzelnicy Bractwa Kurkowego w Kruszwicy.
Wraz z rozbiorami poczta dostała się w ręce pruskie i poczęła pełnić funkcję administracyjno-policyjną. Miasto utraciło swój status miasta prywatnego (kościelnego) i stało się własnością króla pruskiego. Położenie Strzelna przy granicy z Królestwem Polskim oraz przy ważnych traktach regionalnych, miało zasadniczy wpływ na wczesne zorganizowanie samodzielnej placówki pocztowej. Tutejsza placówka pocztowa obsługiwała linie Inowrocław-Strzelno-Powidz; Strzelno-Kruszwica; Gniezno-Trzemeszno-Strzelno. Po zajęciu miasta przez zaborcę punkt obsługi pocztowej zorganizowano na rogatkach północno-wschodnich, u zbiegu współczesnych ulic Lipowej i Inowrocławskiej, nazwanej od tego czasu ulicą Pocztową. Nazwa tej ulicy w formie Posterstrasse została powtórzona w Statucie królewsko-pruskiego miasta Strzelna z 23 października 1844 r. Siedziba urzędu pocztowego mieściła się pod współczesnym numerem 23. Zaś na przeciwległym zbiegu tych ulic, po stronie południowej znalazły siedzibę władze miejskie z kolejnymi burmistrzami na czele.

W okresie Księstwa Warszawskiego 1807-1815 strzeleńska placówka została włączona w sieć Poczty Polskiej. Po upadku księstwa, na powrót podporządkowana została zaborcy pruskiemu, przyjmując nazwę Departamentu Pocztowego w Królestwie Pruskim, jako instancji naczelnej, której przewodził dyrektor Generalny (General-Postmeister). Pod zwierzchnictwem tego dyrektora znajdował się Główny Pocztamt (Oberpost-Amt) w Poznaniu dla Księstwa Poznańskiego. Pod niego podlegały Pocztamty, których było 11 z najbliższymi Strzelnu, w Inowrocławiu i Gnieźnie. Z kolei podlegały im Poczthalterye, tj. poczty konne i ekspedycje listowe. Taki urząd pocztowy znajdował się w Strzelnie. Tutaj też znajdowała się stacja jednej z dziesięciu poczt osobowych, inaczej zwanych dyliżansowymi. Obsługiwała ona codziennie wychodzącą z Poznania do Torunia tzw. linię toruńską, której trasa przebiegała przez Pobiedziska, Gniezno, Trzemeszno, Mogilno, Kwieciszewo, Strzelno, Inowrocław, Gniewkowo do Torunia i z powrotem. W Strzelnie znajdowała się również stacja poczty karyolkowej obsługującej lokalne linie powiatowe, ze Strzelna do Inowrocławia, do Kwieciszewa i do Mogilna.

Urzędnicy pocztowi w Strzelnie
9 lipca 1845 r. Królewski Pruski Urząd Pocztowy wydał obwieszczenie, które regulowało funkcjonowanie poczty karyolkowej. Jak czytamy w nim: „Końcem nadania lepszego popędu poczcie karyolkowej pomiędzy Strzelnem i Inowrocławiem a bydgosko-Inowrocławską pocztą dla osób, ekspediowaną będzie za wyższym przyzwoleniem, od dnia 15 miesiąca bieżącego wymieniona wyżej poczta karyolkowa: w dotychczasowych dniach z Strzelna o 3 i pół godzinie rano, w dotychczasowych dniach z Inowrocławia o 7 godz. wieczór; codzienna poczta dla osób pomiędzy Inowrocławiem a Bydgoszczą: z Inowrocławia o 7 godzinie rano, z Bydgoszczy o 1:30 godz. po południu, o czym korespondującą i podróżującą Publiczność niniejszym zawiadamiamy“.

Niewiele danych o strzeleńskiej poczcie z okresu pruskiego panowania zachowało się do dzisiaj. Mamy przekazy z okresu Wiosny Ludów 1848 r. i powstania styczniowego 1863-64 r., które bezpośrednio wskazują na funkcjonowanie w tych okresach poczty. Pierwszy z nich nawiązuje do nocy z 21 na 22 marca 1848 r. Wówczas zerwano pruskie orły z przejeżdżającego przez Strzelno wozu pocztowego. Drugi zaś, z lat 1863-64 mówił o odmowie przyjmowania korespondencji urzędowej pisanej li tylko w języku niemieckim.

Sekcja wioślarska pocztowców strzeleńskich - na zapleczu w ogrodzie
Przeprowadzona reforma administracyjna w 1836 r. podzieliła teren wiejski na obwody. Obwód (Distrikt) strzeleński obejmował współczesne tereny gmin Strzelno i Jeziora Wielkie oraz części gmin Orchowo, Mogilno, Janikowo, Inowrocław i Kruszwica. Późniejsza kolejna reforma (1886 r.) podzieliła ten wielki obwód na dwa mniejsze, tzw. Strzelno-Południe (Polizei-Distrikt Strelno I) i Strzelno-Północ (Polizei-Distrikt Strelno II). Ich teren pokryła sieć placówek pocztowych, które obsługiwali agenci pocztowi. Takie placówki pocztowe powstały w Markowicach, Włostowie, Krzywym Kolanie i Wójcinie.

Dla ciekawości podam, że 15 listopada 1850 r. Poczta Królestwa Prus ustanowiła znaczki pocztowe, które obowiązywały również w Wielkim Księstwie Poznańskim, a zatem i w Strzelnie. Z dniem 1 stycznia 1870 r. na ziemiach polskich zaboru pruskiego weszły do obiegu znaczki Rzeszy Niemieckiej. Stan ten trwał do wybuchu powstania wielkopolskiego. Wówczas w ramach Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej sprawami poczty i cenzury zajmował się Decernat Pocztowy. W listopadzie 1919 r. Ministerstwo Byłej Dzielnicy Pruskiej przejęło Zarząd Pocztowy, a 17 stycznia 1920 r. na dobre i w oparciu o międzynarodowy legalizm zagościła w Poznańskiem Poczta Polska.

Łuczniczki z Urzędu Pocztowego w Strzelnie na strzelnicy Bractwa Kurkowego w Strzelnie - 1938 r.

Na przełomie XIX i XX w. w Strzelnie funkcjonował Cesarski Urząd Pocztowy na czele którego stał Postmeister - Naczelnik Poczty Paul Braecker. Zajmował on mieszkanie służbowe na piętrze nowego budynku pocztowego przy ulicy Świętego Ducha 52 (obecnie nr 32). W tym też czasie Urząd Pocztowy zatrudniał - poza naczelnikiem - między innymi listowych-doręczycieli (Briesträger): Augusta Drägera, Henricha Erdmanna, Franciszka Jędrzejewskiego, Edwarda Lenza, Emila Otto, Michała Plucińskiego, Hermana Schellberga, Wilhelma Schnabla, Alberta Trepela, Jakuba Wojtrzaka, urzędnika (Posthalter) Franza Nehringa, Józefa Przybylskiego: asystentów pocztowych: Carla Massa, Alwina Lisste, Martina Poggendorfa, Augusta Rothgängera, Hermana Wagnera. Później w 1915 r. odnotowano wśród poległych żołnierzy na frontach I wojny światowej dwóch pracowników poczty strzeleńskiej: Wilhelma Dietricha - asystenta pocztowego oraz Willego Krause - pomocnika pocztowego.

Z zapisów kronikarskich możemy się dowiedzieć, że 2 stycznia 1919 r. o godz. 18:00 został zajęty przez powstańców wielkopolskich Urząd Pocztowy w Strzelnie. Wówczas też został ustanowiony nad nim Zarząd Tymczasowy w osobach: Edward Budzyński, Jan Majewski i Włodzimierz Wojciechowski. Wkrótce, bo w maju 1919 r. Decernat Pocztowy przy NRL w Poznaniu mianował pierwszym polskim naczelnikiem doświadczonego pocztowca Wincentego Sierczyńskiego. Kolejnymi naczelnikami mianowanymi już przez Dyrekcję Okręgową Poczt i Telekomunikacji w Poznaniu byli: od grudnia 1929 r. Stanisław Jaźwiec, od 1935 r. Maksymilian Pietras i od 1938 r. Teodor Strzelecki.

Teatr amatorski pocztowców. Marzec 1937-jednoaktówka "Jeszcze nie zginęła"
W 1929 r. władze Strzelna w planie budżetowym na 1929/1930 ujęły budowę nowego gmachu pocztowego. Ówczesna prasa donosiła, iż: Ostatnio Korporacje Miejskie uchwaliły pobudować w Strzelnie gmach Urzędu Pocztowego. Wysunięto dwa projekty pobudowania tegoż gmachu przez miasto z pomocą pożyczki, lub oddanie przez miasto gruntu pod budowę i pobudowanie tegoż przez Rząd. Nowy budynek Urzędu Pocztowego ma stanąć na gruncie miejskim koło Szkoły Wydziałowej [obecnego starego przedszkola, dawniej Nr 1 - M.P.] na narożniku ulicy Kolejowej i Rolnej [obecnie ul. Tadeusza Kościuszki - M.P.]. Dotychczasowy budynek Urzędu Pocztowego dzierżawiony prywatnie z powodu szerzącego się grzyba jest szkodliwy dla zdrowia personelu. Szkodliwość tę uznały miarodajne czynniki. Wielki kryzys ekonomiczny, który miał miejsce w latach 1929-1933 sprawił, że projekt nie został zrealizowany i skwer przy wieży ciśnień, na którym stanąć miała nowa poczta został „uratowany“.  

Od góry od lewej: Nikodem Trojanowski, Leon Robacki, Bernard Pauka, Amalia Kozłowska, Stefan Popielewski, Świątek. Siedzą od lewej: Henryk Mularczyk, Kazimierz Basiński, Teodor Strzelecki.
W okresie międzywojennym bycie pocztowcem nobilitowało pracownika do grupy uprzywilejowanych. Zatrudnieni otoczeni byli opieką socjalną, posiadali deputaty, szczególnie mundurowe, podlegali szkoleniom, których poszczególne etapy miały bezpośredni wpływ na awanse. Cała załoga czuła się niezwykle zintegrowaną. Przy Urzędzie Pocztowym w Strzelnie działała grupa teatralna, która np. w 1937 r. wystawiła jednoaktówkę „Jeszcze nie zginęła". Uroczyście obchodzono Gwiazdki z dziećmi pracowników, na które zapraszano przedstawicieli władz miejskich z burmistrzem na czele. Wśród kobiet działała sekcja „Łuczniczek" z zacięciem uprawiająca tę dyscyplinę sportu. Mężczyźni, szczególnie doręczyciele, monterzy i konserwatorzy telefoniczni uprawiali turystykę rowerową. Jedną z wycieczek rowerowych zorganizowano w 1938 r. do Marcinkowa k. Gąsawy, gdzie w parku przydworskim znajdował się piękny pomnik Leszka Białego. Dokumentuje powyższą działalności szereg zdjęć, które w tym materiale prezentuję.

Budynek Urzędu Pocztowego - 1945 r.
II wojna światowa odbiła się piętnem na pocztowcach. Naczelnik Strzelecki został zmobilizowany 24 czerwca 1939 r. i opuścił Strzelno. Po zajęciu miasta przez okupanta hitlerowskiego pocztę przejęli Niemcy. Spośród pracowników dwoje zostało zgładzonych w obozach koncentracyjnych. Byli to: asystent pocztowy Leon Jaskuła, który zginął w K. L. w Oświęcimiu i ekspedytor Szymon Linettej, zgładzony w K. L. Gusen II. Wielu pracowników zostało wysiedlonych do GG. Jeden z przedwojennej załogi, Ludwik Gałęzewski został zmobilizowany i w wyniku działań wojennych dostał się do niewoli sowieckiej. Przebywał m.in. w Smoleńsku. W wyniku porozumienia między okupantami dostał się do Wiednia, a stamtąd powrócił do Strzelna w połowie stycznia 1940 r. Według relacji jego syna Bogusława, przez całą okupację był brygadzistą w Obozie Jeńców Angielskich w Strzelnie. Obóz ten mieścił się w zabudowaniach państwa Latosińskich przy ulicy Powstania Wielkopolskiego 2, vis a vis Kasy Chorych, byłego Ośrodka Zdrowia. Jeńcy - lotnicy-mechanicy angielscy - byli zatrudnieni przy pracach remontu silników samolotowych. Warsztat taki znajdował się na strzelnicy Bractwa Kurkowego, w adoptowanym do tego celu betonowym basenie zamienionym poprzez nakrycie dachem maskującym na halę warsztatową.

Budynek Urzędu Pocztowego w dniach 800. lecia Strzelna - 1947 r.
Już 22 stycznia 1945 r., wraz z wyzwoleniem Strzelna z okupacji hitlerowskiej przez Armię Czerwoną, kierownictwo na Urzędem Pocztowym przejął Stanisław Droszcz. Wkrótce do Strzelna powrócił przedwojenny naczelnik Teodor Strzelecki i jemu, na powrót 1 marca 1945 r., zostało powierzone to stanowisko. Jego prawą ręką na stanowisku kontrolera był Kazimierz Basiński. Poczta w tym czasie zatrudniała 21 pracowników. Podobnie, jak w okresie międzywojennym załoga poczty była niezwykle skonsolidowaną. Objęta opieką socjalną, korzystała z wielu dobrodziejstw „karty pocztowca". Nadal uczestniczono w życiu kulturalnym Strzelna, angażując się w zespołach teatralnych, chórze „Harmonia" i innych formach. Organizowano liczne wycieczki dla załogi, jak i jej rodzin. Podobnie wczasy w różnych zakątkach kraju. Nadal powodzeniem cieszyły się szkolenia.

Ma tle budynku Urzędu Pocztowego. Trybuna Honorowa podczas obchodów w 1947 r. 800 lecie Strzelna
Po przejściu na emeryturę kolejnym naczelnikiem UP-T został Szczepan Cierpisz. Za jego rządów, 15 lipca 1967 r. uruchomiono w Strzelnie automatyczną centralę telefoniczną na 400 numerów, zaś w roku następnym, 12 lipca przekazano całkowicie zmodernizowane i unowocześnione pomieszczenia obsługi klienta i zaplecza pocztowego. Kolejne reorganizacje spowodowały odłączenie telekomunikacji od usług pocztowych, a z biegiem lat i poprawę warunków pracy i obsługi klienta. Ostatnia gruntowna modernizacja i przebudowa wnętrz poczty z rewitalizacją obiektu miała miejsce w 2007 r. Dopełnieniem listy naczelników strzeleńskiej placówki są następujący urzędnicy: od stycznia 1975 r. Jadwiga Dopierała, od 1 sierpnia 1976 r. Lucjan Zebel, od 20 stycznia 1977 r. Czesława Sulińska, od 5 stycznia 1978 r. Maria Cerkaska, od 1994 Bożena Gabryszak (p. o.), od 1995 r. Gertruda Oborska, od 2003 r. Małgorzata Grajek. Od 2006 r. pieczę nad placówką sprawuje naczelnik Wiesława Kopińska. 

piątek, 3 stycznia 2020

Strzeleńskie obchody 101. rocznicy Powstania Wielkopolskiego 1918-1919



To był piękny słoneczny dzień, 2 stycznia 2020 r., który zgromadził przy pomniku poległych powstańców wielkopolskich na starej strzeleńskiej nekropoli liczne poczty sztandarowe, delegacje instytucji, organizacji pozarządowych i partii politycznej, samorządowców, Orkiestrę Dętą OSP, Gromadę Zuchów i Harcerzy ze Szkoły Podstawowej Nr 1 oraz mieszkańców. Serca i dusze patriotów i regionalistów radowały się z tak licznej frekwencji, a szczególnie z uczestnictwa w uroczystości dzieci i młodzieży.





Chwała Bohaterom! - padło z ust harcerskich. To właśnie młodzież w pięknych mundurkach, na których widok niejednemu łezka w oku się kręci, zaciągnęła wartę honorową i przygotowali całą oprawę uroczystości, która podzielona była na dwie części: pod pomnikiem na cmentarzu i przy obelisku poległych powstańców wielkopolskich przy szpitalu. Młodzież przygotowana przez swoich opiekunów godnie i uroczyście zaprezentowała się w montażu słowno-poetyckim, w którym w sposób niekonwencjonalny przedstawiła rys historyczny wydarzeń sprzed 101-lat w Poznaniu i Strzelnie. Ta nowa forma - zamiast odczytywania referatów - na trwałe wpisała się niemal we wszystkie strzeleńskie uroczystości i jest zasługą nauczycieli z SP 1, a zarazem opiekunów Gromady pp.: Aldony Matuszak, Violetty Koniecznej i Jacka Łuczaka, Którym patronuje dyr. Tadeusz Twarużek.




Grupę strzeleńskich regionalistów ucieszyła obecność honorowego członka TMMS mogilnianina Przemysława Majcherkiewicza, którego stryj Stanisław był przedwojennym prezesem Sądu Grodzkiego w Strzelnie oraz prezesem TG "Sokół", Akcji Katolickiej i członkiem wielu organizacji społecznych w Strzelnie. Jego nazwisko, jako ofiary zbrodni sowieckiej wyryte zostało na strzeleńskim Pomniku Katyńskim.











Gospodarzami uroczystości byli, burmistrz Dariusz Chudziński oraz proboszcz i dziekan strzeleński ks. kan. ppor. Otton Szymków, honorowy obywatel naszego miasta. W tym wielkim święcie uczestniczył również poseł na Sejm RP Dariusz Kurzawa, honorowy obywatel miasta Strzelna Jan Harasimowicz, przewodniczący RM Piotr Dubicki z kilkoma radnymi miejskimi, wicestarosta Marian Mikołajczak z członkiem Zarządu Powiatu Pawłem Jankowskim, prezes PTTK Zbigniew Domański oraz delegacja z pełnomocnikiem PiS w Strzelnie Leszkiem Jackowskim.











Orkiestra Dęta OSP pod batutą Piotra Barczaka odegrała, gromko odśpiewany przez zebranych Hymn Polski, po czym głos zabrał burmistrz Dariusz Chudziński. W swej wypowiedzi nawiązał m.in. do chlubnych tradycji narodowo-wyzwoleńczych strzelnian. Po modlitwie zaintonowanej przez ks. kan. Ottona Szymków i pięknej prezentacji rysu historycznego, przy stuku werbla nastąpiło złożenie wiązanek kwiatów i zniczów na pomniku Bohaterów. Po tej części zebrani przeszli pod obelisk przy szpitalu i tutaj po prezentacji miejsca przez harcerkę i słowach burmistrza nastąpiło złożenie kwiatów i zniczy. Całą uroczystość zakończyło odegranie przez orkiestrę i gromkie odśpiewanie Roty.

Chwała Bohaterom!!!     

czwartek, 2 stycznia 2020

101. rocznica oswobodzenia Strzelna z jarzma pruskiej niewoli



Dzisiaj, 2 stycznia 2020 r. mija 101 rocznica wyzwolenia Strzelna z jarzma 146-letniej niewoli pruskiej. Ciemiężyciela pomogli nam przegnać powstańcy gnieźnieńscy, witkowscy i wrzesińscy dowodzeni przez sierż. Mieczysława Słabęckiego, do których dołączyli powstańcy z Gębic, Mogilna, Wylatowa, Kwieciszewa i Strzelec oraz nasi z Młynów dowodzeni przez sierż. Józefa Owczarskiego. Później dotarli do miasta powstańcy z Ostrowa i Wójcina oraz innych miejscowości powiatu strzeleńskiego. Po wielokroć już pisałem o Powstaniu Wielkopolskim odnosząc się do wydarzeń związanych z jego przebiegiem  w Strzelnie i okolicy. Ostatnio obszerny opis wydarzeń poprzedzających wybuch powstania, walki w Strzelnie oraz pierwsze dni wolności opisałem w książce Strzelnianie odznaczeni Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym 1918-1919, w rozdziale Strzelno w Powstaniu Wielkopolski. Okazuje się jednak, że moje liczne kwerendy i poszukiwania, co rusz przynoszą nowe informacje, które poszerzają i ubogacają tradycje powstańcze strzelnian. Dzisiaj przywołam dwa nowe wątki. Pierwszy związany jest z harcerską pracą konspiracyjną w przededniu wybuchu powstania i udział skautów w walkach o Strzelno. Opisuje tamte dni w 1939 r. na łamach regionalnej prasy Tadeusz Kaliski. Drugi wątek z wydarzeniami z 2 stycznia 1919 r. opisany został przez Zygmunta Czaplę na podstawie zebranych przez niego relacji uczestników tamtego zrywu i opublikowany w 1929 r.



Zatem przejdźmy do wątku pierwszego, czyli do działalności na niwie niepodległościowej skautów strzeleńskich. Przypomnę, że pierwsza strzeleńska Drużyna Skautowa im. Naczelnika Tadeusza Kościuszki w Strzelnie powstała w 1916 r. Za rozkazem dowództwa Generalnej Komendy II Korpusu Armii w Szczecinie z dnia 13 maja 1918 r., a na mocy § 9b Prawa o stanie oblężenia z dnia 4 czerwca 1851 r., z dniem 14 maja 1918 r. zostały rozwiązane drużyny skautowe działające na obszarze zaboru pruskiego. Oficjalnie, po doręczeniu dh. Józefowi Gałęzewskiemu rozkazu podpisanego przez Zastępcę Dowodzącego Generała II Korpusu Armii gen. Vletinghofa (generała kawalerii) przestała działać również Drużyna Skautowa im. Naczelnika Tadeusza Kościuszki w Strzelnie. Wiadomość ta wywołała przejęcie do głębi serca i przygnębienie wśród skautów. Schowano mundury, odznaki, lecz duch, jak słup ognia pozostał, a Niemcy nie byli go wstanie wydrzeć Polakom. Nie zważając na groźne konsekwencje dh Józef Gałęzewski rozpoczął ściśle tajną pracę. Powołał do niej najbardziej zaufanych i przeszkolonych druhów. Wszyscy przybrali pseudonimy, pod którymi rozpoczęli działalność konspiracyjną.


Mimo zakazu dh Józef Gałęzewski zwołał lot drużyn do lasów miradzkich pod Strzelnem, na który zjawiły się drużyny z Mogilna, Trzemeszna i Gniezna, w liczbie około 100 skautów. Z rozwiniętymi sztandarami udali się zlotowicze na nabożeństwo do Strzelna. Za czyn ten dh Gałęzewski pociągnięty został do odpowiedzialności karno-sądowej i skazany na tydzień aresztu oraz pokrycie kosztów sądowych w wysokości 21 marek. Za ten sam czyn ukarany został również aresztem dh Lange, drużynowy Drużyny im. Lecha z Gniezna. Poza tym majątek drużyny strzeleńskiej władze skonfiskowały i przekazały Deutscher Pfadfinderbundowi - niemieckiemu stowarzyszeniu skautów. Po odebraniu Gałęzewskiemu rogatywki wręczono mu powołanie na 6 czerwca 1918 r. do służby wojskowej w Świnoujściu.

Nadeszła chwila porachunku z ciemiężcą. Od 2 stycznia 1919 r. skauci strzeleńscy wzięli czynny udział w powstaniu. Starsi druhowie jak: Józef i Władysław Gałęzewscy, Mieczysław Sulinowski, Alojzy Lasocki, Tadeusz Twardowski, Jan Streich, Wacław Kujawski, Michał Wojdyński, B. Gołąbek, Bolesław Oborski, Ludwik Brodowczyński, Borucki i inni walczyli z bronią w ręku. Młodsi druhowie jak: Franciszek Laskowski, Władysław Grześkowiak, Feliks Dejewski, Józef Rajski, Nowakowski, Leon Witkowski, Stefan Kledzik, Jan Prus, Zajączek i Kotecki pełnili funkcje w Komendzie Miasta jako gońcy, przy kuchni jako kuchciki, przewozili broń, obsługiwali telefony itp.


Wątek drugi skreślony piórem Zygmunta Czapli wzbogaca mało znanymi dotychczas epizodami przebieg powstania w Strzelnie:
Po zawiązaniu się w połowie listopada 1918 r. w Strzelnie, mieście powiatowym, a w trzech czwartych polskim, Powiatowej Rady Ludowej pracowali nad zbudzeniem ducha narodowego i wolnościowego: ks. Romuald Sołtysiński, proboszcz z Siedlimowa, ks. Kazimierz Stankowski, proboszcz z Ostrowa nad Gopłem, dr Juliusz Trzciński z Ostrowa nad Gopłem, dr Zygmunt Zakrzewski z Mirosławic, Józef Imański z Frydrychowa [po 1918 r. Rzepowo - M.P.], Mateusz Foterek z Jezior Wielkich, Franciszek i Kazimierz Kotasowie z Chełmiec oraz Bolesław Pińkowski, Antoni Paternoga, Ignacy Świątkiewicz i Włodzimierz Wojciechowski, obywatele miasta Strzelna.


Ku końcowi grudnia przybył do Strzelna oddział Heimatschutzu złożony z 70 żołnierzy pod dowództwem młodego podporucznika. Żołnierze włóczyli się gromadnie po ulicach, spychali ludzi z chodników i w ogóle szukali zaczepki. U kupca Rucińskiego urządzili gruntowną rewizję, szukając karabinów maszynowych. Okazało się, że maszynkę do napychania kiszek wzięli za karabin maszynowy. Przeciw temu najazdowi wniosła Powiatowa Rada Ludowa energiczny protest do Inowrocławia i Berlina. Wobec szykan ze strony żołdactwa niemieckiego uchwalono na jednym z ostatnich zebrań PRL w lokalu Pińkowskiego uderzyć w dniu 2 stycznia 1919 r. wieczorem o godz. 21:00 na oddział Heimatschutzu. Zastrzelenie konia dzierżawcy probostwa Waligóry przez żołnierza w dzień Nowego Roku nie wywołało żadnego odruchu zemsty, już tak czy tak podnieconej, strony polskiej.


Tymczasem maszerowały dnia 2 stycznia już od rana oddziały powstańcze od strony Mogilna i Gębic na Strzelno i zatrzymały się pod lasem w rowach przed leśniczówką Kopce. Tego samego dnia odbywało się w bliskim sąsiedztwie polowanie. Myśliwi, sami Niemcy, między nimi Luther, dzierżawca Strzelna Poklasztornego, spostrzegli wnet grupki powstańców i poznali Włodzimierza Wojciechowskiego i Stefana Różnowicza, którzy wyjechali na wywiady. Po powrocie swoim do miasta podzielił się Luther spostrzeżeniami swoimi z Heimatschutzem.


Tenże nie czekając ani jednej chwili wystawił jeden kulomiot przed starostwem, drugi na ulicy Młyńskiej wprost w ulicę Szeroką celem ich ostrzeliwania, trzeci na budynku Edmunda Grzeszkowiaka. Była godz. 14:15. Równocześnie zawiadomił Włodzimierz Wojciechowski swojego zaufanego Władysława Trzeckiego, że atak polski rozpocznie się o godzinie 16-tej. Gdy obydwaj przebiegli Rynek i udali się na ulicę Kościelną celem rozpoczęcia przygotowań, poczęto z wieży kościoła protestanckiego bić w dzwony na alarm, niby to na pożar, niby to na pogrzeb. Wtenczas objął Wojciechowski dowództwo powiatu, a Trzecki miasta. Jego oddział złożony z 16 ludzi uzbrojonych udał się w ul. Młyńską, drugi oddział powstańców ruszył w stronę Mogilna. Lecz już nadchodziły oddziały powstańcze pod dowództwem Mieczysława Słabęckiego i Józefa Owczarskiego przyspieszonym marszem z pomocą. Zawrzała walka czterogodzinna i zacięta. Padło dwóch Gnieźnian, Pachowiak i Plewiński. Niemcy w zamiarze pokrzyżowania planów polskich dali niemały postrach, jakby posuwali się z kulomiotami naprzód. Powstańcy zaczęli uciekać w ulicę Cegiełkę, przewracając się podczas ucieczki. Atoli Trzecki zdołał swoim energicznym wystąpieniem rozpierzchających się powstańców powstrzymać i poprowadzić do ataku na gniazdo, czyli ognisko Heimatschutzu w Domu Towarzystw Niemieckich. Jednocześni rzucił z dachu sąsiedniego granat ręczny Wacław Wieczorkiewicz na stojący na ulicy kulomiot, niszcząc go i raniąc ciężko obsługę. Drugi kulomiot zdobyto przed starostwem. W międzyczasie uciekło 65 żołnierzy niemieckich, a 19 wzięto do niewoli. Wieczorem o godzinie 19:15 było gniazdo wroga w rękach polskich.


Przybyłych powstańców - zwycięzców przyjmowało obywatelstwo strzeleńskie ze staropolską gościnnością. Na majątku Strzelno-Poklasztorne zabrano wielką ilość broni i amunicji i zarekwirowano wozy wszelkiego rodzaju na podwody dla powstańców na dalszą drogę do Kruszwicy.


W oddzielnym artykule przywołam jeszcze wspomnienia powstańcze ks. Wacława Morkowskiego o wydarzeniach w Ludzisku, Markowicach, okolicach Kościeszek oraz o udziale markowiczan w zrywie powstańczym.