piątek, 22 lutego 2019

Zbrodnie, które wstrząsnęły Strzelnem - cz. 2. Śmierć po północy - cz. 2, czyli: Urzędnik skarbowy zabity młotkiem



Po kilkakrotnym przeczytaniu głównego tytułu zadałem sobie pytanie, czy ów aby jest logiczny? Przecież wszystkie zbrodnie są wstrząsające, zatem po co takowy umieszczać? Wówczas dał o sobie znać instynkt, który z uporem wbijał mi w głowę - Marian, ty się kieruj łagodnością, a nie marketingiem i tak pozostawiłem. Podobnie było z podtytułem Śmierć po północy. Bardziej przyciągającym byłby: Urzędnik skarbowy zabity młotkiem. Dopiero działoby się z oglądalnością i czytelnictwem… A, co mi tam, dopiszę!   

Śmierć po północy - cz. 2
Czyli, Urzędnik skarbowy zabity młotkiem

Nocną zbrodnię z 7 i 8 sierpnia 1937 r. poprzedziły awanturnicze zachowania dwójki podejrzanych o jej dokonanie, to jest Antoniego Szczepańskiego i Kazimierza Kowalskiego. Około godz. 20:00 obaj udali się do majętności Stefana Kozłowskiego Strzelno Klasztorne z zamiarem podpalenia stogu. Zauważeni przez stróża, zostali spłoszeni i w pospiechu wrócili do miasta. Około 21:00 mocno już podchmieleni, znieważając przechodniów, zmuszali ich do schodzenia z chodników na jezdnię. Następnie wtargnęli na zamkniętą imprezę, odbywające się w lokalu Wiktora Piątkowskiego dożynki, urządzone przez Jana Balcerzaka dla pracowników jego dużego gospodarstwa. Zaczęli się tam awanturować do tego stopnia, że organizatorzy zmuszeni zostali do rozwiązania imprezy, by uniknąć przykrych następstw.

Po wyjściu z lokalu awanturnicy napadli u zbiegu ulic Inowrocławskiej i Cestryjewskiej Arnolda Denhego i Gustawa Meyera, zadając im ciężkie rany kastetem oraz tępym narzędziem - młotkiem. Rannych opatrzył dr Łyczyński, po czym odwieziono ich do szpitala, do Inowrocławia. Po tym zdarzeniu napastnicy udali się do restauracji Schulza przy ul. Kolejowej, gdzie zdemolowali całkowicie lokal i pobili właściciela. Po drodze Kowalski porzucił na Rynku kastet, a Szczepański ukrył młotek w kieszeni. Po awanturze u Schulza Szczepański wraz z Kowalskim udali się na ul. Św. Andrzeja do swojej znajomej, niejakiej Joanny Bekalarskiej.

Ofiara zbrodni Wacław Anielak.
 Była godzina ok. 3:00 nad ranem. Pod dom Bekalarskiej nadszedł idący z miasta do swojego domu Wacław Anielak. Przywitał się przyjaźnie ze swoimi przyszłymi oprawcami, po czym nawiązał rozmowę. Zapalili papierosy i nic nie świadczyło, by miało dość do bestialskiego i śmiertelnego pobicia. W trakcie swawolnej i wesołej wymiany zdań Anielak opowiedział przygodnie spotkanym o swoim przygodzie, czyli bójce jaką miał tydzień wcześniej z niejakim „Czarnym Jasiem”. Na dźwięk tego przezwiska Szczepański drgnął, gdyż pod nim krył się jego przyjaciel, niejaki Jan Stachowiak. 

Reakcja była natychmiastowa. Ni stąd, ni zowąd Szczepański rzucił się na Anielaka. Uderzeniem pięścią w nos powalił go na ziemię i w bydlęcej nienawiści począł kopać po twarzy bezbronnego człowieka. Świadek Kowalski w tym czasie spał pod płotem. Na odgłosy bójki obudził się i wraz z Bekalarską próbował bezskutecznie bronić Anielaka. Szczepaniak leżącemu na ziemi zadał również kilka uderzeń młotkiem, wyciągniętym ze swojej kieszeni. Świadkiem zdarzenia była również mieszkająca w pobliżu niejaka Krygierowa. Usłyszała ona gwar na ulicy i wybiegła przed dom, gdzie ujrzała Anielaka opowiadającego jak przed tygodniem pobił Jana Stachowiaka. Według jej relacji, po zakończonej opowieści Szczepański rzucił się na opowiadającego i dokonał bestialskiej zbrodni.


28 września 1937 r. w dniu imienin śp. Wacława Anielaka grono przyjaciół złożyło na grobie zmarłego wieniec i kwiaty - czytamy w „Kurierze Bydgoskim”. Dochodzenie prokuratorskie dobiegało końca. W poniedziałek 29 listopada 1937 r. Sąd Okręgowy w Gnieźnie na sesji wyjazdowej w Strzelnie rozpatrzył sprawę 21-letniego handlarza Antoniego Szczepańskiego ze Strzelna. Szczepański był wcześniej już aż 6-krotnie karany przez wymiar sprawiedliwości.

Akt oskarżenia zarzucał mu pobicie ze skutkiem śmiertelnym, a konkretnie umyślne zabicie Wacława Anielaka. Rozprawa trwała blisko 7 godzin i przewodniczył jej sędzia sądu okręgowego Brandowski w asyście sędziego sądu okręgowego Maślaka i sędziego sądu grodzkiego Stanisława Majcherkiewicza ze Strzelna. Oskarżał prokurator Goławski, a bronił oskarżonego z urzędu adwokat Moszczeński ze Strzelna. Po zaprzysiężeniu 12 świadków i biegłego dra Asta ze Strzelna, sąd na wniosek prokuratora udał się na wizję lokalną, która trwała godzinę. Po powrocie rozpoczęto przesłuchiwanie świadków.


Pierwsza zeznawała Tarczewska, która znalazła na Rynku skrwawiony ciężki kastet, którym posługiwał się w pobiciu Meyera Kowalski. Z kolei Skibski zeznał, że widział u Szczepańskiego młotek, a stróż miejski słyszał jak oskarżony powiedział:
- Cośmy chcieli, tośmy zrobili.
Świadek Marianna Krygierowa, która była obecna przy dokonaniu zbrodni, opisała dokładnie jej przebiegu. Po zajściu obie kobiety uciekły z miejsca pobicia Anielaka. Później do ich mieszkań przyszedł Szczepański wraz z Kowalskim i zastraszył kobiety, że: 
- mają być cicho sza, bo jak go wydadzą to będzie kula w łeb.
Towarzysz zbrodniczych poczynań Szczepańskiego, Kowalski opowiedział szczegółowo przebieg awantur i bójek dokonanych przez nich w mieście. Podkreślił przy tym słowa mordercy:
- Teraz się ludzie dowiedzą, jak Szczepański bije.
Starszy posterunkowy PP Matuszak wystawił oskarżonemu złą opinię:
-Oskarżony czuje wstręt do pracy, kradnie, i posiada mimo młodego wieku bogatą przeszłość kryminalną.
Pod koniec rozprawy zeznawał biegły dr Ast, wydając orzeczenie lekarskie, że pobicie i pokopanie spowodowało pęknięcie czaszki w kilku miejscach oraz wylewy krwawe podoponowe mózgu, skutkiem czego nastąpiła śmierć. 


Ostatnie słowa oskarżonego brzmiały:
- Chcę żyć jako człowiek i zapracować jeszcze na rodziców, i nie nosiłem się z zamiarem zabicia Anielaka, ale, o ile Sąd jest przekonania, że jestem wyrzutkiem społecznym, to proszę o karę śmierci.
Sąd po dłuższej naradzie ogłosił wyrok skazujący oskarżonego za umyślne zabójstwo śp. Wacława Anielaka z art. 225 par. 2 k. k. na karę 8 lat więzienia. Oskarżony przyjął wyrok spokojnie.

To tyle o wydarzeniu sprzed ponad 80. lat. Co ciekawe, przy okazji poszukiwania źródeł do podobnych awanturniczych wydarzeń, jakie miały miejsce w przedwojennym Strzelnie trafiłem na wiele informacji o chuligańskich rozróbach. Są one na tyle ciekawe, że warte są opisania i przypomnienia, że nic bezkarnie nie umknęło winowajcom.  
Koniec cz. 2
CDN
i będzie to: Śmierć wśród szkarłatnych róż 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz