piątek, 26 marca 2021

Spacerkiem po Strzelnie - cz. 129 Ulica Gimnazjalna cz. 5



Przedszkole sióstr Elżbietanek w Strzelnie - druga połowa lat 40. XX w.

Spacerując ulicami naszego coraz piękniejszego miasta, przy okazji ul. Gimnazjalnej i posesji nr 9, pokusiłem się, by przybliżyć czytelnikom historię budynku Domu Zakonnego Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek pw. św. Józefa w Strzelnie. Ale jak wszem i wobec wiadomo dom to nie tylko budowla, to również, a może szczególnie ludzie ją zamieszkujący. Dlatego też w ogromnej części moja opowieść to życie codzienne mieszkanek i ich wielkie dzieło służenia naszym mieszkańcom w sferze niesienia pomocy medycznej i wychowawczej dzieci w przedszkolu-ochronce i młodzieży w szkołach. Praca z dziećmi to nie tylko nauka katechizmu oraz historii staro i nowotestamentowych, to również działalność na niwie animacji kulturalnej. Dzieci brały żywy udział w inscenizacjach i przedstawieniach małych form teatralnych oraz w nauce śpiewu.

Habit sióstr elżbietanek obowiązujący do 1924 r.
15 lipca 1915 r. Uroczystość poświęcenia salki i kuchni przedszkola prowadzonego przez Siostry Elżbietanki. W środku z lewej proboszcz ks. Stanisław Kopernik i wikariusz ks. Bolesław Jaśkowski

Po wyzwoleniu miasta i powrocie z tułaczki wojennej, elżbietanki przybyły ponownie do Strzelna w styczniu 1945 roku. Od razu też podjęły pracę w szpitalu, zorganizowały na nowo w swoim domu przedszkole oraz kuchnię Caritas dla ubogich. Podobnie jak przed wojną, były również katechetkami. Pośród siostrami, które powróciły do Strzelna i kontynuowały pracę w przedszkolu była niezapomniana przez wielu, dzisiaj już ludzi w podeszłym wieku, siostra Celina. Niestety, spokój panował krótko. Spektakularnym wyczynem komunistów w powojennej służbie zdrowia było usunięcie ze szpitala niezwykle fachowego średniego personelu medycznego, jakim były siostry elżbietanki. Ale nie tylko szpital był kołkiem w ich oku, również przedszkole katolickie nie szło w parze z ich ideologią, dlatego władze zaczęły przygotowania do uruchomienia przedszkola państwowego.

Szpital Rejonowy w Strzelnie. Od lewej siostra Marcelina, Ignacy Przybylski (mój ojciec), Zbigmiew Grzybowski

 Sprowadzone z wielkim wysiłkiem i zaangażowaniem do Strzelna za pruskiego zaborcę, zmuszone zostały w komunistycznej Polsce do opuszczenia Szpitala. Ich usunięcie poprzedzone zostało wiecami, jakie organizowała partia i Liga Kobiet. Odbywały się one w sali kina „Kujawianka”, a towarzyszyły im manifestacyjne okrzyki: Stalin!!! Rokossowski!!! Stalin!!! Roko...!!! To na nich żądano pracy dla strzeleńskich kobiet, wskazując, że zakonnice blokują etaty w szpitalu. I stało się, że elżbietanki zastąpił personel cywilny o kwalifikacjach dalekich od posiadanych przez siostry zakonne. Nagonka na zakonnice rozpoczęła się od 5 lutego 1951 r. Wówczas w szpitalu pracowała siostra przełożona, którą była Bolesława Warchlewska. Prowadziła ona nadzór nad bielizną, magazyn mydła i lekarstw oraz podczas operacji była anestezjologiem (narkotyzerką). Podczas urlopów pielęgniarek zastępowała je, jako siostra oddziałowa. Dietetyczką była siostra Konrada Krzewina, która prowadziła kuchnię. Poza wymienionymi, w 1951 r. zatrudniona była jeszcze w biurze siostra Marcelina oraz 3 siostry dyplomowane, które prowadziły - każda oddzielnie - salę operacyjną i rentgen, oddział zakaźny, oddział kobiecy oraz oddział męski. Siostra oddziałowa z męskiego prowadziła również fizykoterapię. Nadto siostry dyplomowane wykonywały wszystkie prace fachowe zlecone przez lekarzy, którzy z racji nawału pracy nie mogli sami tych zabiegów wykonywać.

Poza elżbietankami, czyli pielęgniarkami dyplomowanymi w szpitalu zatrudniona była absolwentka 6-miesięcznego kursu pielęgniarskiego, którą przydzielił Wydział Zdrowia Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy. Nadto było tutaj 17 salowych bez żadnych kwalifikacji, z których 7 pracowało od 3 lat i posiadało minimum wiedzy sanitarnej. Swoistą nagonką na siostry elżbietanki było poszukiwanie na nie „haka”, który pozwoliłby usunąć je ze szpitala. Rozpytywano personel o ewentualne kradzieże szeroko pojętych medykamentów. Ówczesny intendent szpitala Zbigniew Grzybowski - zapewne z narażeniem swego stanowiska - twardo opowiedział się za zakonnicami, jako fachowym i nieskazitelnym personelem. Pan Grzybowski był wówczas przełożonym personelu z racji prowadzenia wszystkich spraw gospodarczo-administracyjnych szpitala.

Fragment protokółu dot. obsady szpitala strzeleńskiego w 1951 r.

Na taką postawę zareagował kierownik Wydziału Zdrowia PPRN w Mogilnie Jan Ostrowski, który wydał zalecenia pisemne Zbigniewowi Grzybowskiemu pisząc, by ten ...na dobro działalności szpitala, a szczególnie świata pracy od dnia najpóźniej 15 lutego 1951 r. zaangażował względnie przydzielił administrację gospodarczą, jak wydawanie lekarstw osobom wykwalifikowanym, wyłączając siostry zakonne. W wypadku niemożności przydzielenia wyżej wymienionych zadań obecnemu personelowi zatrudnionemu w szpitalu, wskazane jest zaangażowanie odpowiedzialnego magazyniera, który poza zajęciami służbowymi będzie pomagał intendentowi szpitala w prowadzeniu prac buchalteryjnych. Natomiast wydawanie leków z apteczki podręcznej powierzyć jako czynność dodatkową laborantce ob. Goderskiej, względnie osobie upoważnionej przez dyrektora szpitala (jednakże nie siostrze zakonnej). Mimo odważnego oporu intendenta szpitala Grzybowskiego, elżbietanki stopniowo zostały pozbawione swoich stanowisk, a zastąpił je personel świecki o niższych kwalifikacjach. Ich kres pobytu w strzeleńskim szpitalu przyniósł rok 1953. 

Ochronka - lata 50. XX w.

W trakcie trwającej kilka lat nagonki siostry kontynuowały opiekę domową nad osobami chorymi i starszymi oraz poświęciły się prowadzeniu przedszkola. Lecz kres dotknął również i tę instytucję. W 1952 roku władze oświatowe zamknęły przedszkole elżbietańskie. Siostry nienawykłe do bezczynności podjęły się różnych zajęć. Otworzyły punkt katechetyczny dla dzieci przedszkolnych przy parafii, czyli Ochronkę, do której uczęszczałem z wielką ochotą, jako dziecko. Podjęły pracę w biurze parafialnym, katechizację, pracę z młodzieżą. Prowadziły scholę i grupy modlitewne oraz zdobiły kwiatami ołtarze w kościele i roztoczyły opiekę nad utrzymaniem w czystości i porządku tzw. bielizny kościelnej - kielichowej i ołtarzowej. Pamiętam jedną ze sióstr, utalentowaną muzycznie, która wykonywała funkcje organisty kościelnego. Wierni jej muzyką i głosem byli zachwyceni , po wielokroć pozostając po mszach na krótkich koncertach organowych. Siostry przygotowywały dzieci do I Komunii św. i to zarówno tej tzw. wczesnej jak i normalnej po dwóch latach katechizacji (obecnie na zakończenie trzeciej klasie szkoły podstawowej). 

