piątek, 30 października 2020

Spacerkiem po Strzelnie - cz. 105 Ulica Inowrocławska - cz. 1


Lata 20. XX w. - ul. Inowrocławska, widok od strony starego magistratu ku rynkowi 

Było to w 2009 r., końcówka września kiedy zacząłem po raz pierwszy pisać kompleksowo o ulicy Inowrocławskiej. Wcześniej zbierałem o niej informacje, a najstarsze opisy jakie przetrwały w moich zbiorach dotyczą: starego magistratu, synagogi i społeczności żydowskiej. Do tej ulicy czuję ogromny sentyment. Przy niej wszystko się zaczęło, dla mnie, mojego rodzeństwa, mojej rodziny. Cała nasza siódemka tutaj w kamienicy pod numerem 1 przyszła na świat. Dzisiejszy jej wygląd już nie przypomina tego z lat dzieciństwa. Wiele elewacji nadaje jej posmak szarości, którą gdzieniegdzie przebija jasność pastelowych barw. Generalnie ciąg zabudowy obu pierzei wygląda jak szczerbata ulicznica. Wyburzony został kompleks starego magistratu oraz zniknęła kamienica pod numerem 10. Wąska gardziel na odcinku Rynek - Lipowa i potężny ruch samochodowy stwarzają ogromne zagrożenie dla istniejącej zabudowy. Właśnie ten pierwszy odcinek współtworzy śródmieście, czyli centrum miasta. Dalszy fragment ulicy o rozstrzelonej zabudowie to typowa wylotówka z miasta zakończona ogródkami działkowymi i rondem.

W latach międzywojennych była to bardzo ważna ulica dla powiatowego miasta Strzelna. Mieściło się przy niej kilka placówek handlowych, trzy piekarnie, trzech rzeźników, dwie restauracje zakład wyrobów betonowych i duży nowoczesny młyn parowy oraz kilku innych rzemieślników (krawcy, kominiarz). Mało tego, przy tej ulicy znajdowała się synagoga, dom modlitwy wyznawców judaizmu oraz bardzo ważne instytucje administracyjno-sądowe. W budynku starego magistratu swoje siedziby miały gminy zbiorowe, Strzelno-Północ i Strzelno-Południe, a w budynkach towarzyszących: Magistrat, Sąd Grodzki, Więzienie oraz Policja Państwowa.   

Przy tej oto ulicy urodziłem się, spędziłem wspaniałe lata dzieciństwa, lata dorastania, by w końcu i tutaj wkroczyć w dorosłe życie. Podobnie moi bracia, a siostra mieszkała tutaj jeszcze do 2008 r. Gdy przymknę oczy i wspomnieniami przeniosę się w lata 50. i 60. minionego stulecia widzi mi się ona bardziej kolorowa, z brukiem, czyli tzw. kocimi łbami, chodnikami wyłożonymi wielkimi płytami granitowymi i samochodami przejeżdżającymi na przemian z wozami konnymi, bryczkami i traktorami. Ach ta Inowrocławska, jej kolorystyka podwórzy i boczne uliczki pełne dzieciarni. Dziewczęta szalały na skakankach zrobionych ze sznurów do wieszania prania. Skocznie przebierając nóżkami bawiły się w klasy, zgrabnie wyrysowane na chodnikach. Natomiast chłopcy, okupowali stopnie kamiennych schodów przydomowych, używając ich, jako boiska do cymbergaja i dmuchanego, a także, jako stolika do gry w karty, pośród którymi dominowały: bośka, macao, wojna, Piotruś oraz tysiąc. Grano w piłkę nożną i w scyzoryk, ale spośród wszystkich gier królowały: piczka i palant. 

Kiedy nieco podrośliśmy, mając większą siłę uderzenia, przenieśliśmy się z palantem na Rynek, pod ewangelicki kościół. I niemniej ciekawa zabawa, która dominowała przez całą wiosnę i była niejako oznaką zbliżającego się lata, to puszczanie bąka na chodniku, a jak wylali asfalt to na nim. Ruch samochodowy był wówczas bardzo mały, w mieście były zaledwie 4 taksówki (Frelek, Turek, Wziętek i Zaród), karetka pogotowia, kilka ciągników w POM-ie i geesie, a resztę komunikacyjno-transportową stanowił tabor konny - można było bawić się nawet na jezdni.

Lata 30. XX w. - ul. Inowrocławska z lotu ptaka

Gdy któryś z chłopców miał starą, pozbawioną szprych, felgę od roweru, ten dopiero był paniskiem. Napędzając ją krótkim patykiem, ganiał z nią uliczkami miasta, robiąc przy tym hałas i rumor niemiłosierny. Za nim biegła wataha podwórkowych brudasów, wydając przy tym dźwięki podobne do pracy motoru. Wyróżnieniem dla najgłośniej warczących był moment, kiedy panisko, choćby na chwilę przekazał jemu patyk i ster nad felgą.  

A kiedy przychodziły wakacje letnie, jednym rowerem, w kilkoro z podwórza, gnaliśmy do miejscowego Sain Tropez, czyli do Łąkiego, by tam nad czyściutkim wówczas jeziorem i w okolicznych lasach hasać codziennie do godzin wieczornych. Rozrywką jesienną było palenie gary (ogniska z łęcin ziemniaczanych) na Cestryjewie i Seperokach. Kiedy uzyskało się odpowiednią ilość żaru, zagrzebywało się w nim ziemniaki i czekało, aż się upieką, bajając przy tym różne niestworzone rzeczy. Zimą, a zimy były wówczas o ho - ho, nie takie jak obecnie, ruszaliśmy w miasto oczekując na sanie konne. Gdy takowe przejeżdżały, dawaj, zaczepialiśmy za nimi swoje i hen za miasto. Miejscem wspólnych zimowych zabaw był południowy stok wzgórza klasztornego, który zamieniał się w tor saneczkowy oraz stawy w parku na Klasztornym. Na nich, niekiedy tylko na jednej łyżwie, bo drugą miał inny z braci, grywaliśmy w niezwykle popularnego hocheja (hokeja). Pamiętam, jak jednego roku, na godzinę przed kolędą, starszy brat Wojciech wpadł w przerębel. Kiedy się wydostał, był cały mokry. Szczękając zębami, przebiegł całe miasto, z Klasztornego na Inowrocławską i w domu szybko przebrał się ze zamarzających ciuchów. Przyjęliśmy księdza, i nic. Na drugi dzień wisiała mu jeno gluba u nosa, która tak właściwie, to była nieco dłuższa od tej codziennej, gdyż jemu zawsze coś u nosa wisiało.

Rok 1997.

Przechodząc do meritum sprawy, zacznijmy od dziejów najdawniejszych ul. Inowrocławskiej. Na planie Grützmachera z lat 1827/1828 zaznaczona została ona w kształcie takim, jaki przetrwał do naszych czasów. Jak wówczas Rynek i ul. Kościelna stanowiły zabudowę zwartą, tak przy ul. Inowrocławskiej znajdowały się tylko posesje wolno stojące. Niewątpliwie pierwotne wytyczenie tejże ulicy nastąpiło w tym samym czasie, co Rynku i innych przyległych do niego ulic, to jest na przełomie XIV i XV w. Wówczas stanowiła ona odcinek traktu do Sławska Małego i Kruszwicy, przypomnę, że do Inowrocławia wiódł trakt biegnący dzisiejszą ul. Michelsona w kierunku na Ciechrz. Jej pierwotna zwyczajowa nazwa zapewne związana była z jej kierunkiem i zwano ją na początku ul. Sławską. W dokumencie z 10 listopada 1764 r. nadającym miastu Strzelnu nowy przywilej w miejsce utraconego w pożarze, ulica została nazwana ulicą Kruszwicki (Kruszwicką). Wymieniona została obok Rynku, Świętoduski, Cestrejewa, Cegiełki i ul. Młyńskiej, stanowiących najstarszą grupę nazewniczą dla ulic miejskich. Jak wynika z tegoż dokumentu, mieszczanie posiadający przy niej domy zaliczeni zostali do uprzywilejowanych w kolejności, jak i samej, produkcji piwa. Nieruchomości usytuowane przy tejże ulicy były budowlami solidnymi i krytymi gontem, tarcicą lub darnią, gdyż tak stanowiło nadane wówczas prawo budowlane i przeciwpożarowe.

W latach dwudziestych XIX w. przy ul. Kruszwickiej znajdowało się 15 posesji, których, liczba wzrosła do 22 pod koniec tegoż stulecia. Po wybudowaniu u zbiegu ulic Inowrocławskiej i Lipowej budynku magistrackiego i stacji pocztowej, ulica zaczęła podnosić swoją rangę. Do rangi ulicy głównej, podniesiona została ona po zbudowaniu w latach 1846-1856 nowej szosy łączącej Poznań z Toruniem, a której wybrukowany odcinek przebiegał tą że ulicą, nazwaną wówczas Pocztową, z niemieckiego Poststrasse. Na początku lat dwudziestych XX w. zmieniono jej nazwę na ul. Inowrocławską, a miało to związek z wcześniejszym przeniesieniem siedziby poczty na ul. Świętego Ducha. Okupant niemiecki nadał jej od 1 października 1939 r. nazwę Fonstmeiste Strasse. Po wojnie powrócono do nazwy, Inowrocławska i tak już pozostało.

Foto współczesne: Heliodor Ruciński


2 komentarze:

  1. Cz mógł by Pan opisać na blogu dzieje leśnictwa Wymysłowice? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, że mogę, ale ten temat to przysłowiowa rzeka. Opisałem go w książkach "Markowice. Z dziejów sanktuarium i wsi" oraz "Lasy Miradzkie. Z dziejów Nadleśnictwa Miradz". Zapewne w przyszłości wątek ten poruszę, proszę cierpliwie czekać.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń