piątek, 9 czerwca 2023

Boże Ciało - procesja eucharystyczna w Strzelnie

Wczoraj tłumnie uczestniczyliśmy w procesji eucharystycznej ulicami Strzelna do czterech ołtarzy. Przeszliśmy z bazyliki ulicą Kościelną na Rynek, a następnie na stopnie Wzgórza św. Wojciecha, gdzie wierni otrzymali błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem. W procesji podążali duchowni i wierni strzeleńskiej parafii, przedstawiciele różnych stanów, stowarzyszeń i organizacji, feretrony i poczty sztandarowe i dzieci sypiące kwiaty. Za wspólną modlitwę i świadectwo wiary dziękował wszystkim ks. dr Marcin Korybalski wikariusz naszej parafii.

Tu jest Jezus!

Eucharystia tworzy Kościół, buduje Kościół. Tu naprawdę możemy być i jesteśmy jedno. Wszystko więc, co się temu sprzeciwia, co wystawia naszą jedność na szwank, co jest przeciw jedności nas wszystkich, jest sprzeczne z Eucharystią i nie ma i nie może mieć w niej nigdy miejsca, ani w słowach, ani w gestach, ani w postawach, ani w życiu - mówił Prymas Polski abp Wojciech Polak podczas centralnych obchodów Uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa w Gnieźnie.






















































Foto.: Heliodor Ruciński


poniedziałek, 5 czerwca 2023

Restauracja Park Miejski - Zofijówka w Mogilnie

Przypadek sprawił, że wszedłem w posiadanie karty pocztowej z 1902 roku z widokiem budynków kompleksu gastronomiczno-kulturalnego i przyległym doń ogrodem - parkiem. Pocztówka opatrzona została opisem Gruss aus dem Stadtpark-Restaurant Mogilno - Pozdrawiamy z Parku Miejskiego i Restauracji w Mogilnie. I oto zrodził się we mnie dylemat - gdzie ów Park Miejski się znajdował. W tym czasie wzdłuż wschodniego brzegu Jeziora Mogileńskiego funkcjonowała promenada spacerowa, a miejsce, gdzie dzisiaj  znajduje się miejska oaza zieleni to było wówczas jedno wielkie bagno - zatem, gdzie? Poszukiwania w anonsach prasowych naprowadziły mnie na Zofijówkę, o czym będzie niżej, ale nadal nic, bo nie wiedziałem gdzie ona leży - w mieście, na jego obrzeżach, czy gdzieś dalej? Dopiero telefon do Przemysława Majcherkiewicza - rozmowa, sugestie, przypuszczenia naprowadziły nas na rozwiązanie tej zagadki. Przypomniało się Przyjacielowi, że przy ul. 900-Lecia jest budynek, na który mówią miejscowi „Park“. Szybko porównałem to miejsce z pocztówką i krzyknąłem - eureka! Gdy wieczorem wróciła z Bydgoszczy moja małżonka - mogilnianka, potwierdziła, że w budynku tym, nazywanym „Parkiem“, mieszkała nasza Ciocia.

Ówczesna ul. Bydgoska - Brombergstrasse - 1902 rok
2023 rok - ul. 900-Lecia 26 budynek „Park“

A teraz trochę o historii tego miejsca. Mniej więcej w tym samym czasie w granicach gruntów miejskich Strzelna i Mogilna zaczęły funkcjonować obszary nazwane przez ich właścicieli Zofijówkami (Zofijówka). Ich początek sięga II połowy XIX w. Nasza strzeleńska odnosiła i odnosi się do folwarku - majętności ziemskiej, a mogileńska do posiadłości miejskiej, zabudowanej piękną willą i ponad jednohektarowym ogrodem - parkiem. Mogileńska nazwa miejscowa Zofijówka z początkiem XX w. wypadła z obiegu i dzisiaj o jej istnieniu, a nadto położeniu wiedzą zaledwie dwie osoby, z których jedną jest mogilnianin Przemysław Majcherkiewicz, a drugą autor. Za to, wielu mogilnian wie o nazwie miejscowej „Park“, którą określa się piętrową kamienicę z dwoma oficynami przy ul. 900-Lecia 26. To właśnie to miejsce i stojącą niegdyś obok salę widowiskową, w miejscu której wybudowano blok nr 24 oraz ponad jednohektarowy ogród - park nazywano przez długie lata Restauracją Parkiem Miejskim w Mogilnie (Stadtpark-Restaurant Mogilno).

