 |
Przed dworem na Ziemowitach - w środku Helena Przybyszewska z wnukami i rodziną |
Okres świąteczny wywołuje w
nas nostalgię i to nie jako odczucie negatywne, ale ze wszech miar pozytywne.
Po prostu, pamięcią wracamy do lat minionych, lat opowiadanych przez rodziców,
dziadków, przypominając sobie, jak to drzewiej ludzie żyli, pracowali i
świętowali. Dzisiaj i ja chcę zabrać was w podróż w lata minione i opowiedzieć
o miejscu leżącym na południe od miasta, które z przysiółka - folwarku (części
wsi Łąkie) zmienia się w osiedle podmiejskie i niebawem stanie się częścią
miasta.
Do Łąkiego zawsze mnie ciągło: do
lasu, nad jezioro, a dawniej, kiedy byłem chłopcem do Jagodzińskich, do mojej
rodziny. Mieszkali oni pod borem, w niewielkim gospodarstwie pamiętającym
połowę XIX w. Tutaj urodziła się moja babcia Marianna z Jagodzińskich
Przybylska, po pradziadkach mieszkali - jej szwagierka Anastazja i nasze
wujostwo, ciocia Helena i wuj Franciszek. Co pewien czas - przed 1959 rokiem - w
niedzielę po sumie odwiedzaliśmy ich rodzinnie. Wówczas wujek Franek przyjeżdżał
po nas bryczką, a że było nas ośmioro (Hani wówczas nie było jeszcze na
świecie), wycieczka odbywała się w dwóch turach. Pamiętam, że kilka razy
podwoził nas znajomy ojca, pan Przybyszewski z Ziemowit, dużego gospodarstwa,
na gruntach którego powstaje piękne, podmiejskie osiedle. Miał on parę pięknych
koni o maści siwo-jabłkowitej (oszronionej) i do tego piękną bryczkę konną z
siedziskami vis a vis. W niej mieściliśmy się wszyscy, a na koźle właściciel z
ojcem.
 |
Sławetne szronki Przybyszewskiego w drodz z lasu. W tle zabudowania Ziemowit. |
To wspomnienie i nieszczęsne drzewa
przy drodze powiatowej do Łąkiego skłoniły mnie do napisania kilkudziesięciu
zdań o Ziemowitach, części wsi Łąkie. Dzieje tego gospodarstwa - folwarku
sięgają połowy XIX w. Wcześniej grunty tutejsze, tj. obszar na południe od
miasta pomiędzy wsiami Łąkie i Młyny, onegdaj należące do klasztoru
strzeleńskiego, po jego kasacie w 1837 roku zostały wchłonięte przez Domenę
Waldau i nosiły nazwę Strzelnoer Stadt
Feld - pola miejskie Strzelna. Około połowy XIX w. Całość podzielono na
cztery duże parcele, na których powstały przyszłe folwarki: Thomaschewo - Tomaszewo, Wilhelmowo - Ziemowity, Sophienhof - Zofijówka i Laskowo. Trzy z
tych folwarków miały powyżej 50 ha - Ziemowity 75 ha, Zofijówka 67 ha i Laskowo
64 ha. Nazwa miejscowa Ziemowity funkcjonowała do początku lat 90. XX w., po
czym, jako przysiółek stał się częścią wsi Łąkie.
 |
Rozmieszczenie zabudowań folwarku Ziemowity |
Na pierwszą informację o tych
folwarkach trafiamy pod rokiem 1853 i dotyczyła ona folwarku miejskiego
(późniejszych Ziemowit). Wówczas wymieniony stąd został Niemiec Karl Strecker,
którego sklasyfikowano w grupie zamożnych mieszczan strzeleńskich, utrzymujących
się z rolnictwa - folwarku miejskiego, czyli Wilanowa (przechrzczonego po 1873
roku na Wilhelmowo i po 1919 roku na Ziemowity). Należy w tym miejscu
zaznaczyć, że wszystkie wyżej wymienione cztery folwarki znajdowały się w
strefie miejskiej, dlatego też ich mieszkańców zaliczano do mieszczan.
Niemiec Strecker gospodarzył tutaj
ok. 30 lat i to jemu należy przypisać pobudowanie dworu i pierwszych zabudowań
folwarcznych. O sprzedaży folwarku Wilanowo (Wilamowo, Wilhelmowo) pod Strzelnem
dowiadujemy się z „Gazety Toruńskiej“, 1883 Nr 244, na której łamach podano, że
13 października 1883 roku nabył go: - …pan
Andrzej Baliński ze Strzelna, od Niemca (Karla - MP.) Strekera, wraz z odpowiednim ryczałtem na gruncie, za cenę 100 tysięcy
marek. Powierzchnia jego wynosi 310 mórg areału, gleba przydatna na wszelkie
rośliny. Jako katolik-Niemiec, dawniejszy właściciel, rządził się sprawiedliwym
uczuciem dla Polaków i wolał aby posiadłość owa w ręce polskie i katolickie przeszła,
a niżeli nam przeciwne. Chociaż tutejszy p. Würtz dawał mu 1500 marek więcej, nie
ogarnęło go łakomstwo. Dodać mi wypada, iż teraźniejszy właściciel był poprzednio
rzeźnikiem, rozpoczął swój zawód ze 180 talarami, obecnie ma tutaj w Strzelnie 150
mórg posiadłości, przy tym olejarnią. Początki miał bardzo trudne, gdyż jak mi powiadał,
został sierotą opuszczonym w 10-tym roku przez rodziców (matka żyła i w rok
później bogato ożeniła się po raz drugi), głód
nieraz jego był towarzyszem(? nadinterpretacja redaktora), a bieda mistrzynią jego życia. Wśród tych przeciwności
wyrósł Szanowny obywatel w cnoty, uczciwość, pilność, pracowitość, oszczędność i
wszelkie cnoty wyryły piętno na sercu i charakterze jego. Jako gwiazda przyświeca
nie tylko ziomkom, ale i naszym przeciwnikom. Doprawdy, żeby wszyscy Polacy tak
pracowali, Ojczyzna nasza, dawno by stanęła na nogach.
 |
Główna brama |
A teraz co nieco o nowym polskim
właścicielu Wilanowa - Wilhelmowa, Andrzeju Balińskim. Urodził się on w 1825
roku w Strzelnie i był synem Mikołaja i Franciszki z domu Krygier, córki Pawła
i Wiktorii z domu Arkuszewskiej. Po wczesnej śmierci męża Mikołaja, matka
Andrzeja, wdowa Franciszka Balińska z domu Krygier, w 1836 roku, w wieku 42
lat poślubiła Walentego Janiszewskiego syna Jana i Katarzyny z domu Musiałkiewicz.
Podając te dość szczegółowe koligacje rodzinne pragnę zwrócić uwagę, że wszyscy
wyżej wymienieni posiadali znaczny majątek w postaci nieruchomości miejskich,
jak i gruntów rolnych. Nadto drugi małżonek Franciszki, Walenty był radnym
miejskim. ten stan rzeczy daje niejako kłam stwierdzeniu, Andrzeja Balińskiego,
że miał trudne, życie po śmierci ojca, nic nie wspominając, że matka bogato
wyszła po raz drugi za mąż.

Wyuczony w zawodzie rzeźnika
uruchomił własny interes i wkrótce, bo w 1851 roku poślubił Franciszkę Janiszewska
(22 lat) córkę Piotra i Józefy z domu Łoboziewicz. Panna młoda pochodziła ze
znanego i majętnego, strzeleńskiego rodu mieszczańskiego - po prostu była
bratanicą Andrzejowego ojczyma, czyli małżeństwo z rozsądku (a może z
miłości?). Balińscy mieli dwie córki: Apolonię (ur. 1855) i Antoninę (ur.
1861). Pierwsza w 1881 roku wyszła za Emila Gustawa Neumana, a druga - już po
zakupie folwarku Wilanowo - Wilhelmowo w 1886 roku za Józefa Lewandowicza z sąsiedniego
Tomaszewa.
 |
Obora ze stajnia i główna brama wjazdowa w podwórze folwarku |
Stanisław Soliński właścicielem
Wilhelmowa był już przed 1902 rokiem. Znajdujemy go jako właściciela ziemskiego
w Kalendarzu na 1903 rok oraz w Spis ludności z 1910 roku. Jego rodzina
składała się wówczas z 7 osób - 3 mężczyzn i 4 kobiet. Z tego samego spisu
wynika, że na Wilhelmowie mieszkało poza Solińskimi 7 rodzin - 44 osoby (Dettkowie,
Streichowie, Kosielniakowie, Haturscy, Jastrzembscy, Kwiatkowscy, Falikowscy). Syn
Max Soliński ur. 2 września 1906 roku uczęszczał do Szkoły Wydziałowej w
Strzelnie. W 1911 roku, wraz z idącym postępem w hodowli, Smoliński przebudował
budynek obory i stajni, o czym świadczy data na wschodnim szczycie budynku.
 |
Szczyt wschodni ibory i stajni z datą roczną 1911 |
W 1908 roku Solińskiego wymieniono
wśród kandydatów na radnego miejskiego, jako zamożnego rolnika. Z danych
pochodzących z 1913 roku dowiadujemy się, że folwark Solińskiego liczył 76 ha,
w tym pola uprawne zajmowały 74 ha, a nieużytki 2 ha. Pogłowie inwentarza
składało się z 12 koni, 36 sztuk bydła rogatego, w tym 16 krów oraz 30 sztuk
świń. Po Powstaniu Wielkopolskim od czerwca 1919 roku zaczęto przywracać stare
polskie nazwy miejscowościom oraz nadawać nowe. Nazwa miejscowa Wilhelmowo
została zastąpione nazwą Ziemowity, nawiązującą do staropolskiego imienia
Siemowit - głowa rodu. W 1928 roku Stanisław Soliński wszedł w skład Komitetu
Honorowego Budowy Pomnika Najświętszego Serca Jezusowego w Strzelnie, który w
październiku 1930 roku stanął przed budynkiem Szpitala Powiatowego.
 |
Kaferek z wiatrowskazem |
O kilku wydarzeniach rozegranych na
folwarku Ziemowity donosiła przedwojenna prasa. I tak, w dniu 17 stycznia 1935
roku wydarzył się w gospodarstwie Solińskiego Ziemowity nieszczęśliwy wypadek,
któremu uległ 26-letni robotnik Bochat z Łąkiego. Podczas usuwania plew na
strychu zarwał się sufit i przygniótł Bochata, który odniósł cięższe
pokaleczenia na głowie. Nieszczęśliwego opatrzył dr. Łyczyński. Po udzieleniu
rannemu pierwszej pomocy, odstawiono go w stanie beznadziejnym do szpitala. W
kilka lat później, w styczniu 1938 roku wybuchł w majętności Ziemowity u
Stanisława Solińskiego groźny pożar. Pastwą płomieni padła stodoła i część
wielkiego chlewu. Wskutek mrozu i silnego wiatru akcja ratunkowa była bardzo
utrudniona i spaliły się dalej: szopa, sieczkarnia, maneż, torf, 50 wozów
koniczyny i siana oraz inne. Poza tym maszyna omłotowa i elewator, które były
własnością p. Beineckiego (Böhlke) z Łąkiego. Ogólna strata wyniosła 17350
złotych.

W czasie okupacji folwark przeszedł
w zarząd niemiecki. Po wojnie z przedwojennych dóbr ok. 50 ha nabył Jan Ludwik
Przybyszewski i gospodarzył tutaj do 1964 roku. Jan Ludwik urodził się w 1909
roku w Giżewie jako syn Józefa i Heleny z domu Janiszewskiej. Giżewo koło
Polanowic było 300-hektarowym majątkiem rodzinnym i po ojcu do 1939 roku gospodarzył
na nim brat Zygmunt Przybyszewski. Obaj bracia byli myśliwymi i w 1933 roku otrzymali
od starosty mogileńskiego karty łowieckie uprawniające ich do polowań w latach
1933-1936. Bratem ich był Komandor porucznik Zbigniew Przybyszewski (1907-1952),
zasłużony obrońcy polskiego wybrzeża. Wielokrotnie odznaczanego, został później
niesłusznie oskarżonego o szpiegostwo i skazanego przez komunistyczne władze na
karę śmierci. Wyrok wykonano w 1952 roku - roku moich urodzin. Giżewo po wojnie
zostało rozparcelowane.
 |
Dwór Przybyszewskich w Giżewie |


Jan Ludwik z małżonką utrzymywali
bliskie kontakty z właścicielem Zofijówki dr. Andrzejem Stelmachowskim
(późniejszym profesorem prawa, Honorowym Obywatelem Miasta Strzelna, marszałkiem
Senatu pierwszej kadencji 1980-1991, ministrem oświaty...) i jego rodziną.