Pod koniec lat 60. XX w. siostry przejęły prowadzenie biura parafialnego. Po wybudowaniu w Strzelnie w 1975 roku drugiego budynku przedszkola państwowego, stopniowo zaczęto wygaszać funkcjonowanie ochronki, szczególnie ze względu na zły stan lokalowy. W Domu Zakonnym zaczęła spadać liczba sióstr i z czasem stał się on w dużej części domem emeryckim. Wcześniej w budynku byłego przedszkola, przejętego bezprawnie przez komunistów urządzona została sala gimnastyczna dla uczniów Liceum Ogólnokształcącego. Później działała tutaj stołówka internatu LO. Po przemianach ustrojowych i powrocie obiektu w ręce sióstr, w 1997 roku gimnazjum miejscowe wynajęło obiekt i uruchomiło w nim stołówkę dla swoich uczniów. Stołówka funkcjonowała do 2014 roku i przez te wszystkie lata kierowana była przez moją małżonkę Lidię Przybylską - intendentka. Kuchnię prowadziły Józefa Bandoch i Małgorzata Wróblewska, które wspierały panie w ramach prac interwencyjnych (Krysia, Beata, Genia, Basia, Aldona). Tutaj praktyki odbywali również uczniowie kierunku gastronomicznego OSW.

Dzieci wczesnokomunijne. Siedzi druga od lewej Marysia Gabryszak; pierwszy na prawo od siostry Tadziu Przybylski. 
Boże Ciało. Sypiąca kwiatki pierwsz od prawej Marysia Gabryszak


W roku 1950 zmarły w Strzelnie i zostały pochowane na miejscowej starej nekropoli, siostra Maria Ludgarda - Wanda Papkowska, ur. 26 sierpnia 1907 roku, zm. 27 lipca 1950 roku oraz siostra Maria Amalia - Marta Józefek ur. 22 lutego 1901 roku, zmarła 29 sierpnia 1950 roku. W latach 1962-1990 przebywała w Strzelnie siostra Anna (imiona cywilne nadane na chrzcie) Wyczkowska, 1964-2003 Pelagia Walendowska, 1977-2007 M. Bożysława - Irena Ginter, 1998-1999 Gertruda Natanek, 1995-2009 Marianna Orzymkowska, 1984-1997 Krystyna Biegańska, 1999-2013 M. Katarzyna - Klementyna Moskwa, 1982-1998 Maria Przykucka, 1989-2000 Zofia Płudowska, 2000-2004 Katarzyna Łybek, 2004-2013 M. Dominika - Dorota Kościelna. Łybek wystąpiła ze Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek w 2004 roku. Ostatnią przełożoną Domu Elżbietanek w Strzelnie była siostra Maria Dominika - Dorota Kościelna, której do końca towarzyszyła siostra Maria Katarzyna - Klementyna Moskwa. Obie do Strzelna przybyły z Domu Zakonnego z Osiecznej. Siostra Maria Katarzyna była córką ofiary zbrodni katyńskiej, st. post. Maksymiliana Moskwy, więzionego w Twerze, a spoczywającego w Miednoje.

Siostra Maria Katarzyna - Klementyna Moskwa w Warszawie pod Pomnikiem Poległym i Pomordowanym na Wschodzie

Trzeba podkreślić, że od samego początku swojego pobytu w Strzelnie elżbietanki zaskarbiły sobie ogromną życzliwość i sympatię mieszkańców miasta i okolicy za ich dobroć, ofiarność i poświęcenie. Przez ponad wiek były związane z naszym miastem na dobre i złe. Kilkanaście z sióstr pozostało tutaj, spoczywając na tutejszym cmentarzu. W 2013 roku siostry elżbietanki po 121 latach niesienia posługi opuściły nasze miasto. Ceremonia pożegnania miała miejsce 18 sierpnia i zaczęła się od wyniesienia z kaplicy Domu Zgromadzenia św. Sakramentu oraz relikwiarza z relikwiami błogosławionej Marii Luizy Merkert z założycielki Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek. Uroczystej procesji z Domu do bazyliki pw. św. Trójcy towarzyszyli licznie zgromadzeni mieszkańcy, poczty sztandarowe i miejscowa orkiestra. W koncelebrze kapłanów strzeleńskich i z parafii wywodzących się uroczystej mszy św. przewodził abp Stanisława Gądeckiego Metropolita Poznański i Przewodniczący KEP. W uroczystości uczestniczyła Siostra Prowincjonalna Maria Kamila Paszkowiak.

Pożegnanie sióstr 18 sierpnia 2013 rok

Elżbietanki - relikwie Bł. Marii Luizy Merkert, założycielki zgromadzenia

Ostatnia przełożona Domu Elżbietanek w Strzelnie siostra Maria Dominika - Dorota Kościelna

Z rąk sióstr dom z przyległościami odkupiła rodzina Pieszaków i Zielińskich. Tutaj zamieszkała m.in. bardzo znana pośród mieszkańcami lekarz med. specjalista pediatrii Agata Kościelak-Pieszak, która ze wszech miar kontynuuje tradycje tego domu, czyli niesienia pomocy medycznej naszym najmłodszym mieszkańcom. Małżonek Piotr Pieszak to równie znana postać. W latach 2000 - 2002 był burmistrzem Strzelna. Wieloletni radny Rady Miejskiej w kadencji 1988-2002 oraz w kadencjach 2006-2010; 2010-2014; 2014-2018, wówczas też pełnił funkcję przewodniczącego RM; 2018-2022. W międzyczasie, w kadencji 2002-2006 był radnym Rady Powiatu Mogileńskiego. Dwukrotnie, w 2002 i 2006 roku, kandydował na fotel burmistrza Strzelna. Posiada ogromne doświadczenie jako samorządowiec. Przez wszystkie te lata współpracował na zasadzie wolontariatu z TMMS, corocznie kwestując na renowacje zniszczonych zębem czasu pomników nagrobnych zasłużonych strzelnian. Na niwie zawodowej był dyrektorem Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Chłopców w Strzelnie, a obecnie pracuje w nim, jako wychowawca młodzieży.

Tutaj też mieszka ojciec p. Agaty Kościelak-Pieszak, który przez wiele lat piastował fotel dyrektora Zakładu Przemysłu Ziemniaczanego w Bronisławiu Marian Kościelak.

Przez lata strzeleńskie siostry elżbietanki służyły tutejszym wielu pokoleniom mieszkańców. Niosły pomoc w chorobie, opiekując się potrzebującymi w szpitalu i domach, wychowywały i uczyły dzieci w przedszkolu i ochronce, a także jako katechetki w szkołach. Ostatnio na cmentarzu strzeleńskim przy ul. Kolejowej zniknęły pomniki nagrobne sióstr elżbietanek. Pozostał jeden, symboliczny przy drugiej wschodniej alejce prowadzącej do słupowej kapliczki cmentarnej, stojącej na pograniczu cmentarzy katolickiego z ewangelickim. Przed laty udało mi się telefonem komórkowym utrwalić ówczesne pomniki, których obrazy załączam poniżej…

  

Koniec

Fotografie ze zbiorów: Kazimierza Kowalskiego - Września, Mariana Przybylskiego, Heliodora Rucińskiego i Ireny Rymaszewskiej


wtorek, 23 marca 2021

Spacerkiem po Strzelnie - cz. 128 Ulica Gimnazjalna cz. 4

Dzisiaj opowiem o kolejnej miejskiej posesji, pięknym domu pod numerem 9, w którym przez 107 lat mieszkały zakonnice i w którym mieścił się do czasu likwidacji w 2013 roku Dom Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek w Strzelnie. Siostry przez 61 lat sprawowały posługę średniego personelu medycznego w Szpitalu Powiatowym w Strzelnie. Usunięte z niego zostały w 1953 roku, w szczytowym okresie panoszenia się komunizmu w kraju. Mimo to pozostawały tu nadal, prowadząc prywatną opiekę medyczną nad chorymi w domach i to w mieście, jak i po wsiach. Pomagały w pracy duszpasterskiej i biurowej w parafii, m.in. przygotowując dzieci do I Komunii św. Prowadziły organizacje katolickie, uczyły religii w szkołach i w kościołach, prowadziły Ochronkę.

Od lat dziecięcych siostry elżbietanki kojarzyły mi się z Ochronką funkcjonującą przy parafii pw. św. Trójcy w Strzelnie, czyli z działalnością kościelną polegającą na sprawowaniu opieki nad małymi dziećmi oraz nauczania ich podstaw katechizmu. Na prowadzone przez nie zajęcia chodziłem z moimi braćmi. Od mamy dowiedziałem się, że akuszerką, która przyjmowała mnie na świat była siostra elżbietanka. Podobnie działo się kiedy na świat przychodziło moje rodzeństwo. Starsi pamiętają, ż funkcje średniego personelu medycznego Szpitala Powiatowego w Strzelnie sprawowały li tylko elżbietanki. Często widziałem jako chłopiec siostry odwiedzające w domach ludzi starszych i schorowanych.

Szpital Powiatowy w Strzelnie wybudowany w latach 1890-1892

Ciekawe są dzieje tego pięknego dom, który w zabudowie miejskiej nie znajduje sobie podobnych. W wykazie nieruchomości ujętych w wojewódzkiej ewidencji zabytków podany jest orientacyjny rok budowy tej nieruchomości, czyli przełom XIX i XX w. Analizując przebieg zabudowy ulicy zwanej niegdyś Szeroką, mniemam, że czas powstania domu należałoby umieścić około 1890 roku. Skąd to datowanie? Otóż, wynika ono z nadania jej kolejnego numeru policyjnego, którym w owym czasie był numer 203. Wiadomym jest, że następnym numerem policyjnym był numer 204 i dotyczył on wybudowanego w latach 1890-1892 budynku Szpitala Powiatowego przy ul. Młyńskiej (obecnie Powstania Wielkopolskiego. Willa jest nad wyraz reprezentacyjnym budynkiem o typowych cechach domu dla jednej rodziny. Przypuszczam, że wystawił go któryś z miejscowych budowniczych stricte pod wynajem, dla prominentnej osoby pracującej w strukturach nowopowstałego powiatu: lekarza powiatowego, sędziego, inspektora szkolnego. Jedyną taką osobą, która zainwestowała w ten dom mógł być najbogatszy ze strzeleńskich budowniczych tamtego okresu Maksymilian Łowicki. Każdy z miejscowych budował dom wielofunkcyjny z lokalami mieszkalnymi i użytkowymi, a ton od samego początku przybrał formę willi.

Przedszkolaki z przedszkola sióstr elżbietanek w Strzelnie

Cechą wspólną budynków starostwa i willi są boniowania, które w tym drugim - po kolejnych remontach - zostały nieco zatarte, spłycone. Nadto w obu występują półokrągło zwieńczone okna. Willa - nazwijmy ją umownie pod św. Józefem - została wystawiona w stylu historyzmu z elementami neorenesansu włoskiego przełamanego neoklasycyzmem. Można powiedzieć, że w wystroju elewacji frontowej występuje mieszanka elementów z różnych epok, z przewagą renesansu. Zauważalnym jest tu tzw. kostium francuski, który reprezentowany jest stopniowym nawarstwianiem się bryły budynku. Jest to budowla piętrowa z przyklejoną doń dwupiętrową wieżą, pięcioosiowa, podpiwniczona i nakryta dwuspadowymi dachami papowymi, a wieża dachem kopertowym. Już po nabyciu willi, siostry zamurowały środkowe okno ostatniej kondygnacji wieży i umieściły w niej figurę patrona swojego Domu, św. Józefa z Dzieciątkiem. 

Jak już wspomniałem była to własność prywatna i w 1906 roku zapadła decyzja by willę zakupić dla strzeleńskich norbertanek. Z braku zezwolenia na zakup lub budowę własnego domu zakonnego postanowiono, by nabyć nieruchomość na rynku wtórnym na nazwisko miejscowego wikariusza ks. Józefa Prądzyńskiego. Uzbierano wśród strzelnian znaczną sumę i udało się kupić za kwotę 13 000 marek dom dla sióstr przy ulicy Szerokiej. W pierwszej kolejności przystosowano budynek do wymogów zakonnej reguły i klauzury. Po dokonaniu tych prac siostry mogły zamieszkać w swoim Domu Zakonnym, oficjalnie nie będąc jego właścicielkami. Ostateczne uregulowanie stosunków własnościowych nastąpiło z niemałymi perturbacjami dopiero w wolnej Polsce, w latach międzywojennych. 

Ks. prałat Ignacy Czechowski, siostry elżbietanki i Matki Różańcowe

Pierwszą placówkę sióstr elżbietanek w Strzelnie założono za przełożoną generalną, matkę Melchiorę Klammt (1886-1908). W tym czasie zanotowano rozkwit tego zgromadzenia zakonnego. Główną przyczyną sprowadzenia elżbietanek do Strzelna było wybudowanie w mieście, a następnie rozbudowanie szpitala powiatowego. Jak już wspomniałem w latach 1890-92 przystąpiono do budowy i reorganizacji strzeleńskiej lecznicy. W tym czasie ukonstytuował się komitet na czele którego stanął miejscowy proboszcz ks. Antoni Kantecki. Był on znanym w całej Prowincji Poznańskiej wybitnym patriotą i społecznikiem. Na jego wniosek oraz na prośbę miejscowych władz postanowiono powierzyć pracę pielęgniarską nad pacjentami szpitala powiatowego siostrom elżbietankom. Pierwszymi zakonnicami, które przybyły do Strzelna były siostry Maria Zebina - Marianna Mułkowska i Hildeburda Leppner. Siostra Mułkowska pozostała tu na zawsze. Urodzona 21 stycznia 1855 roku zmarła w Strzelnie 15 stycznia 1914 roku i została pochowana na starej strzeleńskiej nekropoli. Siostry zamieszkały w mieście 1 października 1892 roku i po upływie roku wsparła je trzecia zakonnica. Otrzymały one wówczas dwupokojowe mieszkanie w szpitalu. Siostry zorganizowały również w lecznicy kaplicę dla chorych pw. Matki Bożej Pocieszycielki.

