 |
Żłóbek Bożonarodzeniowy w strzeleńskim kościele św. Trójcy i NMP - 1996-1997 rok |
Jako, że tradycja nakazuje
składanie sobie życzeń, takoż i ja czynię wespół z moją rodziną: z żoną,
dziećmi i wnuczętami. Życzymy naszym rodzinom, znajomym, a szczególnie
czytelnikom bloga zdrowych, szczęśliwych i spokojnych świąt. By brakującym
przestało brakować, by posiadającym starczyło na dzielenie się z
potrzebującymi, by zapanowała zgoda i przyjaźń, a szczególnie życzymy
spełnienia się wszystkiego, co dobro niesie. Radości bycia z najbliższymi,
nawet na odległość. Zaś Tym wszystkim, którzy za chlebem wyjechali i w
innych krajach zwyczaj polski kultywują, życzymy wszelkich łask Bożych i
pamięci o tych, którzy w kraju pozostali i modlą się za rychłe powroty. Niech
przychodząca na ten świat Boża Dziecina błogosławi nam wszystkim.

Nadto - Wam wszystkim - ofiarowuję
to moje opowiadanie, które, jak mniemam wprowadzi was w nastrój świąteczny.
Kiedy nastaje okres świąteczny w
licznie wydawanych czasopismach możemy wyczytać, jakie to onegdaj panowały
zwyczaje bożonarodzeniowe, skąd one się wzięły i czy są jeszcze kultywowane.
Wszem i wobec podaje się do wiadomości, że strojna choinka to zwyczaj zachodni
i najwcześniej przyjęła się w zaborze pruskim, że kolędy śpiewano już w
średniowieczu przy żywej szopce zbudowanej przez św. Franciszka i że pierwszy
żłóbek zbudowano w Neapolu w XIII w.. Sporo uwagi poświęca się jadłu
świątecznemu: rybom na wiele sposobów sprawionym, grzybom i suszom owocowym,
potrawom kapustnym i mącznym z pierogami wszelakimi skrywającymi pyszne
nadzienie. Oddzielną pozycję w barwnych czasopismach zajmują wypieki cukiernicze
z królującymi piernikami i makowcami, a także innymi pysznymi słodkościami i
łakociami świątecznymi.

Moja pamięć przywołuje tak odległe
czasy, że można, by je podzielić na wiele epok. Czyż jestem, aż tak stary?
Raczej nie, ale mą pamięć wydłużają opowieści mamy o dawnych zwyczajach i
wspominki cioci Peli - o tradycjach panujących w strzeleńskich rodzinach. W
samym Strzelnie niewiele jest rodzin, których miejscowe korzenie sięgają XVIII
w. Można byłoby policzyć je na palcach jednej ręki. Znacząca większość to
rodziny, które przybyły do Strzelna w XIX i na przełomie z XX wiekiem.
Osiedlając się tutaj zaprowadzały swoje zwyczaje, które niewiele, acz różniły
się od miejscowych. Gro nowych mieszkańców stanowili kawalerowie żeniący się ze
strzelniankami i na odwrót. Znaczący ich odsetek pochodził z centralnej
Wielkopolski, zaś z Kujaw, ograniczał się do tzw. Kujaw rozdzielonych w 1772 r.
linią zaborów, czyli Kujaw Zachodnich. Tak też stało się z moją rodziną, której
kądziel była miejscową, zaś miecz pochodził spod poznańskiego Głuchowa.
Jak wiele zwyczajów wniósł dziadek
Poznaniak, a jak wiele babcia Kujawianka, dziś nie sposób stwierdzić, gdyż
węzłem małżeńskim połączyli się w 1902 r. Ale czytając prasę z II połowy XIX w.
mogę śmiało powiedzieć, że święta Bożego Narodzenia, niemalże niczym się nie
różniły na obszarze całego zaboru pruskiego. Dlatego też, rozważając temat
zwyczajów świątecznych pamiętajmy, że są to święta kościelne, zatem ściśle
związane z kalendarzem liturgicznym. Okres poprzedzający te najpiękniejsze
polskie święta, to czas Adwentu, czyli oczekiwania na przyjście Bożej Dzieciny.
Rozpoczyna się on na cztery tygodnie przed Wigilią. Jako dzieci chodziliśmy w
tym okresie na codzienne nabożeństwa poranne, zwane Roratami- odbywały się one
o 6:00.
Kontynuując wspominki
bożonarodzeniowe przywołam starą tradycję, która całkowicie zanikła na początku
lat sześćdziesiątych, około 1962 r. Był to zwyczaj chodzenia - kolędowania z
szopką. Pamiętam to dokładnie, jak dwaj przebrani mężczyźni obchodzili co
znaczniejsze domy, sklepy i firmy prywatne. To kolędowanie zaczynało się na
tydzień przed Wigilią i trwało, jak mnie pamięć nie myli, do Trzech Króli.
Jeden z nich, zapewne ten ważniejszy, niósł przewieszoną na pasku przez szyję
szopkę betlejemską. Wykonana ona była w kształcie domku, z odsłoniętą przednią
ścianą. Wewnątrz znajdowały się figurki Świętej Rodziny, pasterzy, aniołków,
trzody – a wszystko wycięte w sklejce i oklejone barwnymi strojami. Obok
niosącego szopkę szedł drugi kolędownik, który niósł dużą wielobarwną gwiazdę
na trzonku. Raz po raz wprawiał ją w ruch za pomocą linki umocowanej na dwóch
rolkach. Już wówczas uważano ten zwyczaj za gasnący. Ostatnimi, którzy
odwiedzili Strzelno z tym świątecznym rekwizytem byli dwaj mieszkańcy Sławska
Dolnego. Pamiętam, jakby to było dzisiaj, choć minęło blisko 50 lat.
Zapamiętałem tę parę dlatego, że odwiedziła ona sklep cioci Peli. W podzięce
obdarowała Ona wędrowców „brzęczącą” monetą. Po tej wizycie, z grupą
dzieciarni, towarzyszyliśmy kolędnikom obchodząc z nimi rynek i ulice miasta.

Innym elementem świątecznej
tradycji jest choinka. W 1859 r. „Dziennik Poznański” donosił, że: Poznań, bowiem dawszy od dawna przystęp tak
miłemu dla młodych i starych dzieci germańskiemu obyczajowi strojenia choinki
Bożego Narodzenia podarkami, połączył ten zwyczaj ze staropolską kolędą i
nazwał to wszystko razem Gwiazdką. W naszym domu, jak i u sąsiadów, rodziny
i znajomych tą choinką zawsze był świerk. W mej pamięci zapisały się dwie
choinki, ta domowa i u cioci Peli. Tę właśnie ostatnią chciałbym przypomnieć,
gdyż była ona niezwykła. Drzewko oprawione w żeliwny stojaczek stało w dużym
okrągłym, jak stolik kwietniku, tuż przy fortepianie. Przybrane było ozdobami
pamiętającymi okres międzywojnia. Wykonała je własnoręcznie, jako panienka,
sama ciocia Pela. Wszystkie one były z papieru, łącznie z piękną gwiazdą
zastępującą niejako szpic. Całość utrzymana była w tonacji kremowej, gdyż
onegdaj biały papier zdążył nieco stracić swą śnieżną biel. Łańcuszek – kilkumetrowy
– był misterną plecionką rozkładającą się spiralnie wokół drzewka od dołu do
samej góry, jak jedna długa harmonika. Na nitkach wisiały przybrane w białe
krepowe sukienki uskrzydlone aniołki z buźkami wyciętymi z oleodrukowanych
kolorowanek. Zamiast bombek z gałązek zwisały misternie złożone na kształt brył
przestrzennych gwiazdy i gwiazdeczki – różnych rozmiarów, od maleńkich, jak
paznokieć do wielkich jak jabłko. W całość wpięte były spiralne białe świeczki,
które wyróżniały się nieskazitelną bielą. Choinkę pokrywał śnieżny puch
wykonany z waty opatrunkowej, zaś pod nią stał maleńki porcelanowy, również
biały żłóbek.
 |
Przez wiele lat budowałem z kolegami z MGOKiR takie i podobne żłóbki w kościele św. Trójcy i NMP w Strzelnie |
Wspominki moje chciałbym zakończyć
bożonarodzeniowym zwyczajem, jaki panował w organizacjach społecznych,
instytucjach i szkołach w okresie międzywojennym i kontynuowany był do roku
1948, by z kolei odrodzić się po 1989 r. Generalnie nazywany był spotkaniem
wigilijnym lub opłatkowym. Bardzo wcześnie bo na przełomie lat 80. i 90. XIX
w., jak donosił „Nadgoplanin”, organizowano owe Gwiazdki dla ubogich dzieci
gromadząc dary i datki pieniężne za pośrednictwem redakcji. 31 grudnia 1887 r.
gazeta donosiła: We wilią o godz. 3
po południu odbyła się w pomieszkaniu księży wikariuszy gwiazdka dla biednych
dzieci, z których więcej niż 50 w ubrania, kapotki, pończochy, rękawiczki itp.
zaopatrzonych zostało. Ta sama gazeta, choć ukazywała się przez niespełna 5
lat, przed świętami była zawsze pełna cudnych staropolszczyzną pisanych reklam.
Jedna z nich głosiła, że za zaliczeniem pocztowym można dostać cukierki na
choinkę w pudełku, które zawiera 440 sztuk łakoci zapakowanych w papierki o
prześlicznych wzorach. Wystarczy napisać do Drezna… Inna głosiła, że od 1
grudnia w Kruszwicy u Romana Sępowskiego trwać będzie „wystawa gwiazdkowa”.
W starych kronikach strażackich, w
gazetach regionalnych i specjalistycznych znajdujemy opisy mówiące o
spotkaniach różnych środowisk w okresie przedświątecznym, jak i po świętach, a
nawiązującym do przyjścia Bożej Dzieciny na świat. Świąteczne Wigilijne
jednania miały miejsce na frontach I wojny światowej, kiedy to opłatkiem
dzieliły się zwaśnione strony. Nie dziw, zatem, że szczególnie kultywowano ten
zwyczaj w odrodzonej Polsce. Strzeleńscy strażacy, na kilka dni przed Wigilią
spotykali się w restauracji tzw. „Parku Miejskiego” u swego komendanta druha
Wiktora Piątkowskiego. Za sprawą sponsorów urządzano Wigilię Strażacką, na
której podawano kiszkę z wody z kapustą kiszoną zasmażaną i bułkami. Do tego
gorąca herbata oraz ciasto piernikowe i strucla makowa. Wspólnie przy
specjalnie przygotowanej choince śpiewano kolędy. Wigilia u strażaków, jak
również w innych organizacjach społecznych, była jednocześnie częścią
działalności charytatywnej stowarzyszeń. Mianowicie obdarowywali oni swych
bezrobotnych i ubogich druhów konkretnymi paczkami świątecznymi. Ich skład był
różny, generalnie były to artykuły żywnościowe. Na przykład Młyn Parowy
Zygmunta Jaśkowiaka, co roku darował kilka worków kaszy i mąki, majętności
ziemskie żywiec, przerabiany u rzeźnika Lechowskiego na pyszne kiełbasy i
pasztety. Organizowano loterie fantowe i przedstawienia teatralne kończone
zabawami. Były to imprezy odpłatne, a uzyskany z nich zysk przeznaczano na
wsparcie przedświąteczne dla potrzebujących.