Przed 12. laty pisząc książkę o ziemiańskich rodach Bielickich i Jaczyńskich odnotowałem w niej, że w1867 roku Marianna (Marcyanna) z Paruszewskich Bielicka kupiła od Niemca Stefenhagena piękną willę wraz z dużą parcelą w Mogilnie. Na przyległej parceli założyła piękny ogród nadając mu charakter parku angielskiego. Cały ten ponad jednohektarowy obszar leżący pomiędzy współczesnymi ulicami 900-Lecia a Adama Mickiewicza Marianna Bielicka nazwała na cześć swojej wnuczki Zofii Jaczyńskiej (później zamężnej Chłapowskiej) Zofijówką.        

Bliżej Mariannę poznajemy ze wspomnienia pośmiertnego, opublikowanego w „Dzienniku Poznańskim“ (1890/178):

Z Mogilnickiego. Dnia 28 lipca odprowadziliśmy na miejsce wiecznego spoczynku śp. Marcyannę z Paruszewskich Bielicką, a liczny zastęp otaczający trumnę i łzy jego świadczyły najlepiej, jakiem było życie zmarłej.

Śp. Marcyanna urodziła się w 1830 roku w Kobylnikach na Kujawach z rodziców Sylwestra i Maryi z Jaczyńskich Paruszewskich; wychowanie otrzymała bardzo staranne, to też poszedłszy za mąż  za śp. Ludwika Bielickiego, dziedzica wsi Gozdanina i Marcinkowa, od razu podjęła stanowisko, jakie jej w społeczeństwie przypadło. Zmarła była wzorową żoną i matką, idealną panią dla służących, którzy do końca swego zwykle u niej pozostawali. Ale Bóg nie oszczędzał  śp. Bielickiej, zabrawszy ukochanych rodziców, męża, wszystkie z kolei dzieci powołał do siebie, przecież mężna ta i na wskroś religijna kobieta nie ugięła się pod brzemieniem cierpień - odtąd pozbawiona najbliższych przygarnęła do siebie całą rodzinę, zastępując sierotom matkę. Zofijówka, którą po śmierci męża zamieszkała, stała się prawdziwym ogniskiem ciepła rodzinnego i pomocy dla wszystkich potrzebujących - z najdalszych stron biedni zwracali się o wsparcie, a tego zmarła nikomu nie odmawiała. Ofiarność jej była bez granic, ręka jej bowiem była otwarta zawsze, czy to chodziło o cele wyższe, czy też o prosty datek, pomimo tego umiała utrzymać  majątek, choć długie jej były lata wdowieństwa. Strata tej zmarłej jest niepowetowana nie tylko dla całej rodziny, ale dla całego społeczeństwa, które w śp. Bielickiej traci znów jeden typ prawdziwej matrony polskiej. (…)

Sala widowiskowo-bankietowa ze sceną. W jej miejscu obecnie stoi blok nr 24

Po śmierci zacnej pani Marianny rodzina sprzedała nieruchomość, o czym dowiadujemy się z powiadomienia opublikowanego na łamach prasy poznańskiej, w którym ogłoszono 5 października 1892 roku, iż: Walne Zebranie Kółek Włościańskich odbędzie się tego roku u nas w niedzielę 9 października o godzinie 4 po południu na Zofijówce, dawniejszej posiadłości śp. Marcjanny Bielickiej, którą nabył pewien pan narodowości niemieckiej i założył tamże tak zwany ogród ludowy z restauracją. Dogodniejszego miejsca nie mogliśmy znaleźć.

Już w następnym roku właścicielem Zofijówki został p. Szymański, o czym dowiadujemy się z „Kuriera Poznańskiego“, w którym ukazał się anons donoszący, że: Walne Zebranie Wyborcze powiatu mogileńskiego odbędzie się w Mogilnie na Zofijówce u pana Szymańskiego w niedzielę dnia 8 października 1893 roku o godz. 3 po południu. Na porządku obrad pomiędzy innymi nauka o wyborach i sprawozdanie poselskie p. Stanisława Różańskiego (dziedzica z Padniewa).

W maju 1895 roku „Goniec Wielkopolski“ donosił, że: W Mogilnie urządza dnia 19 maja 1895 roku w niedzielę, Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół“ u druha Szymańskiego w restauracji „Parku Miejskim“ koncert, w celu przyjęcia sąsiednich gniazd sokolskich. Ponieważ takowy będzie nadzwyczaj urozmaicony, spodziewać się godzi, że liczna publiczność Mogilna i okolicy zechce przez swe przybycie złożyć dowód swej życzliwości dla mogileńskiego „Sokoła“. Kolejną organizacją, która korzystała z uroków Zofijówki było Towarzystwo Czeladzi Katolickiej w Mogilnie, które w niedzielę 21 czerwca 1896 roku urządziło zabawę letnią w tamtejszym Parku Miejskim.

Park Miejski - 1902 rok

Po kilku latach działalności prowadzonej przez Szymańskiego, interes przejął p. Bieliński. Dowiadujemy się o tym z kolejnego anonsu, donoszącego w 1898 roku o zebraniu przedwyborczym w sali u pana Bielińskiego na Zofijówce. Z kolei 27 lutego 1899 roku informowano, że: odbędzie się walne zebranie Towarzystwa Rolniczego Powiatu Mogileńskiego w Mogilnie w lokalu p. Bielińskiego (Zofijówka) o godzinie 4 po południu, na które z powodu bardzo ważnych spraw, uprzejmie zapraszam… Tutaj spotykali się także członkowie Towarzystwa Pomocy Naukowej im. Karola Marcinkowskiego na powiat mogileński, którzy odbywali tutaj swoje posiedzenia. Jedno z ogłoszeń informowało, że: Walne Zebranie TPN odbędzie się w niedzielę, dnia 10 grudnia 1899 roku o godz. 5 po południu w Mogilnie na sali pana Bielińskiego (Zofijówka), na które zaprasza Komitet.

Prawdopodobnie Bielińskiemu nie wyszła inwestycja w postaci wybudowania przy restauracji sali widowiskowej ze sceną. 3 czerwca 1900 roku w poznańskim „Postępie“ biuro handlu nieruchomościami Józefa Starka podało do wiadomości, że posiada do zbycia restaurację „Park Miejski“, w skład której wchodzi restauracja z ogrodem o powierzchni ponad 1 ha, dobre budynki i nowo pobudowana wielka sala. Sprzedaż miała nastąpić w Mogilnie w obiekcie restauracji w poniedziałek 11 czerwca o godz. 9 przed południem. Do transakcji doszło dopiero w roku następnym o czym dowiadujemy się z „Gońca Wielkopolskiego“, który w maju 1901 roku donosił, że: w Mogilnie sprzedano drogą subhasty (licytacji wynikłej z upadku firmy) znane miejsce zabaw, posiadłość Zofijówkę, której właścicielem dotychczasowym był p. Bieliński. Nowo nabywcą jest Niemiec Schramke. Szkoda!

Ostatnią informacją na jaką trafiłem o restauracji i sali widowiskowej „Park Miejski“ w Mogilnie było doniesienie prasowe mówiące, iż 21 maja 1903 roku odbywało się tutaj zebranie przedwyborcze. Wynika z niego, że mogilnianie nadal korzystali z tego miejsca, a przecież w ofercie mieli jeszcze tzw. Ogród Ludowy u Józefa Starka juniora, Łazienki z Restauracją nad brzegiem Jeziora Mogileńskiego u Niemca Friedricha Krügera, plenerowy Lasek Proboszczowski na Babie, a później jeszcze przybyły - lokal z salą Vereinhausu i Dom Katolicki im. ks. Piotra Wawrzyniaka oraz wiele innych pomniejszych lokali. W latach II Rzeczypospolitej nazwa Park Miejski wypadła z obiegu, pozostała jedynie jednoczłonowa nazwa budynku - „Park“… 

Foto. kolor „Parku“ Przemysław Majcherkiewicz 

 

 

wtorek, 30 maja 2023

Badeanstalt - czyli „Łazienki Łąkiewskie“

Badeanstalt - czyli „Łazienki Łąkiewskie“ nad Jeziorem Łąkie Małe przed 1907 rokiem.

Spotkałem się ze znajomym i ucięliśmy sobie pogawędkę.

- Czy wiesz, że w Łąkiem jest miejsce, które jeszcze przed wojną nazywano Łazienkami? - zapytałem go podstępnie.

- Łazienki w Łąkiem? To chyba jakiś żart? - pytająco odparł i szybko dodał - Łazienki w Warszawie to ja słyszałem, ale w Łąkiem?

Długo nie czekając zacząłem opowiadać, by chłopinę przekonać do mojej tezy, a to, co on usłyszał również Wam przekazuję, byście wiedzieli, że na przełomie stuleci XIX i XX do Łąkiego w letnie niedziele zjeżdżali strzelnianie, by zażywać kąpieli słonecznych i wodnych i to wcale nie nad Jezioro Łąkie (Głębokie), a nad Jezioro Łąkie Małe.

Łąkie w 1832 roku

 

Wieś Łąkie swoje urokliwe położenie zawdzięcza dwóm jeziorom i otulającym wieś lasom. Dzisiejsza miejscowość jedynie w kilku fragmentach przypomina tą dawną i aby przywołać ją po prostu należy przenieść się w tamte czasy. Jest wiele wsi w naszej gminie, które z racji swego położenia możemy opisać jako wyjątkowe, czy piękne. O tych przymiotach w ogromnej mierze decyduje wkomponowanie całej zabudowy w otaczający ją krajobraz. To nasi przodkowie wybierając miejsce na założenie tego pierwszego siedliska, czy osady, obierali zawsze miejsca im sprzyjające, szczególnie urokliwe, a do tego obdarzone niewidzialną mocą. To dzięki owemu urokowi i dziwnej mocy, po wyjeździe stąd, tak bardzo tęsknimy, by powrócić choć na chwilę i podładować swoje moce witalne.

Gościniec w Łąkiem - przde 1907 rokiem.

 

Korespondując ze mną ludzie piszą, że tęsknią i wyliczają dziesiątki przymiotów, które w nich tę nostalgię wywołują - tak chciałabym wrócić, poczuć raz jeszcze, dotknąć, upoić się zapachem i widokiem… Zapewne każdy z nas ma to jedno, jedyne miejsce, które po wyjeździe z niego chciałby jeszcze raz odwiedzić, czy wręcz do niego powrócić. Wyjątkiem są ci, którzy nie znają pojęcia tęsknoty, lub do niej się nie przyznają - uważam, że są oni nieszczęśliwi. Miłość tkwi w każdym z nas i aby być szczęśliwym, trzeba ją okazywać, dzielić się nią i uczyć jej innych. Tęsknota i miłość w jednej chodzą parze, dlatego też wszyscy, którzy przymioty owe posiadają są ludźmi dobrymi.

 

1911 rok. Badeanstalt - czyli „Łazienki Łąkiewskie“

Łąkie z racji swojego położenia - wtulenia się w ramiona leśne oraz otoczenia się dwoma jeziorami - od dawna przyciągało strzelnian. Do tej miejscowości turyści weekendowi zaczęli zjeżdżać już pod koniec XIX w., a to za sprawą jednego z tutejszych mieszkańców. Był nim Niemiec, Emil Robert Schleusener, którego ojciec Martin Schleusener przybył tutaj wraz ze swoją młodą, dopiero poślubioną małżonką Berthą Quilitz z Pomorza Zachodniego. Tutaj w tym samym 1849 roku przyszedł na świat Emil Robert. Rodzina otrzymała jedno z największych gospodarstw, po zmarłej w wyniku cholery polskiej rodzinie. Położone ono było po zachodniej stronie jeziora Małego, u północnego krańca wsi. Prawdopodobnie było to gospodarstwo po byłym folwarku klasztornym i poza budynkami i ziemią uprawną należało do niego również jezioro Małe. Martin Schleusener był dobrym gospodarzem i w krótkim czasie powiększył areał swojego gospodarstwa. Wieś powierzyła mu funkcję sołtysa, którą sprawował aż do śmierci, a pałeczkę po nim przejął syn Emil Robert, którego w 1903 roku w Księdze adresowej wymieniono Gemeindevorsteher - naczelnikiem gminy, czyli sołtysem. W 1884 roku - mając 35 - lat Emil Robert poślubił młodszą od siebie o 15 lat Wilhelminę Pechtold ze Stodół, córkę zamożnych rolników Jacoba Pechtolda Evy Zofii Zinser. Wilhelmina jak i jej rodzice byli potomkami kolonistów pruskich, którzy przybyli na Kujawy już w pierwszej fali osadniczej, tzw. fryderycjańskiej, w 1781 roku z Baden-Durlach z Wirtembergii.

 

Pod koniec XIX w. Schleusener dorobił się znacznego majątku. Jego gospodarstwo przybrało formę folwarku o areale 300 mórg. Obszerny murowany dwór posiadał 5 pokoi oraz dwie kuchnie i znajdował się przy nim piękny, duży ogród. W podwórzu znajdowała się duża murowana obora i stajnia ze spichrzem, drewniana stodoła oraz murowany budynek chlewni. Przy folwarku znajdował się nowo wybudowany dom komorniczy dla trzech rodzin. W jego granicach znajdowało się jezioro Małe, które gospodarz postanowił zagospodarować na cele rekreacyjne dla mieszkańców Strzelna, tzw. Łazienki. W tym celu wybudował gościniec przy drodze Strzelno - Gębice, z dużym ogrodem i budynkami gospodarczymi. Całość stanęła tuż przy grobli rozdzielającej jeziora - Małe od Głębokiego. Na samym Jeziorze Łąkie Małym pobudował łazienki. Była to budowla drewniana, którą łączył z brzegiem pomost. Posiadała ona 3 kabiny po stronie południowej i 3 po stronie północnej, które służyły do przebierania się w stosowne stroje kąpielowe. Miejsce to stało się popularnym i poza kąpieliskiem, mieszkańcy mieli do dyspozycji również łódki, którymi pływali po jeziorze.

Jezioro Łąkie Małe - 2020 rok.

 

Łazienki oraz gościniec, który poza częścią gastronomiczną dysponował również pokojami gościnnymi, Schleusener wydzierżawił restauratorowi - Niemcowi Franzowi Bittnerowi. Z bliżej nieznanych przyczyn w 1907 roku folwark z gościńcem i łazienkami zmieniły właściciela. W maju tegoż roku w „Gazecie Grudziądzkiej“ Spółka Rolniczo-Parcelacyjna z Poznania, podała ogłoszenie, że ma na sprzedaż folwark będący jej własnością w Łąkiem (Lonke) w powiecie strzeleńskim, niegdyś należący do Roberta Schleusenera. Leży on 3 kilometry od miasta Strzelna i zajmuje obszar 300 mórg (w tym jezioro) z inwentarzem żywym i martwym, oraz zapasami w zbożu i paszy. Ziemia buraczana w wysokiej kulturze, dobrze obsiana. Wyliczając liczne nieruchomości podano, że w skład majętności wchodzi nowy obszerny gościniec z budynkami gospodarczymi, z ogrodem i Łazienką (kąpieliskiem). Gościniec jest w znakomitym biegu. Roczna dzierżawa z niego wynosi 900 mk. Folwark sprzedamy tylko w całości. Bliższych szczegółów udzieli biuro nasze, jak też administrator nasz L. Kaczmarkiewicz na miejscu w Łąkiem. Ogłoszenie powtórzono w październiku i listopadzie, tym razem w „Kurierze Poznańskim“. 

Ostatecznie właścicielem folwarku w Łąkiem został Niemiec Carl Kottler i według danych z 1928 roku posiadał on 75 ha gruntów rolnych i specjalizował się w hodowli bydła mlecznego. W gospodarstwie trzymał licencjonowanego stadnika rasy nizinno czarno-białej i pobierał opłaty za krycie w wysokości 5 zł. W tym samym czasie gościniec wraz z łazienkami nad Jeziorem Łąkie Małe prowadził Niemiec J. Zobel - restaurator. Z opowieści rodzinnych dowiedziałem się, że w latach międzywojennych strzelnianie gremialnie korzystali z „Łazienek Łąkiewskich“, które czynne były od maja do połowy września. Również wielu strzelnian i samych mieszkańców wsi udawało się na tzw. dzikie kąpielisko, które zlokalizowane było w części południowo-zachodniej Jeziora Łąkie (Głębokiego). W miejscu tym - na skraju z lasem - wpływający do jeziora strumyk naniósł piasek i powstała samoistnie niewielka plaża. Generalnie jezioro było niedostępne z braku plaży, gdyż brzegi jego były strome, głębokie i muliste. Nie było również dostępu do jeziora od strony Hub - tam dopiero w latach powojennych powstała duża plaża z kąpieliskiem. Grupa strzelnian, którzy mieli możliwości transportowe, udawali się również do Przyjezierza, na piękną piaszczystą plażę.

Jezioro Łąkie - 2020 rok

 

W 1929 roku strzeleńskie władze powiatowe postanowiły zbudować nad Jeziorem Łąkie (Głębokie) piękne łazienki - kąpielisko wraz z pływalnią. O przedsięwzięciu tym donosił „Orędownik Urzędowy na Powiat Strzeleński“ w kwietniu tegoż roku. Opublikowane zostały wówczas na jego łamach zamierzenia Powiatowego Komitetu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego w Strzelnie, z których wynikało, że w Łąkiem powstanie

pływalnia wraz z kąpieliskiem. Zatwierdzono już wówczas przez Powiatowy Komitet WFiPW plan pływalni i kąpieliska, wskazując że zostaną one zrealizowane w miejscowości Łąkie, na tamtejszym jeziorze przez Gminny Komitet WFiPW miasta Strzelna. Uzasadnieniem do realizacji tych zamierzeń było stwierdzenie, że nad tym jeziorem mieszkańcy miasta Strzelna spędzają wszystkie pogodne dni lata.

 

Strzelnianie w 1929 r. na tzw. dzikim kąpielisku, które zlokalizowane było w części południowo-zachodniej Jeziora Łąkie (Głębokiego). W miejscu tym - na skraju z lasem - wpływający do jeziora strumyk naniósł piasek i powstała samoistnie niewielka plaża.

Dalej czytamy, że Powiatowy Komitet WFiPW polecił wybudowanie pływalni i kąpieliska w Łąkiem, rozkładając prace budowlane kąpieliska na 2 lata. W roku bieżącym miano ustalić teren, postawić oparkanienie, wybudować szatnie łazienek dla mężczyzn i kobiet oraz pobudować jedną pływalnię z podłogą. W kolejnym zaś roku zrealizować resztę planu. Niestety, wykonano tylko plan pływalni i kąpieliska, a reszta z ambitnych założeń spaliła na panewce. Stało się to za przyczyną wielkiego kryzysu ekonomicznego jaki dotknął świat i cały nasz kraj.

 

I już na zakończenie opowieści o „Łazienkach Łąkiewskich“, wspomnę, że uległy one likwidacji w związku z obniżeniem się lustra wodnego Jeziora Łąkie Małe. Kąpiele przeniosły się nad niebezpieczne Jezioro Łąkie (Głębokie). To lekkomyślne kąpiele w niebezpiecznym jeziorze pochłonęła wiele istnień ludzkich i to zarówno dzieci, jak i dorosłych. A oto jedno z takich zdarzeń odnotowanych na łamach gnieźnieńskiego „Lecha“, który donosił:

Ofiara kąpieli. Dnia 10 lipca 1932 roku bawiący w Łąkiem u ciotki swej 20-1etni Jan Łaszkiewicz ze Strzelna, wspólnie z kuzynem swym udał się nad brzeg jeziora łąkiewskiego z zamiarem wykąpania się. Łaszkiewicz, nie umiejąc pływać, wszedł mniej więcej 4 metry od brzegu i w pewnej chwili wpadł w głębię i zaczął tonąć. Na krzyki tonącego przybyło dużo ludzi, ale żaden nie odważył się przyjść tonącemu z pomocą. Zanim przyniesiono drągi ze wsi było już za późno. Przybyły łodzią rybak zaciągnął na jeziorze sieć i wyłowił topielca. Zastosowano natychmiast sztuczne oddychanie i inne zabiegi, lecz daremnie. Na miejsce

wypadku przybył również dr Alfred Fibig ze Strzelna, który stwierdził tylko śmierć. zwłoki topielca odstawiono do kostnicy szpitala powiatowego w Strzelnie. Śp. zmarły był jedynym synem i śmierć jego dotknęła bardzo boleśnie matkę.

Odrębną historię stanowią dzieje powojennego kąpieliska nad Jeziorem Łąkie (Głębokim), o którym pisałem już wcześniej. Zachęcam do powrotu do tegoż artykułu - https://strzelnomojemiasto.blogspot.com/2018/06/jezioro-akie-zwane-rowniez-gebokim.html


piątek, 26 maja 2023

Dzień Matki

Bez korekty - nasza Mama

Dzisiaj obchodzimy Międzynarodowy Dzień Matki. Każdy z nas wraca myślami do swojej Matki. W dniu tym ślemy życzenia, dajemy kwiaty, prezenty oraz siadamy ze swoimi Matkami przy stole, wspominając lata dzieciństwa i trud naszego wychowania. Szczególnie dziękujemy za ten wielki dar, dar życia i za opiekę nad nami, za chrzest, naukę bycia dobrym i kochającym, za wszystko, co nazywa się dobrym życiem.

Tak nachylona,
jakby szczęście niosła
w ramionach ciepłych i czułości pełnych.
Tak zapatrzona, jakby w oczach dziecka
odczytać chciała całą jego przyszłość.
I tak uśmiechem pragnąca zażegnać łzę jego każdą,
że wiesz:
to jest miłość -
siadła przy stole z synem na kolanach.
Taką ją widzę w czasu wielkich ramach

Żarliwość jej miłości.
Z nią najszczęśliwsze chwile,
które najwięksi poeci wielbili wspominając:
łagodne uciszenie wszelkich dziecięcych trosk
i najjaśniejsze światło
utraconego raju.

W lusterku się przegląda: żal jej, że lata lecą.
Że oczy coraz słabsze,
Choć blaskiem ciepłym świecą.
Że wkrótce minąć musi: zdrowie i uroda...
Chciałaby dla swych bliskich pozostać zawsze młoda.
"Życie rodzisz kwitnąc" (fragmenty), J. Brzozowska

Wielu spośród nas idzie również na cmentarze i staje przy grobach swoich Matek, czy z braku takiej możliwości w myślach modli się do Boga Ojca dziękując za wspaniałą tę jedyną Rodzicielkę. Po wielokroć wspominam Ją, przywołując z pamięci matczyny uśmiech i wspaniałe, wspólnie przeżyte lata.

Mama w środku z rodzeństwem: Pawłem, Ulką i Anią
Gdy rano wstałem, a było to bardzo wcześnie, podczas pacierza przypomniała mi się moja Mama. Gdyby żyła miałaby 97 lat. Czy mogłaby żyć? Gdyby nie choroba, zapewne tak. Przecież Jej starsza siostra Anna dożyła 98 lat. 
Moja Mama wychowała nas siedmioro, sześciu chłopaków i siostrę, która z naszego grona jest najmłodsza. Swoje życie dziecięce i młodzieńcze przeżyła radośnie, a było ono pełne miłości i sielanki. Dziadek, a ojciec Mamy był młynarzem i zawód ten kultywował od pięciu pokoleń - pierwsza wzmianka pisana o jego przodkach i zawodzie młynarskim pochodzi z przełomu XVII i XVIII w. Radość jej życia rodzinnego z dwiema siostrami - Anią, Ulką i bratem Pawłem przerwała wojna. Mama została wywieziona na roboty przymusowe. Jak sama wspominała trafiła na dobrych Niemców. Po powrocie zamieszkała w Strzelnie u swojej siostry Anny na młynie przy ul. Inowrocławskiej. Wkrótce wyszła za mąż, za starszego od siebie o 20 lat naszego Ojca Ignacego, który całą wojnę przesiedział w katorżni - obozie koncentracyjnym…

Mama po prawej, z koleżanką na Kawce przy młynie.
Od dzieciństwa pamiętam Mamę, jako osobę bardzo zapracowaną. Miała, co uwijać się przy powiększającej się, co dwa lata rodzinie. Po latach zastanawiam się, czy miała aby czas dla siebie? Kiedy zasypialiśmy, Ona przy włączonej lampce nocnej czytała książki, a było tego, co niemiara. Po prostu, połykała przepastne tomiska. Rano wstawała bardzo wcześnie, gotowała muskę - mleczną zalewajkę i budziła nas. Pacierz, mycie w zimnej wodzie, ubieranie, śniadanie, starsi do szkoły, drobiazg w domu. Tyle czynności, a tu dopiero początek dnia. Pierwszy wychodził ojciec - do pracy w szpitalu, gdzie był głównym księgowym. Mama pozostawała z najmłodszymi, szybkie zakupy, szykowanie obiadu, przepierka, sprzątanie, a po naszym powrocie dopilnowanie nas byśmy lekcje - pracę domową odrobili.

W narzeczeństwie z Ignacym
W niedzielę msza św. My starsi byliśmy ministrantami i z wypranymi oraz wyprasowanymi przez Mamę komżami biegliśmy już od rana służyć do mszy. Niedzielny obiad, a po nim obowiązkowy spacer rodzinny - wyjście za miasto, na Bławaty, Jeziorki, do Łąkiego, do lasu na Laskowo, Młyny… Przy tej okazji odwiedzaliśmy rodzinę: Jagodzińskich, Łojewskich, Kwiecińskich… Mama starała się utrzymywać bardzo serdeczne kontakty z familiantami.

Mama z Tatą
Mama większość swojego życia, w tygodniu niemalże sto procent dnia i duży odsetek nocy, poświęcała nam; byśmy nie byli głodni, oprani, zadbani i pełni wiedzy, zarówno tej szkolnej, jak i świata nas otaczającego. To na Nią spadł cały ciężar wprowadzania nas w dorosłość. Kiedy miałem 14 lat, Wojtek chodził do technikum, Antek zdał egzaminy na studia, Michał zaczął pracować, a młodsi: Tadziu, Grzesiu i Hania chodzili do podstawówki, po ciężkiej chorobie zmarł Ojciec…

Nocami słyszeliśmy, jak Mama płacze, szepcząc, - czy ja aby dam sobie radę? Dużo, czy wręcz bardzo dużo się modliła. Wpoiła w nas pamięć o Ojcu… Przez wiele lat, podczas Wigilii, kiedy łamaliśmy się opłatkiem, mamie łzy leciały - to na wspomnienie Ojca, a później z radości, że podołała, że udało się. Wszystkich nas wychowała na ludzi, jak mawiali najbliżsi, sąsiedzi, znajomi. Kiedy pozakładaliśmy rodziny, pozostała z najmłodszą latoroślą - siostrą Hanią i jej rodziną. Miała dobrze, przyszła choroba…

W odwiedzinach u koleżanki Sabinki - mama po prawej
Pamiętam, jak zgubiłem złotówkę, to mama mawiała: - Maryś, idź szukać, może znajdziesz, bo ja za złotówkę goniłabym psa do Markowic.
Kiedy sama coś zgubiła, zawsze modliła się do św. Antoniego - patrona rzeczy zagubionych. I co? Ano to, że zawsze znajdowała.

Mamo, dziękuję!