 Wkrótce, bo w 1894 roku następca zmarłego ks. Kanteckiego, proboszcz ks. Władysław Woliński podjął starania o sprowadzenie kolejnych sióstr, których zadaniem było zapewnienie opieki domowej nad obłożnie chorymi, niedołężnymi i osobami mieszkającymi w swoich domach w osamotnieniu. W tym celu zwrócił się do arcybiskupa Stablewskiego z prośbą o zezwolenie na erygowanie domu sióstr elżbietanek. Dom taki erygowano 9 maja 1897 roku. Przybyły do niego dwie zakonnice, siostra Apronia Dwulecka i siostra Prodozja. Początkowo mieszkały na komornym, wynajmując mieszkanie w mieście. Było to wielkim utrudnieniem w pełnej realizacji misji, jaką siostry miały do spełnienia na terenie Strzelna. Nadto przystąpiono do rozbudowy i modernizacji szpitala i zajmowane w nim dwa pomieszczenia siostry musiały opuścić. W międzyczasie, tj. w 1906 roku siostry zamieszkały już w „swoim“ domu. Do dobudowanej w tym czasie części szpitala przeniesiono kaplicę nadając jej nowe wezwanie Najświętszego Serca Pana Jezusa. Poświęcenia kaplicy dokonano 11 maja 1907 r. Według danych ewidencji mieszkańców miasta Strzelna w 1910 roku w Domu Zakonnym mieszkało pięć sióstr, w tym wspomniana wyżej przełożona siostra Apronia Dwulecka i siostra Janowska.  

Rada Społeczna Szpitala Powiatowego w Strzelnie z siostrami elżbietankami. Siedzą m.in.: 1. od lewej ks. prob. Romuald Sołtysiński z Rzadkwina, 4. ks. prałat Ignacy Czechowski, 5 siostra Izentruda - przełożona Domu, 7. siostra Nemezja - przełożona personelu medycznego, 10. ojciec oblat Maryi Niepokalanej z Markowic. W drugim rzędzie stoi 4. od lewej ks. Zenon Niziołkiewicz - wikariusz i kapelan szpitala.

Jednym z celów misyjnych sióstr elżbietanek - oczywiście poza tą podstawową medyczno-opiekuńczą - było prowadzenie przedszkola-ochronki. Otwarcie takiej placówki w Strzelnie nastąpiło 1 września 1913 roku. Początkowo mieściła się ona w samym domu sióstr elżbietanek. Wkrótce, z uwagi na dużą grupę dzieci (ok. 100) miejscowe Towarzystwo św. Wincentego a Paolo pobudowało na działce przy posesji (w podwórzu siostrzanym) dużą salkę z zapleczem kuchennym. Koszt budowy zamknął się kwotą 5800 marek. Stopniowo powiększała się liczba sióstr w strzeleńskim Domu Elżbietanek, dzięki czemu mogły one rozszerzać swoją działalność o pracę charytatywną, prowadząc kuchnię dla ubogich, Ośrodek Zdrowia oraz szkołę robót ręcznych. Siostry oraz uczennice ze szkoły robót ręcznych przerobiły ofiarowany przez ks. proboszcza Stanisława Kopernika miejscowym skautom sztandar kościelny, wyszywając na nim orła i lilijkę.

Siostry elżbietanki w Strzelnie w 1938 r. Siedzą od lewej siostry: M. Fabiana, M. Aleksandra, M. Izentura - przełożona Domu, M. Nemezja - przełożona personelu medycznego, M. Bolesława. Stoją w drugim rzędzie od lewej siostry: M. Maksymiliana, M. Jarogniewa, M. Ludgarda, M. Cezaria.

Wyzwolenie Strzelna z jarzma niewoli pruskiej i powrót na te ziemie Polskości, to lata kontynuowania misji, oddanej pracy sióstr elżbietanek na rzecz chorych, dzieci i ubogich. Prężnie działało przedszkole zwane Ochronką. Siostry stanowiły pełny średni personel medyczny w miejscowym szpitalu. Były instrumentariuszkami na Sali operacyjnej, prowadziły szpitalną aptekę, a nade wszystko były wykwalifikowanymi pielęgniarkami, które zawsze cechował obowiązek samarytańskiej postawy wobec cierpień bliźniego. Służba chorym stawiała wysokie wymagania, którą mogły pełnić ofiarnie żyjąc w łączności z Chrystusem. Powinnością ich było modlić się za chorych, nad którymi roztaczały pieczę, jak również zachęcać ich do modlitwy. Tam gdzie warunki na to pozwalały siostry odmawiały z chorymi modlitwy poranne i wieczorne. W czasie czuwań szczególnie przy ciężkich stanach, starały się pomagać chorym w uregulowaniu niepokojących spraw sumienia. Dużym przeżyciem religijnym dla chorych były święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy. W odpowiednio przystrojonej sali, ustawiano choinkę, Dzieciątko w żłóbku, a na stołach podarki dla chorych. Dzielenie się opłatkiem, przemówienie kapłana i lekarzy, śpiewanie kolęd, deklamacje i inscenizacje dzieci i młodzieży, radowało, rozrzewniało, budziło refleksje nad sensem życia i prawdami wiary.

Siostra elżbietanka z matronami strzeleńskimi podczas kursu gotowania i pieczenia

W latach międzywojennych przebywały w Strzelnie i tutaj dokonały żywota siostry: Maria Melitora - Maria Prokop, ur. 23 marca 1876 roku, zmarła w 22 roku życia zakonnego 30 marca 1920 roku; Maria Nikolina - Maria Molich, urodzona 9 stycznia 1877 roku, zmarła w 24 roku życia zakonnego 4 marca 1921 roku; Maria Krestencja - Joanna Borzechowska, ur. 29 grudnia 1860 roku, zmarła w 35 roku życia zakonnego 26 października 1930 roku.

Zbigniew Grzybowski - intendent szpitala strzeleńskiego i siostra Marcelina

Te jakże pożyteczne i owocne dzieła elżbietańskie przerwała II wojna światowa. Podczas okupacji hitlerowcy początkowo ograniczyli zatrudnienie sióstr w szpitalu. Po jakimś czasie usunęli je z lecznicy i wtedy część z nich zajęła się prowadzeniem przedszkola przy domu zakonnym. Niektóre siostry miały zezwolenie na domową opiekę medyczną, wykonując praktyki w Strzelnie i okolicznych miejscowościach. W końcu jednak – uprzedzone o aresztowaniu – rozproszyły się w 1941 roku, a ich dom zamieniono na przedszkole dla dzieci niemieckich.

Rok 1939. Strzeleńskie siostry elżbietanki z grupą strzelnian. Rozpoznane osoby: Zbigniew Grzybowski, dr Aleksander Ast, księża wikariusze i kapelani szpitalni, ks. Florian Alfons Kałdoński (1910-1987) i ks. Sylwester Kinecki (1911-1958) oraz siedzący pośrodku ojciec OMI z Markowic.

Według wspomnień druha hm Bernarda Adamczaka ze strzeleńskich Szarych Szeregów:

Z wybuchem wojny siostry elżbietanki z wielkim oddaniem pracowały na rzecz chorych i rannych w miejscowym szpitalu, a także w szpitaliku urządzonym w pomieszczeniach parterowych Kasy Chorych i Magistratu Miasta Strzelna. W nim siostra Kordula bezgranicznie poświęcała się pielęgnacji i niesieniu pomocy chorym i rannym. W samym Szpitalu Powiatowym z wielkim poświęceniem pracowały już przed wojną jak i z jej wybuchem siostry: Nemezja - przełożona sióstr szpitalnych; Fabiana i Cezaria - instrumentariuszki na sali operacyjnej i pielęgniarki na chirurgii; Katarzyna - oddział zakaźny; Stefania, Bolesława i Salomea, Jarogniewa, Ludgarda, Aleksandra, Malwina - oddział wewnętrzny; Maksymiliana - z ofiarną i wytężoną pracą prowadziła kuchnię; Małgorzata - prowadziła pralnię, a siostra Marcelina zajmowała się pracami biurowymi i apteką.

Siostra Maria Malwina Zych w dniu ślubów wieczystych 21 sierpnia  1937 r.

Okres ten tak opisuje siostra Malwina Zych: W 1939 roku po wybuchu wojny, siostry zakonne zostały zwolnione ze szpitala. Wróciłam wtedy do przedszkola gdzie mieszkaliśmy i pracowałam dalej dla chorych jako pielęgniarka środowiskowa.  Szłam więc wszędzie tam, gdzie mnie poproszono, obojętnie czy to był Polak czy Niemiec. Otrzymałam od gestapo pozwolenie i przepustkę, że wolno mi udzielać takiej pomocy. Pewnego dnia, przyjechał ze Stodół gospodarz niemiecki abym pojechała z nim do wioski. W drodze mi powiedział, że ksiądz prosił abym spożyła hostie i że klucze ma gosposia. Zrobiłam tak jak miałam, dałam komunię gosposi zaś resztę przyjęłam sama. W drodze powrotnej Niemiec powiedział, że księdza zabrano nie wiadomo dokąd, pewnie do lagru. 

Wszyscy uciekali do Kutna, my pozostałyśmy na miejscu i pomagałyśmy innym. Miałyśmy chorą siostrę przełożoną Izentrudę. Ciężko chory był tez ksiądz Czechowski, który pozostał w parafii ze względu na stan zdrowia. Inni księża zaginęli bez śladu. Gestapo często nachodziło księdza Prałata i chciało go wywieźć. My zawsze tłumaczyliśmy, że jest chory i niedługo umrze.

Pewnego dnia otrzymałyśmy rozkaz w ciągu 15 minut, opuszczenia przedszkola, nie zdążyłyśmy nawet dokończyć obiadu. Siostra Przełożona bardzo to przeżywała. Poszłyśmy do chorego księdza Prałata po pomoc. Dał nam klucze do mieszkania organisty. Byłyśmy wtedy cztery siostry: siostra przełożona Izentruda, siostra Salomea, siostra Kordula i ja. Niestety siostra Przełożona nie wytrzymała tych przeżyć i zmarła wkrótce na zawał serca. Ksiądz zdążył jeszcze zaopatrzyć ją Olejami Świętymi. Pochowana została w nocy po świecku. 

Niedługo po niej zmarł ksiądz Czechowski, przed śmiercią wyjawił nam swoje życzenie – chciał być pochowany przy krzyżu na cmentarzu w Strzelnie. Do końca był przytomny, rozdał Komunię Świętą, resztę spożył sam i prosił zaśpiewać – „Pij ten kielich z Bożej woli”. Zaśpiewałyśmy do końca, on poprosił o gromnicę i w naszej obecności umarł. Ja kazałam, aby zadzwoniono we wszystkie dzwony. Gdy gestapo pytało się, kto kazał dzwonić, to powiedziałam, że u nas jest taki zwyczaj, że jak ksiądz umiera, daje się znać w ten sposób całej parafii, takie też było życzenie Księdza Prałata.

Po pewnym czasie, ludzie w Strzelnie uprzedzili nas, że Niemcy chcą nas wywieść do lagru. Postanowiłyśmy się rozjechać do swoich rodzin”.

W czasie wojny w Strzelnie zmarły trzy siostry, matka przełożona Izentruda w 1941 roku oraz w 32 roku życia zakonnego, 18 lutego 1942 roku siostra Maria Gertruda - Apolonia Molik, ur. 26 stycznia 1887 roku. Na kilkanaście dni przed wyzwolenie zmarła tutaj w 43 roku życia zakonnego, 4 stycznia 1945 roku, przebywająca u jednej z rodzin siostra Maria Barbara - Helena Krawczak, ur. 30 kwietnia 1876 roku.

Wojenny personel Szpitala Powiatowego w Strzelnie we wrześniu 1939 r. tuż przed wkroczeniem wojsk niemieckich. Siedzą od lewej: lekarz stażystka Barbara Słonka, siostra Nemezja - przełożona, lekarz prowadzący dr Romuald Edward Matuszewski z Poznania - ginekolog i położnik, ks. kapelan Sylwester Kinecki. Stoją od lewej: lekarz stażysta Janusz Piskorski (wkrótce po zakończeniu wojny zmarł), siostry Fabiana, Katarzyna, Stefania, Bolesława, dr Witold Łażewski, siostra Cezaria. W trzecim rzędzie od lewej dr Jerzy Wesołowski, Zbigniew Grzybowski - intendent. 

W tym miejscu godna przywołania jest siostra Maria Malwina - Katarzyna Zych. Urodziła się ona 30 kwietnia 1909 roku w miejscowości Rudna, w powiecie złotowskim jako córka Bolesława i Balbiny z domu Galla - rolnicy. Na chrzcie w kościele parafialnym w Łobżenicy otrzymała imię Katarzyna. Miała siedmioro rodzeństwa. W 1919 roku, po wytyczeniu granicy polsko-niemieckiej, Rudna nie zostało włączone do Polski, lecz nadal pozostało w granicach Niemiec. Wówczas Zychowie czując się Polakami wyprowadzili się do miejscowości Czajcze powiat wyrzyski. Katarzyna w wieku 20 lat w 1929 roku wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek w Poznaniu. Pierwsze dni spędziła w poznańskim domu zakonnym, potem została skierowana do Leszna. Po pewnym czasie wróciła do Poznania, gdzie została przyjęta do nowicjatu. Wraz z upragnionym habitem otrzymała imię zakonne Malwina. Młoda siostra trafiła na praktykę do Domu Elżbietanek w Strzelnie. Tu pracowała w przedszkolu, z utęsknieniem kierując swe myśli ku szpitalowi. Jak tylko mogła, chodziła na zastępstwa i dyżury do szpitala. Po pewnym czasie została wezwana do Poznania, żeby złożyć egzamin pielęgniarski. W 1937 roku zdała go i już z dyplomem wróciłam do Strzelna. Zaczęła pracować jako pielęgniarka w szpitalu. Po wojnie do Strzelna już nie powróciła. W 2012 roku obchodziła 80 lat życia zakonnego. Zmarła w 2015 roku.

Zdjęcia ze zbiorów: M. Przybylskiego, H. Rucińskiego i I. Rymaszewskiej 

CDN

 

niedziela, 21 marca 2021

Rozwikłanie zagadki zawartej w zdjęciu

Dzisiaj przeżywamy niedzielę, dzień święty, do tego drugi dzień ponownych obostrzeń związanych z pandemią i wprowadzonym nokdaunem. Pogoda i bojaźń nie sprzyjają spacerom, zatem zapraszam do lektury, gdyż nie ma nic lepszego jak poznanie własnych korzeni, a w tym przypadku tego czym żyli nasi przodkowie.

Przed laty trafiło w moje ręce piękne i wyjątkowe zdjęcie. Piękne dlatego, że przedstawia iści wyjątkową sielankę: pięknie przybrany, a niestety już nieistniejący pomnik Najświętszego Serca Pana Jezusa w otoczeniu pięknie ubranych dziewcząt. Spróbujcie rozpoznać powiększenie, może znajdziecie kogoś ze swoich lub znajomych. Wyjątkowe zdjęcie, gdyż dokumentuje, równie przed laty znalezioną przeze mnie, relację - opis tego wyjątkowego wydarzenia. A w ogóle, to ów opis wzbogacony załączonymi zdjęciami mógłby posłużyć za scenariusz filmu dokumentalnego, na podobieństwo „W starym kinie.“ Oto i ów opis dokonany ręką jednego ze strzelnian…

 

Wielkie dni Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej w Strzelnie

Druhny strzeleńskie obchodziły w dniu 15 września 1935 roku „Święto Druhen“. Już w środę (11 września - MP.) wieczorem widzieć można było szeregi dziewcząt ciągnących do kościoła św. Prokopa, gdzie odbyć się miały 3-dniowe rekolekcje. Prowadził je ks. proboszcz Kubiński z Kwieciszewa. Ojcowskie jego słowa padały na urodzajną glebę młodych serc i wydawać poczęły plon.. W piątek przystąpiły druhny do spowiedzi św., w sobotę rano do wspólnej Komunii św.

Wnętrze kościoła św. Prokopa - lata 30. XX w.

 Dalszą niespodzianką dla Strzelna był akt ofiarowania oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Żeńskiej Najsłodszemu Sercu Jezusowemu u stóp pomnika Serca Jezusowego przy szpitalu. W sobotę wieczorem zebrały się Młode Polki na ostatnią naukę, wygłoszoną przez księdza asystenta, po czym po błogosławieństwie Najświętszym Sakramentem ruszył pochód pod pomnik Serca Jezusowego. Do pochodu, który ustawił się na dziedzińcu kościelnym, stanęła cała Akcja Katolicka z prezesem p. inspektorem Daszyńskim oraz kierownictwa katolickich organizacji. Za krzyżem oraz chorągiewkami kroczyło pięciu księży  z ks. prałatem Czechowskim, dalej sztandar Katolickiej Młodzieży Żeńskiej, a za nim długi szereg bo aż 220 druhen w swych mundurkach organizacyjnych lub też w białych bluzeczkach. Tak członkowie Akcji Katolickiej jak i druhny trzymały w rękach palące się świece.

O godz. 7:30 wieczorem przy biciu dzwonów kościelnych wyruszył ten wspaniały pochód przy śpiewie pieśni kościelnych pod pomnik Serca Jezusowego. Porządek trzymała Straż Pożarna. Za i obok kroczyły mnogie rzesze wiernych, obliczone na tysiące.

Pomnik Serca Jezusowego przybrany na ten dzień w girlandy, był pięknie umajony oraz oświetlony lampami elektrycznymi (miasto wówczas nie miało prądy, ale niektórzy obywatele i instytucje jak Szpital Powiatowy zaopatrywane był z małej elektrowni przy młynie Zygmunta Jaśkowiaka - MP). Poniżej na postumencie wisiał krzyż z białego kwiecia, spośród którego światło rzucały małe żarówki. Pod pomnikiem odmówiona została przez druhny litania do Serca Jezusowego. Wśród wieczornej ciszy, na tle oświetlonego pomnika, odmawiane słowa litanii  tak jakoś dziwnie chwytały za serca. Po litanii popłynęło wyznanie wiary św. „Wierzę w Boga“, po czym akt ofiarowania, odmówiony wzorowo i równomiernie przez 220 druhen strzeleńskich. Zakończeniem była pieśń „Jam twoja Jezu“. Była ona jakby potwierdzeniem aktu ofiarowania.

 

Skończył się akt ofiarowania, pochód ruszył we wzorowym porządku do kościoła. Pod pomnikiem Matki Boskiej na dziedzińcu kościelnym odśpiewano wspólnie „Pieśń hołdu Maryi“, po czym rozwiązał się pochód. Gdy szedłem do domu, to ze wszystkich stron słyszałem słowa pełne zachwytu. Boć też od wielu lat nie pamięta Strzelno takiej manifestacji jaką mu zgotowały Młode Polki.

W niedzielę dnia 15 września odprawił ks. prałat Czechowski mszą św., w czasie której śpiewały druhny pieśni, ułożone specjalnie dla Młodzieży Żeńskiej. Przed Komunią św. przemawiał ks. prałat tak do rodziców jak i druhen, dziękując i zachęcając do wytrwania. Nastąpiła Komunia św., udzielona druhnom na stopniach ołtarza. Przystąpiły do niej wszystkie druhny.

Strzeleńskie Młode Polki w towarzystwie Wandy Siemianowskiej, ks. prałata Ignacego Czechowskiego i ks. Franciszka Wasieli

W niedzielę wieczorem odbyła się wieczornica ku czci Matki Najświętszej, urządzona przez KSMŻ. Na scenie mile udekorowanej, nad obrazem Matki Boskiej jaśniał napis: „My chcemy Boga w rodzin kole… Spraw to Maryjo. Spraw o spraw…“. Młode Polki wystąpiły z chórową deklamacją, poczym nastąpiły deklamacje i złożenie przyrzeczeń przez 32 najmłodsze druhny. Odebrał je ksiądz asystent, zwracając się poprzednio w kilku słowach do rodziców oraz druhen. Zakończeniem było odegranie sztuki teatralnej pt.: „Obraz Matki Najświętszej“, odegranej wyłącznie przez druhny. Sala była przepełniona publicznością, co świadczy o zrozumieniu pracy Młodych Polek przez starsze społeczeństwo. Uroczystościami swymi, a szczególnie wzruszającym aktem ofiarowania, porwała nas starszych obywateli. Wdzięczni Wam jesteśmy Młode Polki za te uroczystości. Kroczcie nadal śmiało w życie. Słuchajcie wskazań swoich księży Patronów. Zawsze możecie liczyć na nasze poparcie.

Jeden z ojców katolickich   

czwartek, 18 marca 2021

Z dziejów Powiatu Strzeleńskiego - cz. 8 Starostowie - cz. 4

Po stosunkowo długiej przerwie wracamy, by dokończyć biograficzny poczet starostów strzeleńskich. Do opracowania zostały dwa biogramy, które dzisiaj prezentuję, a mianowicie Jana Kozłowskiego i Włodzimierza Baranowskiego. Przy okazji informuję, iż prostuję błędy jakie popełniono w II tomie Studiów z dziejów Ziemi Mogileńskiej, a dotyczące czasookresów sprawowania przez nich władzy w powiecie strzeleńskim.

Jan Kozłowski - Referendarz pełniący funkcję kierownika Starostwa w Strzelnie, później starosta obornicki.

O Janie Kozłowskim niewiele udało się zebrać informacji. Wiadomo jest, że został mianowany 1 kwietnia 1927 roku przez wojewodę Adolfa Bnińskiego urzędnikiem 1. kategorii VIII stopnia służbowego w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu. Wkrótce, bo już 21 kwietnia oddelegowany został do Strzelna, gdzie pełnił funkcję kierownika Starostwa Powiatowego. Tytułowany był starostą, jednakże urzędowo występował i wszystkie dokumenty podpisywał jako kierownik Starostwa. Podana o nim informacja w II tomie Studiów z dziejów Ziemi Mogileńskiej jest błędna, co do stanowiska i czasu zasiadania na kierowniczym urzędzie w strzeleńskim starostwie.

 

7 sierpnia 1927 roku uczestniczył w zjeździe propagandowym towarzystw Powstańców i Wojaków okręgu inowrocławskiego w Strzelnie. Prasa tytułowała go starostą. Podobnie było podczas akademii ku uczczeniu Marszalka Józefa Piłsudskiego w niedzielę, dnia 18 marca 1928 r. Wówczas poinformowano, że p. starosta Kozłowski zaznaczył w końcu swego przemówienia, że w dniu Imienin Marszalka Piłsudskiego w swoim gabinecie przyjmować będzie życzenia.

3 marca 1928 roku wprowadził na urząd nowo wybranego, a ustanowionego przez wojewodę komisarycznym burmistrzem miasta Strzelna, Stanisława Radomskiego. W notatce prasowej Jan Kozłowski tytułowany był kierownikiem Starostwa. Z innych informacji prasowych dowiadujemy się, że 3 maja 1928 roku wziął udział w święcie Konstytucji 3-Maja, uczestnicząc w mszy św., defiladzie i akademii. 13 maja 1928 roku przewodniczył obchodom Dnia Robotnika Katolickiego i choć był tytułowany starostą to tylko grzecznościowo. Od czerwca 1928 roku jako kierownik Starostwa sprawował mandat zastępcy członka Sejmiku Województwa Poznańskiego, reprezentując w nim powiat strzeleński.

1 sierpnia 1928 roku zostały zniesione komisariaty obwodowe. W ich miejsca zostały utworzone wójtostwa na czele z wójtami. Starosta Kozłowski wprowadził na urzędy wójtów w Wójtostwie Strzelno-Południe Antoniego Kuchowicza ziemianina ze Zbytowa, zastępcę Franciszka Stanka z Młynic, a w Strzelnie-Północy Władysława Benedykcińskiego rolnika z Ciechrza. Siedziby wójtostw znajdowały się w budynku magistrackim przy ul. Inowrocławskiej róg Lipowej. Również w sierpniu staraniem Powiatowego Komitetu PWiWF, na czele którego stał „starosta“ Jan Kozłowski, odbyło się w Strzelnie Święto Wychowania Fizycznego. Udział brało 542 członków.

Wraz z informacją podaną 30 września 1928 roku, że 19 września bawił w Strzelnie J. E. ks. kardynał Marmaggi, nuncjusz papieski w Polsce, którego przyjmował ks. radca Czechowski, prob. strzeliński; ukazała się i ta: „Starosta“  tutejszego powiatu p. Jan Kozłowski został przeniesiony do innego powiatu na Kresy Wschodnie. Ogół obywateli przyjmie tę wiadomość ze żalem, p. „starosta“  Kozłowski bowiem zdobył sobie zaufanie ogółu obywateli. Ale zanim do tego doszło jeszcze 21 września 1928 roku odbyło się zebranie organizacyjne Komitetu budowy pomnika Najświętszego Serca Jezusowego w Strzelnie. W toku dyskusji kierownik Starostwa Jan Kozłowski zgłosił propozycję, że najodpowiedniejszym miejscem pod pomnik są plantacje miejskie (Planty Miejskie), a mianowicie róg ul. Kolejowej i ul. Miradzkiej. Wówczas też w skład komitetu wykonawczego weszli: ks. radca Czechowski, prezes, p. burmistrz Radomski sekretarz, Albin Radomski skarbnik, oraz p. „starosta“  Kozłowski i p. Wanda Siemianowska.

Oborniki 1933. Defiladę przyjmuje starosta Jan Kozłowski

W ferwor różnych informacji włączył się również gnieźnieński „Lechu”, na którego łamach odnotowano, że 1 października 1928 roku „starosta“ Kozłowski został przeniesiony na równorzędne stanowisko do jednego z miast na Polesiu. Rzekomo miało to się stać po lustracji urzędów i instytucji samorządowych przez ministra Jurkiewicza, który Strzelno odwiedził 20 września. Społeczeństwo strzeleńskie żegna go z wielkim żalem. Definitywnie, choć nie jednoznacznie kwestię rozwiązywał „Dziennik Urzędowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych“ z 1928 roku, Nr 7 - informując, że referendarz VIII stopnia służbowego Jan Kozłowski - ze starostwa w Strzelnie w obręb województwa poleskiego od 13 września 1928 roku. Jak się w końcu stało? Trudno dziś stwierdzić. Prawdopodobnie decyzja została cofnięta i Jan Kozłowski ze Strzelna został przeniesiony na stanowisko starosty powiatu obornickiego.

W Obornikach starosta Jan Kozłowski w grudniu 1930 roku było organizatorem uroczystych obchodów 100. rocznicy powstania listopadowego. W 1932 roku wymieniony został w Obornikach jako starosta. Również w 1936 roku w „Dzienniku Urzędowym MSW“ wyliczony został pośród starostami, jako starosta obornicki oraz 13 marca 1937 roku.

Starosta obornicki Jan Kozłowski urząd piastował do września 1939 roku. 

Włodzimierz Baranowski - Pełnił obowiązki starosty lub był starostą powiatowym w różnych miejscach Polski: Sejnach, Suwałkach, Bielsku Podlaskim, Strzelnie, Brzesku, Rypinie i ponownie w Suwałkach, wszędzie zyskując od przełożonych wysoką ocenę swojej działalności. Taka zmiana miejsc pracy może dzisiaj dziwić, ale w okresie międzywojennym była na porządku dziennym, a wynikała ze zwyczaju służbowego przenoszenia pracowników państwowych.

Włodzimierz Baranowski urodził się 3 lutego 1890 roku w Wyłkowyszkach, jako syn Adama, wieloletniego (1896–1901) burmistrza Władysławowa, i Anny z Adamowiczów. W 1909 roku ukończył gimnazjum klasyczne w Mariampolu i otrzymał złoty medal za egzamin maturalny z ocenami celującymi. Podjął studia na Politechnice w Petersburgu, ale szybko przeniósł się na filologię klasyczną na Wydziale Historyczno‑Filozoficznym tamtejszego uniwersytetu. Od 1 maja do 10 listopada 1917 roku służył w armii rosyjskiej. Ostatecznie studia ukończył 23 marca 1918 roku.

Po powrocie do kraju krótko pracował jako nauczyciel tańca w gimnazjum w Częstochowie, a 29 lipca 1918 roku złożył pismo do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z prośbą „o wysłanie na praktykę do jednego z urzędów powiatowych”. Rekomendacji udzielili mu Gustaw Zabłocki i Marian Borzęcki. W wyniku tych zabiegów, 14 listopada 1918 roku został mianowany pomocnikiem Komisarza Rządu Polskiego na powiat augustowski. Podczas wypełniania tych obowiązków był też komisarycznym burmistrzem Augustowa (od stycznia do maja 1919 roku). Od 10 lipca 1919 roku pracował w Komisariacie Rządowym w Suwałkach jako tymczasowy zastępca powiatowego komisarza rządowego. Na początku 1921 roku został delegowany do Sejn, na czas choroby starosty sejneńskiego Wróblewskiego, by pełnić jego obowiązki. Po czterech miesiącach powrócił do Suwałk z opinią wojewody: „okazał się zdolnym, sumiennym i pracowitym urzędnikiem, (…) wykazał na tym trudnym posterunku niezwykłą energię, takt i całkowitą znajomość spraw politycznych i administracyjnych”. Po 23 listopada 1921 roku był p.o. starosty suwalskiego, a następnie starostą suwalskim od 27 lutego 1922 do 26 grudnia 1926 roku. W czasie wojny 1920 roku, od 27 lipca do 16 grudnia, służył w armii polskiej.

Włodzimierz Baranowski z żoną Marią i córką Aleksandrą

W latach 1922/1923 w ocenie jego pracy pisano: „znajomość przepisów dobra, zdolny, pojętny, bystry, pilny, sumienny, godny zaufania, uzdatniony do służby wewnętrznej i zewnętrznej, dobry urzędnik, zachowanie bez zarzutu, uzdatniony na stanowiska kierownicze, do służby przy centrali mniej się nadaje”. W czasie pobytu w Suwałkach był podejrzewany o sprzyjanie agentom litewskim i utrudnianie pracy suwalskiej komórce Oddziału II Sztabu DOK III. 

Włodzimierz Baranowski opuścił Suwałki 12 stycznia 1927 roku i objął starostwo w Bielsku Podlaskim, które powierzono mu już 1 stycznia. Tam zaangażował się w budowę kolei wąskotorowej Siemiatycze - Wysokie Mazowieckie, silnie wspierając Komitet Organizacyjny Budowy Wąskotorowej Kolei. W Dzienniku Urzędowym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych 1928/7 odnotowano: - Starosta powiatowy w VI stopniu służbowym Włodzimierz Baranowski - ze starostwa w Bielsku Podlaskim do starostwa w Strzelnie dnia 15 września 1928 roku.

Zjazd starostów w Białymstoku 1925 r. Włodzimierz Baranowski w II rzędzie 2 od prawej.

Zaraz po objęciu stanowiska przyjął liczne funkcje społeczne. Między innymi prezesował od 13 lipca 1929 roku Okręgowi 12. Związku Straży Pożarnych w Strzelnie. Również został Przewodniczącym Powiatowego Komitetu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego. Później przyczynił się do uruchomienia kuchni dla ubogich, którą zorganizowano w tzw. Szpitalu św. Ducha, przy ulicy o tej samej nazwie, a którą otworzono 16 grudnia 1929 r. Ochoczo uczestniczył w różnych uroczystościach, przykładając szczególną uwagę do rocznic i świąt, jak chociażby rocznice „Cudu Wisły“, uczestnicząc w odsłonięciu pomników powstańców wielkopolskich w Strzelnie i Markowicach. Swoją drogą zabiegał o wyróżnianie i odznaczanie tych, którzy niosą ratunek bliźniemu. W Kruszwicy 4 lipca odznaczył „Medalami za ratowanie ginących“ pp. Karola Kowalskiego i Mariana Siedlewskiego, którzy w marcu pośpieszyli na ratunek tonącym na Gople. Jak przystało przedstawicielowi rządu RP dekorował w imieniu Prezydenta RP wysokimi odznaczeniami państwowymi, m.in. 3 marca 1931 roku wręczył srebrny Krzyż Zasługi byłemu kierownikowi Szkoły Powszechnej z Kruszwicy panu Bronisławowi Hundtowi. Wspierał dzieci i młodzież w różnych formach organizowania się, a szczególnie w szeregach Harcerstwa RP. W dniu 1 czerwca 1931 roku uczestniczył w Kruszwicy w zlocie i obozie w ramach „Dnia Harcerstwa“, podczas którego nastąpiło poświęcenie harcówki drużyn męskich, w dużej mierze wspartej środkami powiatowymi. 

W 1931 roku działacze społeczni ze Strzelna i okolic zarzucili staroście, iż ten zbytnio sprzyja organizacji „Strzelec“, a miało to związek z bezprawnym zwołaniem, pomimo odmowy uczynienia tego przez prezesa Władysława Trzeckiego, zebrania Towarzystw Powstańców i Wojaków z terenu powiatu strzeleńskiego celem stworzenia struktur powiatowych tego Towarzystwa. Ale największym i widomym po dzień dzisiejszy śladem, jaki po sobie zostawił starosta Baranowski był wówczas jeden z najnowocześniejszych szpitali powiatowych w Polsce, który po likwidacji powiatu strzeleńskiego i przyłączeniu tegoż terenu do powiatu mogileńskiego, przejął funkcję Publicznego Szpitala Powiatowego dla obsługi powiatu mogileńskiego.

Starostą strzeleńskim był do ostatnich dni powiatu, tj. do 31 marca 1932 r. Powiat strzeleński z dniem 1 kwietnia 1932 r. został w całości włączony do powiatu mogileńskiego. Zaś Baranowski został starostą w Brzesku z nominacją od 1 kwietnia 1932 r., tam między innymi od początku zaangażował się w pracę Powiatowego Komitetu Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego. Po czterech latach we wrześniu 1936 r. został przeniesiony na równorzędne stanowisko - starostę rypińskiego, a od 18 listopada 1937 r. ponownie został starostą w Suwałkach.

W ocenie pracy wystawionej 5 lipca 1939 roku wicewojewoda M. Jankowski pisał o nim: „poziom etyczny: uczciwość, pojętność, poczucie godności osobistej, bezinteresowność w stopniu wybitnym; bezstronność bez odchyleń od poziomu przeciętnego; poziom umysłowy: wszystkie wymienione cechy posiada w stopniu dużym; zachowanie się: cechy te posiada w stopniu wybitnym; wyrobienie obywatelskie: dbanie o dobro sprawy publicznej duże, co do wykonywania obowiązków obywatelskich spostrzeżeń nie mam; uzdolnienia pracownicze: ambicja pracy, obowiązkowość, wytrwałość, dokładność, energia, samodzielność, poczucie odpowiedzialności, umiejętność współpracy - duża; wyrobienie służbowe, zachowanie tajemnicy służbowej - wybitne. Pozostałe cechy - bez odchyleń od poziomu przeciętnego. Wymagania specjalne dla danego rodzaju pracy: znajomość przepisów i umiejętność stosowania  dobre”. Otrzymał ogólną ocenę dobrą i była ona zgodna z oceną wojewody Henryka Ostaszewskiego.

Włodzimierz Baranowski - bibliotekarza w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu

Po wybuchu wojny w 1939 roku przedostał się przez Litwę do Francji i 22 listopada wstąpił do wojska polskiego (od 1 lipca 1925 roku był podporucznikiem rezerwy). W formacjach wojska polskiego na Zachodzie służył nieprzerwanie do 1 stycznia 1947 roku. W trakcie pobytu w Wielkiej Brytanii prowadził studia historyczne, publikując w 1942 roku w Londynie dwie prace: Administracja okupacyjna w Generalnym Gubernatorstwie (ss. 173) oraz Limina Apostolorum. Pius XI, Pius XII. Kościół Katolicki i Polska (ss. 43; pod pseudonimem Błażej Komiat).

Spuścizna rękopiśmienna Włodzimierza Baranowskiego przechowywana jest w dziale rękopisów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu i liczy siedem pozycji inwentarzowych 5.

Po demobilizacji 6 stycznia 1947 roku powrócił do Polski i 1 września podjął pracę na stanowisku bibliotekarza w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu. Pracował w dziale udostępniania, a następnie jako kierownik działu magazynów i introligatorni (15 października 1954 roku otrzymał stopień adiunkta). Na emeryturę przeszedł 31 lipca 1958 roku. Był odznaczony Medalem Dziesięciolecia Niepodległości, Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918–1921 i Złotym Krzyżem Zasługi (8 sierpnia 1938 roku). Znał język rosyjski, francuski i litewski.

Ożenił się 1 kwietnia 1921 roku w Suwałkach z Marią Jadwigą Bakinowską urodzoną 13 października 1895 roku w Suwałkach, córką Aleksandra Feliksa (ur. w 1839 roku w Kurdymoksztach, parafii Łoździeje, zm. 24 sierpnia 1917 roku w Suwałkach), znanego i szanowanego lekarza suwalskiego i Wiktorii Filipiny Anastazji z Eysymontów (ur. ok.1852 roku – zm. 5 sierpnia 1901 roku w Suwałkach) córki Ryszarda i Anieli z Abłamowiczów. Żona była wówczas pracownicą Wydziału Powiatowego. Mieli córkę Krystynę Wiktorię Klarę (ur. 12 sierpnia 1924 roku w Suwałkach)

Włodzimierz Baranowski zmarł w wieku 90 lat, 20 grudnia 1980 roku we Wrocławiu.