W zwyczaju szkolnym podobne
spotkania organizowano dla dzieci. W strzeleńskich szkołach od 1945 r. były to
spotkania klasowe oraz tzw. gwiazdki dla ubogi dzieci. Zaś na wsiach w
spotkaniach uczestniczyli również rodzice. Każde takie spotkanie miało w
programie przedstawienie jasełkowe, lub teatralne nawiązujące do tradycji
świątecznej oraz śpiewanie kolęd. Pięknie te zwyczaje opisane są w starych
kronikach szkolnych, jednakże ich żywot kończy się z grudniem 1948 r. Spotkania
wigilijne zostały zastąpione choinką noworoczną a tradycyjnych kujawsko-wielkopolskich
Gwiazdorów zastąpiły Dziadki Mrozy – rodem z krainy dobrobytu socjalistycznego.
Podobne noworoczne choinki organizowały związki zawodowe dla dzieci swych
pracowników i choć wówczas również przychodziły Dziadki Mrozy, to i tak myśmy
nazywali ich Gwiazdorami, a owe słynne „paczki” Gwiazdkami, przenosząc stare
nazewnictwo domowe do życia publicznego.
Po 1989 r. w niektórych zakładach
kultywowano i kultywuje się zwyczaj socjalnych „paczek” świątecznych. Ale on
pomału zanika, choć jeszcze niektóre zakłady pracy podtrzymują go. Za to
rozwinęło się wypłacanie tzw. „karpiówki” z funduszy socjalnych oraz wydawanie
pracownikom bonów towarowych do realizacji w marketach i sklepach
wielkopowierzchniowych. Do łaski powróciły spotkania opłatkowe urządzane szczególnie
w okresie poświątecznym z udziałem osób duchownych. Swego rodzaju novum
przyniosły też i czasy, w jakich przychodzi nam żyć. Od lat dziewięćdziesiątych
zaprowadzono zwyczaj spotykania się władz miejskich z samotnymi i ubogimi
mieszkańcami miasta i gminy. Corocznie Stołówka Gimnazjalna ze środków MGOPS
przygotowuje piękne Wigilie. Na stoły trafiają wyśmienite staropolskie posiłki,
którym towarzyszy łamanie się opłatkiem i wspólne spożywanie dań świątecznych,
a do tego śpiewanie kolęd. Takie Wigilie przygotowywał zespół pracownic
kierowany przez moją małżonkę.

Ale w tym wszystkim, co przeżywamy
w Wigilię Narodzenia Pańskiego najważniejsze jest to, że staropolskie zwyczaje
domowe, choć już nie w tak pełnym wymiarze, jak te naszych matek i babć, nadal
są żywe i nie poddają się trendom współczesnym, że tak powiem uprzemysłowionym.
Szczęść Wam Boże! Łamiący się z Wami opłatkiem
Marian Przybylski z żoną Lidką
i ukochaną rodziną