Każdorazowe przyjazdy wakacyjne sąsiada Stelmachowskiego obfitowały we wzajemne
odwiedziny, długie rozmowy przy kawie i cieście, przejażdżki rekreacyjne
bryczkami po polach Ziemowit, Zofijówki oraz okolicznych lasach. Na dowód tej
sąsiedzkiej zażyłości załączam kilka zdjęć, które udostępnił wnuk Jana Ludwika
rodzinie obecnych właścicieli Ziemowit Państwu Mateńkom.
%20z%20matk%C4%85,%20m%C3%B3j%20ojciec%20-%20ch%C5%82opiec.%20Przed%20dworkiem%20w%20Ziemowitach..jpg) |
Prof. Andrzej Stelmachowski z matką - z wizytą u sąsiadów przed dworem na Ziemowitach |
 |
Jan Ludwik Przybyszewski z synem i stojącą obok matką Heleną i gośćmi |
Z Janem Ludwikiem jego żoną Rozalią
i dwoma synami mieszkała matka Helena z Janiszewskich Przybyszewska. Była to
starsza, niezwykle dystyngowana - podobnie zresztą jak zarządzająca Zofijówką
matka dr. Andrzeja Stelmachowskiego - kobieta, była dziedziczka na dobrach
giżewskich. Jako chłopiec pamiętam obie panie, jak przyjeżdżały na niedzielne
msze św. do strzeleńskiego kościoła. Później opowiadała mi o nich mieszkanka
Ziemowit p. Rzetelna: - Były to bardzo
eleganckie kobiety i choć „z wysoka się noszące“, to bardzo dobre dla ludzi.
Latem, wyjeżdżając do miasta zakładały piękne letnie kapelusze i cieniutkie,
jedwabne rękawiczki, długie aż po łokcie…
 |
Jan Ludwik Przybyszewski w środku z pracownikami |
Właściciel Ziemowit - podobnie jak
Zofijówki - zatrudniał u siebie ludzi do pracy na folwarku, przy zwierzętach i
w polu. W obsadzie inwentarza folwarku Ziemowity bardzo ważną rolę pełniły
konie, których było tutaj około 10 szt. Z nich dwa siwki nakrapiane - tzw.
szronki były końmi paradnymi używanymi tylko do rekreacji, wyjazdów do kościoła
i w odwiedziny sąsiedzkie. Był też koń do dwukółki, bryczki-dokardu używanego w
polu i do wyjazdów w interesach do miasta. Nadto w oborze stało kilkanaście
krów, w chlewie kilkadziesiąt sztuk trzody chlewnej i mnóstwo ptactwa. Jak na
czasy powojenne w gospodarstwie było dość dobre usprzętowienie, w postaci
narzędzi i maszyn uprawowych, siewnika, zestawu omłotowego i innych. Oczywiście,
że o wiele lepszym sprzętem Przybyszewscy dysponowali w przedwojennym Giżewie.
Już tam mieli pług parowy, traktor, garnitur omłotowy i inne zestawy uprawowe,
a do tego samochód osobowy. Nie było pisane Przybyszewskiemu zbyt długo tutaj
gospodarzyć. Pod koniec pobytu wydzielił z całego areały powierzchni
gospodarstwa kilka działek i sprzedał je prywatnym nabywcom. Na nich powstało
kilka siedlisk.

 |
Wyprowadzka do Poznania - dzieci p. Przybyszewskich z kierowcą
 |
W 1964 roku zabudowania i pozostałe
po folwarku 30 ha nabył od Przybyszewskiego rolnik Jerzy Piszcz. Po kilku
latach okazało się, iż dobry z niego gospodarz. Obora ze stajnią oraz chlewnia
zapełniły się inwentarzem, a w polu, pod koniec lata stało kilka dużych stogów
ze zbożem, czekających na jesienne i zimowe omłoty. Już w latach 70. XX w. na
tyle usprzętowił gospodarstwo, zakupując m.in. ciągnik do prac polowych i
transportu, iż pozbył się większości koni, pozostawiając do lat 90. tylko dwa.
Zaś na przełomie lat 70. i 80 rozebrał stary dwór i w jego części południowej
wystawił nowy, piętrowy dom. Po 1991 roku na części ziemi ok. 14 ha
gospodarzyła córka Urszula z mężem, a na pozostałej ziemi syn Andrzej, który
postawił dla swojej części nowe siedlisko. Dzisiaj spory fragment gruntów syna
zajmuje osiedle domków jednorodzinnych. Zaś zabudowania pofolwarczne, z których
część do dzisiaj pozostała i ziemię nabył w 2011 roku od córki Jerzego rolnik z
Książa Grzegorz Mateńko. Od 2012 roku właścicielami tej części jest jego syn z
żoną - Jakub i Katarzyna Mateńko. Jest to stare, z duszą siedlisko, którego
położenie w połowie XIX w. wytyczono za pomocą różdżki. Świadczy o tym
położenie na środku podwórza starej, już dzisiaj nieistniejącej studni, którą
znajdujemy na mapce sytuacyjnej folwarku.
 |
Obora ze Stajnią, a na dole gołębnik na tle nowego domu |

Opis starego folwarku na podstawie
kart ewidencyjnych zabytków architektury i budownictwa Ośrodka Dokumentacji
Zabytków w Warszawie:
Zespół folwarczny Ziemowity
założony był na planie czworoboku. Swoimi dłuższymi bokami rozwinięty był na
osi wschód-zachód. Podwórze folwarczne grupowało większość budynków, poza nim
znajdował się jedynie dom robotników folwarcznych. Główny wjazd na podwórze
znajdował się w jego północno-wschodnim narożu. Znajdowała się tu masywna brama
z trzema murowanymi filarami-słupami. Na południowy-wschód od bramy położony
był parterowy, z dwuspadowym dachem ceramicznym, zbudowany na planie prostokąta
dom-dwór właścicieli, flankujący podwórze od wschodu. Była to najstarsza
budowla, która powstała w 3/4 ćw. XIX w. Na początku XX w. był on przebudowany.
W elewacji frontowej znajdował się ganek i wystawka w elewacji tylnej weranda i
wystawka. Do południowej elewacji domu dostawiona była mała ceglano-drewniana
komórka, schowek. Na południe od domu znajdowała się jeszcze murowana,
zagłębiona w ziemi piwnica. Po rozebraniu domu, stanął w tym miejscu w latach
70/80. XX w. nowy, murowany dom piętrowy. Od północy podwórze folwarczne
zamykała stajnia i obora. Obiekt ceglany, nieotynkowany, wzniesiony został w 4.
ćw. XIX w. Stropy-sklepienia ceramiczne, odcinkowe na podciągach z dwuteowników
wspartych na żeliwnych słupach. Więźba dachowa płatwiowo-kleszczowa na dwóch
ścianach stolcowych, usztywniona rozporą i zastrzałami, ze ścianką kolankową
częściowo zabudowaną. Połacie dachowe pokryte dachówką ceramiczną z dwoma
kafarkami zwieńczonymi wiatrowskazami, na których widać metalowe sylwetki krowy
i byka.
 |
Drewutnia, kurnik i magazyn |
 |
Chlewnia |
W zachodniej części majdanu stała
wielka wieloklepiskowa, jednokondygnacyjna, drewniana stodoła z murowanymi
szczytami, przykryta dachem dwuspadowym o niewielkim pochyleniu połaci i o
pokryciu papowym. Między stodołą a stajnią znajdował się ceglany mur z furtą.
Od południa podwórze zamykało mieszkanie robotników folwarcznych, chlewnia z
użytkowym poddaszem nakrytym dwuspadowym dachem ceramicznym, w którym znajdował
się kaferek z drzwiczkami zrzutowymi oraz drewutnia, kurnik i magazyn - obiekt
w przyziemiu murowany a w partii poddasza drewniany z użytkowym poddaszem,
nakryty dwuspadowym dachem o niewielkim pochyleniu połaci i pokryciu papowym.
Na środku podwórza stoi studnia - niegdyś z korytami do pojenia bydła i koni - a kilka
metrów przed nią, na linii południowego szczytu dworu, na murowanym słupie
gołębnik.