poniedziałek, 4 stycznia 2021

Od cegielni do marketu

Przez ostatnich kilka miesięcy mogliśmy przyglądać się rozbudowie pawilonu wielkopowierzchniowego sieci Mila znajdującego się przy ul. Raj 2. Na naszych oczach dotychczasowa placówka przeobraziła się w mini galerię, swoiste centrum handlowe Strzelna, zmieniając po raz kolejny szyld na Delikatesy Centrum. Przebudowie uległa bryła budynku, a w jej wnętrzu - do już funkcjonujących - przybyły nowe powierzchnie handlowe i usługowe, a zarazem podmioty gospodarcze, a mianowicie Jawa, Pepco i inne. Po rynku miejskim jest to drugie miejsce w naszym mieście, które w tym roku przybrało nowego wymiaru. W trakcie - sumptem miejskim - realizowane jest trzecie przedsięwzięcie, a mianowicie rewitalizacja parku im. Tadeusza Kościuszki przy ulicach, Kolejowej i Kościuszki oraz budowa przez dewelopera przy ul. Gen. Henryka Dąbrowskiego, tuż za Osiedlem Piastowskim wielorodzinnego bloku mieszkalnego.

 

Ale dzisiaj nie o współczesności, a opowiem Wam o dziejach tego miejsca. Zatem cofnijmy się ok. 250 lat wstecz, do roku 1761. Wówczas to 22 maja wielki pożar strawił niemalże całe śródmieście. Odbudowując poszczególne domostwa coraz częściej zaczęto stawiać je z murów ceglanych i z tzw. pecy, czyli wysuszonej na słońcu, a nie wypalonej cegły. Szybko skończyły się zapasy gliny przy cegielni zlokalizowanej w miejscu zwanym Cegiełka (w obszarze współczesnej ulicy Cegiełka). W związku z tym Miasto otrzymało grunt w obrębie Przedmieścia Gnieźnieńskiego, vis a vis folwarku Naskrętne, w miejscu, w którym współcześnie wybudowano Polomarket, w trójkącie ulic Kolejowa, Dra Jakuba Cieślewicza i Raj. Tam postawiono cegielnię i w pierwszej kolejności glinę pozyskiwano z tego obszaru, a później z parceli przy ul. Sportowej - obszar tzw. Targowiska (Glinica) i Strzelnicy Bractwa Kurkowego.

 

Pod koniec XIX w., po zakończeniu eksploatacji, przez wiele lat doły - tzw. glinianki zaczęto zasypywać śmieciami miejskimi - komunalnymi. W najgłębszym wyrobisku utworzył się duży staw, widoczny jeszcze na zdjęciu - pocztówce z początku XX w. Około 1910 r. firma budowlana Wawrzyńca Szudy postawiła na skraju tego obszaru, tuż przy ul. Raj duży, czterokondygnacyjny magazyn zbożowy, który następnie dzierżawiła Spółdzielnia „Rolnik“, a następnie kupiec zbożowy Julian Schulze z Goryszewa-Kawki. Wówczas też przyspieszono rekultywację tego terenu. Po wojnie cały obszar przejęła Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska“ i zaczęła tu prowadzić szeroką działalność skupową i zaopatrzeniową. W 1948 r. kosztem 1 205 tys. zł. pobudowano prowadzącą na plac bocznicę kolejową i utworzono tutaj duże składowisko węgla, tzw. plac węglowy. Na przełomie lat 1958/1959 pobudowano wagę wozową, a od strony ul. Kolejowej postawiono budynek z pomieszczeniami biurowo-magazynowymi będącymi zapleczem dla skupu żywca, drobiu, jaj, pierza i skór. GS swoją działalność prowadził tutaj do czasu likwidacji spółdzielni. W międzyczasie, bo w latach 90. XX w. wygrodzono z części placu targowisko, od strony ul. kolejowej targowisko, na którym handlowano niemalże wszystkim. Szczególnym powodzeniem cieszyli się tutaj handlarze z Ukrainy. Pod koniec XX w. magazyn zbożowy rozebrano i na początku XXI w. całość sprzedano.

 

W kwietniu 2005 r. przystąpiono do budowy wielkopowierzchniowego sklepu firmy Polomarket. Inwestycję ukończono w czerwcu 2005 r. Po dziesięciu latach w wyniku rozdzielenia się spółki zmienił się szyld na sklepie i Polomarket zastąpiła Mila. W 2020 r. sklep został rozbudowany.

Poszczególne etapy przemian urbanistycznych tego miejsca prezentuję na zdjęciach wykonanych przez Heliodora. 

 

niedziela, 3 stycznia 2021

Pierwszy dzień wolności - 2/3 stycznia 1919 r.

Wczoraj z grupą samorządowców uczciliśmy 102. rocznicę walk o Strzelno i oswobodzenia miasta - po 146 latach - z kajdan niewoli pruskiej. Pod Pomnikiem Poległych Powstańców Wielkopolskich na starej strzeleńskiej nekropoli spotkał się burmistrz Strzelna Dariusz Chudziński z proboszczem i dziekanem strzeleńskim Ottonem Szymków - honorowym obywatelem miasta, wicestarostą Marianem Mikołajczakiem, wiceburmistrzem Ewą Szadkowską, przewodniczącym rady miejskiej w Strzelnie Piotrem Dubickim, przedstawicielami TMMS z prezesem Marianem Przybylskim, Heliodorem Rucińskim, Krzysztofem Rymaszewskim i jego wnukiem Franciszkiem oraz radnymi powiatowymi Pawłem Jankowskim, Tomaszem Krzesińskim i Mateuszem Lisieckim. Obecni też byli przedstawiciele Portalu Strzelno Online: Piotr Posłuszny i Michał Ostrowski. Punktualnie o godz. 12:00 zawyły syreny, a następnie odśpiewano Hymn Polski. Było wystąpienie burmistrza i modlitwa ks. kanonika, po czym złożono wiązanki i zapalono znicze…















Dzisiaj świętujemy pierwszy dzień wolności, który dla strzelnian był dniem bardzo pracowitym. Poniżej kilka fragmentów opisujących tamte chwile - 2/3 stycznia 1919 r.

Wraz z ustaniem walk do Strzelna wkroczył na czele nowo sformowanego w Mogilnie oddziału powstańczego ppor. Paweł Cyms, dowódca oddziałów, które od Gniezna szły z misją wyzwolenia Kujaw Zachodnich. Z wielkim entuzjazmem witała dowódcę i maszerujących z nim powstańców miejscowa ludność. Na domach powiewały flagi o barwach narodowych, a na domu Wandy Siemianowskiej przy ulicy Kościelnej, który stoi na wprost wylotu ul. Szerokiej (Gimnazjalnej) dumnie powiewał wielki biały orzeł wyhaftowany przez nią na czerwonym aksamicie. Orzeł ten towarzyszył później strzelnianom w różnych uroczystościach państwowych i kościelnych. Siostrzeniec Wandy, Marian Strzelecki we wspomnieniach o ciotce pisał, że dom jej dotkliwie ucierpiał, a szczególnie w części parterowej okno wystawowe i inne okna, a nawet wnętrze sklepu, gdyż był on ostrzelany z gniazda karabinów maszynowych, które znajdowało się po przeciwległej stronie ul. Szerokiej, u wlotu w ulicę Młyńską.

Rozentuzjazmowany tłum zgromadził się na Rynku w Strzelnie w pobliżu pomnika cesarza Wilhelma I. Sprowadzono konie i smyk (niskie sanie). Cesarzowi założono na szyję łańcuch i zaprzęgnięte doń konie obaliły odlanego z brązu monument. Następnie, wciągnięty na smyk był ciągniony ulicami miasta. Na zakończenie pochodu tryumfalnego zaciągnięto cesarza do ogrodów magistrackich pomiędzy ulicami Lipową i Andrzeja i tam w głębokim dole, gdzieś pod płotem od strony ul. Andrzeja złożono i później zakopano w ziemi. (…)

Z kolejnej relacji, tym razem Aleksandra Lasockiego dowiadujemy się o organizacji pierwszego formalnego strzeleńskiego oddziału powstańczego tzw. 1. kompanii strzeleńskiej, który dał początek późniejszemu, zawiązanemu po zdobyciu Inowrocławia Batalionowi Nadgoplańskiemu: - W dniu 3 stycznia 1919 r. zgłosiłem się jako ochotnik do tzw. "pierwszej kompanii" strzelińskiej, późniejszej 11 kompanii 5. Pułku Strzelców Wielkopolskich, a w końcu przemianowanego na 59. Pułk Piechoty Wielkopolskiej. Pamiętam, że razem ze mną zgłosił się do powstańców Teodor Foks [Fox - M.P.] syn miejscowego policjanta niemieckiego lecz czującego się Polakiem. Warto dodać, ze biuro wojsk powstańczych zostało zlokalizowane w domu stowarzyszeń niemieckich "Vereinhausie" i tam mieściły się również wszystkie potrzebne lokale funkcyjne jak magazyny odzieży, broni, kuchnia itp. Sierżantem sztabowym czyli szefem biura był Stefan Trzecki, a lekarzem wojskowym Dr Maksymilian Nickelmann. Komendantem miasta i powiatu był Józef Hanasz. Szkolenie wojskowe z powstańcami prowadził jeden z braci Jeske. Po kilku dniach zorganizowano "żandarmerię wojskową" do której należeli m.in.:  Socha, Drygalski, Żak, Jezierski, Borys i kilku innych. (…)

Pierwszą zorganizowaną nazajutrz po wyzwoleniu formacją powstańczą o charakterze wojskowym był stuosobowy oddział strzelnian pod dowództwem Stefana Różnowicza. W jego skład weszli członkowie "Sokoła" oraz byli żołnierze armii niemieckiej, którzy szczęśliwie powrócili w rodzinne strony z frontów Wielkiej Wojny. Sam dowódca był wyszkolonym podoficerem, który z wojny wrócił w stopniu starszego sierżanta i spośród strzelnian wyróżniał się najstarszy stopniem podoficerskim. W jego szeregach było 70 powstańców uzbrojonych, w tym na wyposażeniu mieli jeden lekki karabin maszynowy oraz 30 powstańców bez broni.

Wkrótce też miejscowe kobiety zorganizowały pod szyldem "Czerwonym Krzyżem" szwalnię, w której przygotowały opaski powstańcze, rozetki do rogatywek, naprawiały mundury zdobyte na Niemcach, odzież itp. Bardzo ważną komórką była kuchnia, która miała stałe dyżury i przygotowywała posiłki dla wojska powstańczego. Jej furierem czyli zaopatrzeniowcem był Jan Kobus, a głównym kucharzem Czesław Orłowski. Spośród kobiet pracowały w kuchni: Emilia Orłowska, Maria Hanasz, Ludwika Zbierska, Maria Zbierska, Izabela Zbierska, Maria Rydlewska, Ludomiła Kazowska i inne. (…)


środa, 30 grudnia 2020

Przygotowania do powstania w Strzelnie - 30 grudnia 1918 r.

Dopełnieniem wczorajszego artykułu, są mniej precyzyjne wspomnienia spisane na przełomie lat 50. i 60. XX w.: Władysława Driesena, Jana Głowackiego, Aleksandra Lasockiego, Antoniego Paternogi, Bolesława Sarnowskiego ps. "Bolek" i Józefa Rutkowskiego. 

Następnego dnia po wielkim wiecu, 30 grudnia 1918 r. na wieść o rozprzestrzeniającym się po Wielkopolsce zrywie powstańczym działacze Powiatowej Straży Ludowej postanowili zwołać w Strzelnie w lokalu Stanisława Smoniewskiego przy ul. Szerokiej zebranie z udziałem kilkunastu osób. Omówiono na nim, plan wypędzenia Grenzschutzu z powiatu i co w tym względzie należy zrobić. Stwierdzono w trakcie dyskusji, że Rada dysponuje zbyt małą ilością broni - około 12 karabinów - co uniemożliwia prowadzenie otwartej walki. Należy czekać na nadarzającą się sposobność i wykorzystując rozluźnienie oraz nieuwagę w szeregach Grenzschutzu i wówczas zaatakować.

W tym samym czasie kruszwiczanie porozumieli się z prezesem "Sokoła" w Strzelnie Bolesławem Pińkowskim i wstępnie ustalono równoczesny czas powstania w obu miastach. Miało ono nastąpić 2 stycznia 1919 r. w godzinach wieczornych, a to dlatego, że miejscowi powstańcy mieli lepsze rozeznanie orientację w terenie miejskim, niż załogi niemieckie - Grenzschutzu. Widomym hasłem początku powstania miały być podpalone pod Kruszwicą i Strzelnem duże stogi słomy. Działać miano z zaskoczenia, aby nie dopuścić do otwartej walki.

 

Tymczasem wypadki pokrzyżowały plany strzelnian i kruszwiczan i losy powstania w Strzelnie i Kruszwicy potoczyły się zgoła odmiennie. Według relacji strzelnianina Aleksandra Lasockiego: ...w noc sylwestrową I918 r. zebrało się kilku młodych Polaków, a m.in.: późniejszy mój szwagier Mieczysław Zbierski, bracia Lechowscy, Edmund Janiszewski i kilku innych na Rynku, gdzie przed zborem ewangelickim stał pomnik brązowy cesarza niemieckiego Wilhelma I. Grupa wymienionych młodych Polaków przyniosła gruby żelazny łańcuch, który zarzucili na głowę i popiersie "cesarza". Następnie do łańcucha zaprzęgnięto konia i próbowano ściągnąć pomnik z cokołu  na ziemię. Akcja ta jednak niestety się nie udała, gdyż nadszedł patrol "Grenzschutzu" i spłoszył sprawców nieudanego "zamachu". Na tym się jednak nie skończyło. Tejże nocy ktoś nieznany zawiesił na plecach stojącego na wspomnianym pomniku "kajzera” worek z pustymi pudełkami, a na szyi zawiesił tablicę z napisem: "IV klasą do Brandenburga"..., co miało oznaczać, że razem z kolonistami Niemcami wynosić się ma do swojego Vaterlandu i to w wagonie o najniższym - z czterech klas kategorii - standardzie. Dekoracja pomnika utrzymywała się przez kilka porannych godzin, aż policjant niemiecki zdjął "ciężar" z pleców swojego cesarza. W międzyczasie przechodnie, a zwłaszcza Polacy, zdążający przez Rynek do kościoła na mszę św. noworoczną, mogli upajać się widokiem nocnej dekoracji pomnika.

wtorek, 29 grudnia 2020

W przeddzień walk o Strzelno - 29 grudnia 1918 r.

 

Rynek strzeleński w czasie wiecu 29 grudnia 1918 r. (Fotografia wykonana przez Ignacego Maciejewskiego)

Przyjazd 26 grudnia 1918 r. do Poznania Ignacego Paderewskiego spowodował masowe manifestacje i wystąpienie ludności polskiej. Przywiózł on z Paryża niezmiernie ważną i cenną wiadomość, o przychylnym stosunku rządu francuskiego do prowadzonej na obszarze zaboru pruskiego akcji zmierzającej do odzyskania przez Polaków niepodległości. 27 grudnia 1918 r. w okolicach Bazaru, gdzie zamieszkał Paderewski doszło do wymiany ognia, rozpoczęła się zacięta walka, która rozprzestrzeniła się na liczne ogniska zapalne w mieście. Padli pierwsi zabici, wielu zostało rannych. Powstanie Wielkopolskie stało się faktem dokonanym. Wybuch walk zbrojnych w Poznaniu stał się sygnałem i rozniecił zryw niepodległościowy na całą Wielkopolskę. 

Wieści o przyjeździe Paderewskiego do Poznania i wybuchu powstania zbrojnego lotem błyskawicy obiegł całą Prowincję Poznańską. Dotarły one również do Strzelna. Miejscowi Sokoli i skauci zintensyfikowali przygotowania do zbrojnego czynu. W dniach 28-29 grudnia 1918 r. powstańcy oswobodzili Gniezno. W tym samym czasie w Strzelnie miały miejsce dwa ważne i historyczne wydarzenia, o czym donosił "Dziennik Kujawski". 29 grudnia 1918 r. odbył się w Strzelnie wiec pod przewodnictwem ks. dziekana Kopernika skierowany do stanu robotniczego i w celu zorganizowania się tej warstwy społecznej w szeregach Zjednoczenia Zawodowego Polskiego. W jego trakcie przemawiał dr Roman Konkiewicz, który przybliżył los robotnika polskiego oraz Wojciech Kowalski z gorącym apelem w imię Boże o wstępowanie w szeregi Zjednoczenia. Głos zabrali również Szuda i Pińkowski. Dokonano wyboru Zarządu ZZP, w skład którego weszli: Antoni Paternoga, Wincenty Lewandowski, Wojciech Kowalski, Jan Wiśniewski, Jan Świątkowski, Walenty Kędzierski i Wawrzyn Jeske. W tym dniu zapisało się 150 członków.

Rynek strzeleński w czasie wiecu 29 grudnia 1918 r.

Tuż po tym wiecu miała miejsce wielka manifestacja, która została zorganizowana przez miejscowe przed kilkunastoma dniami odrodzone Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół". Miała ona na celi oddanie czci wielkiemu synowi Ojczyzny Ignacemu Paderewskiemu. Całą uroczystość poprzedziło świąteczne przygotowanie miasta. Już od rana przybrało ono barwy narodowe. Biało-czerwone sztandary powiewały radośnie na domach Polaków. Jak odnotowano: I zda się, że niebo brało udział w ogólnym nastroju - darzyło nas bowiem przepiękną pogodą. Miejscem zbiórki Sokołów i Sokolic była sala Hotelu "Park Miejski" Wiktora Piątkowskiego. O godz. 13:00 wyruszył stąd pochód, do którego dołączyło kilka tysięcy mieszkańców. Całość udała się we wzorowym porządku z orkiestrą na czele na Rynek. Na trybunie przybranej w zieleń oraz proporce narodowe i sztandar "Sokoła" ukazał się prezes Bolesław Pińkowski - junior. W krótkich, lecz treściwych słowach wskazał na świetny wynik misji genialnego artysty w Ameryce.

Następnie pochód ruszył ulicą Kościelną ku świątyni parafialnej, gdzie u wrót kościoła przemówił do manifestantów ks. dziekan Kopernik. Zakończył on swoje wystąpienie okrzykiem: Niech żyje wolna, zjednoczona, niepodległa Polska Ludowa. Pochód wrócił na Rynek, gdzie kontynuowano wiec. Jako pierwsza głos zabrała prezeska Sokolic Zofia Zakrzewska z Mirosławic. Po niej stanął na trybunie dr Roman Konkiewicz. Słowa jego żywy znalazły oddźwięk w sercach słuchaczy, gdy roztoczywszy przed nimi obraz minionej bolesnej przeszłości wspomniał jednego z najlepszych synów naszej ziemi, Ignacego Paderewskiego i jego pracę dla Polski na obczyźnie. Mówca na zakończenie wzniósł okrzyk: Wielki syn Ojczyzny, gorący patriota i genialny artysta, Ignacy Paderewski, niech żyje!     

Przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego, uformowany na nowo pochód wrócił pod hotel "Park Miejski". Po wzniesieniu okrzyków na cześć Polski, Wilsona i Paderewskiego, odśpiewano pieśń Wszystkie nasze dzienne sprawy i na tym zakończono manifestację, która na długo zapadła w pamięci uczestników.


poniedziałek, 28 grudnia 2020

Spacerkiem po Strzelnie - cz. 113 Ulica Inowrocławska - cz. 9


W dzisiejszym artykule omówię aż trzy posesje, które zabudowane są parterowymi domami z „rodowodem“ sięgającym przełomu XIX i XX w. Będzie o rodzinie Zielińskich, której antenatem był Jan, powstaniec wielkopolski, jego synem prof. Zygmunt Zieliński, rektor Politechniki Szczecińskiej, a wnukiem Leonard, wiceburmistrz Strzelna.

Pierwszy z domów oznaczony numerem 15, dawniej policyjnym - 83b został postawiony na tej samej parceli, co wcześniej opisywana kamieniczka Puchalskich. Według spisu ludności z 1910 r. w domu tym mieszkało 5 rodzin - 37 osób. W podwórzu po stronie zachodniej znajduje się drugi, również parterowy, dom mieszkalny. W pierwszym domu od ulicy mieszkał Ewaryst Wiśniewski (1921-1989) z rodziną. Cichy bohater II wojny światowej. Był on żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Służył w 2. Korpusie Polskim dowodzonym przez gen. Władysława Andersa. Walczył w maju 1944 r. pod Monte Cassino, a następnie pod Ankoną, na linii Gotów i uczestniczył w zdobyciu Bolonii. Pracował wraz z małżonką Melanią ze Stempowskich (1925-2000) w PSS „Społem“ jako kierownik sklepu masarskiego, który znajdował się w Rynku pod numerem 23.

Melania i Ewaryst Wiśniewscy w sklepie masarskim

 Pod numerem 17 znajdujemy drugi z wymienionych na wstępie domów. O ile poprzedni dom pełnił li tylko funkcję mieszkalną, o tyle ten spełniał również funkcję użytkową. Od strony północnej znajdował się lokal handlowo-usługowy, a od strony podwórza, niewielka parterowa oficyna. W okresie zaborów posesja ta należała do Paula Kaemmerera, a następnie do Franciszka Eckerta. W latach międzywojennych posesję dzierżył piekarz Kamiński. Na jej zapleczu w latach 30. wystawił piekarnię i rozpoczął produkcję piczywa. Od 1961 r. obiekt dzierżawiła Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska“. Później całą posesję nabył piekarz Pakulski, który dał początek słynnemu inowrocławskiemu kombinatowi piekarniczemu „Piekuś“ - piekarnia i ciastkarnia.

Tuż za byłym „Piekusiem“ znajduje się trzeci z parterowych domów. Należał on do rodziny cieśli Mantela Eduarda, a następnie Ottona - Niemców strzeleńskich. W latach międzywojennych posesję nabył mistrz stolarski Jan Zieliński i po przebudowie domu w jego części południowej uruchomił sklep meblowy i z trumnami. W tym miejscu zatrzymamy się dłużej, poświęcając nieco więcej czasu rodzinie Zielińskich. 

Jan Zieliński urodził się 14 listopada 1895 r. w Strzelnie jako syn Walentego i Marii z domu Wojtaszak. Brał udział w I wojnie światowej, walczył na froncie francuskim gdzie został ranny. Na  Pruskiej liście strat został wymieniony wśród rannych żołnierzy z dopiskiem „schwer werwundet“ - ciężko ranny. Lista nr 1167, strona 24423 opublikowana 19 czerwca 1918 r. Odznaczony został Krzyżem Żelaznym. Po powrocie z frontu włączył się nurt niepodległościowy i brał udział w zwycięskim Powstaniu Wielkopolskim. W uzasadnieniu  wniosku o odznaczenie Jana Zielińskiego Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym 1819-1919 odnotowano:

3 stycznia 1919 roku wstąpił ochotniczo do oddziałów powstańczych w Strzelnie i brał czynny udział w walkach z bronią w ręku przy oswobodzeniu Strzelna, Kruszwicy, Inowrocławia i okolic. Po zakończeniu działań powstańczych został zdemobilizowany i zwolniony do rezerwy. Walczył pod dowództwem ppor. Pawła Cymsa.

Uchwałą Rady Państwa nr: 11.10-0.909 z dnia 10 listopada 1958 r. został odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym 1918-1919 za czynny udział z bronią w ręku w Powstaniu Wielkopolskim.

Jan Zieliński w 1929 r. został wybrany z listy nr 4 - Chrześcijańskiej Demokracji radnym Rady Miejskiej. W 1933 r. podpisał Odezwę Komitetu Obywatelskiego Pożyczki Narodowej na Powiat Mogileński. Prowadził również działalność handlową - sklep meblowy przy ul. Św. Ducha. Po wojnie nadal zajmował się stolarstwem, a w końcówce swojej pracy zawodowej wykonywał pracę dozorcy. Zmarł w 1973 r. i został pochowany na starym cmentarzu przy ul. Kolejowej. Synami Jana byli: Zbigniew Zieliński - wieloletni handlowiec, pracownik GS „S.Ch.“ w Strzelnie oraz prof. Zygmunt Zieliński - rektor Politechniki Szczecińskiej, którego biogram zamieszczam poniżej. Synem Zbigniewa był Leonard - dyrektor SP w Stodołach, wiceburmistrz strzelna.

 

Prof. Zygmunt Stanisław Zieliński 

Ekonomista, były prorektor a następnie rektor Politechniki Szczecińskiej, dziekan Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, wieloletni kierownik Katedry Ekonomii i Statystyki .

 

Zygmunt Stanisław Zieliński urodził się 7 kwietnia 1929 r. w Strzelnie w rodzinie mistrza stolarskiego Jana Zielińskiego i Stanisławy z domu Deyk. Tutaj też rozpoczął naukę w siedmioklasowej szkole publicznej, którą ukończył dopiero po wojnie. Dalsze kształcenie kontynuował w miejscowym Liceum Ogólnokształcącym. W kronikach szkolnych został odnotowany, jako jeden z najlepszych uczniów rocznika maturalnego 1950. 

W 1950 r. rozpoczął studia w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Szczecinie, którą włączono w 1955 r. do nowo utworzonej Politechniki Szczecińskiej. Studia pierwszego stopnia ukończył w 1954 r., a studia drugiego stopnia (magisterskie) - w 1955 r. W marcu 1963 r. uzyskał stopień doktora nauk ekonomicznych na Wydziale Morskim WSE w Sopocie, a 26 czerwca 1970 r. - stopień doktora habilitowanego nauk ekonomicznych na Wydziale Przemysłu Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Katowicach. Tytuł naukowy profesora nadzwyczajnego uzyskał w styczniu 1977 r., a profesora zwyczajnego 16 grudnia 1988 r.

Działalność naukowo-dydaktyczna Profesora Zielińskiego dzieli się na dwa okresy: szczeciński (lata 1952-1980) i toruński (od 1981 r.). Swą pracę naukowo-dydaktyczną podjął 1 września 1952 r. w Katedrze Statystyki Wyższej Szkoły Ekonomicznej, a następnie Politechniki Szczecińskiej, z którą związał się na wiele lat. Tu w 1955 r. został powołany na stanowisko starszego asystenta, w roku 1963 - adiunkta, w czerwcu 1968 r. - docenta, a po otrzymaniu tytułu naukowego profesora nadzwyczajnego został zatrudniony na stanowisku profesora nadzwyczajnego (w styczniu 1977 r.).

Po ukończeniu studiów magisterskich, w latach 1955-1957, Profesor Zieliński zajmował się problemami statystyki transportowej, a w szczególności problemami statystyki przewozów kolejowych. Następnie w latach 1958-1965 prowadził analizy wahań sezonowych w transporcie w Polsce. Wyniki swych badań opublikował w latach 1959-1965 w artykułach naukowych oraz w monografii pt. Statystyczne studium sezonowości towarowych przewozów kolejami w Polsce w latach 1947-1960. W kolejnym okresie, tzn. od 1965 r. prowadził badania nad metodami analizy wahań sezonowych; ich wyniki Profesor przedstawił w artykułach naukowych oraz w rozprawie habilitacyjnej pt. Ekonometryczne metody analizy wahań sezonowych. Od 1969 r. zajmował się problemami zastosowań ekonometrii w transporcie, a w szczególności w badaniu potrzeb przewozowych. Wyniki tych prac przedstawił w artykułach naukowych oraz w publikacji pt. Wybrane zagadnienia ekonometrii i jej zastosowań do analizy przewozów. Od 1975 r. Profesor Zieliński zajmował się teorią dynamicznych modeli ekonometrycznych, opartych na teorii procesów stochastycznych. Badania dotyczące tego tematu przedstawił w monografii: Metody analizy dynamiki i rytmiczności zjawisk gospodarczych. 

W okresie pracy na Politechnice Szczecińskiej Profesor prowadził wykłady i ćwiczenia z zakresu statystyki teoretycznej, rachunku prawdopodobienstwa, statystyki matematycznej, matematyki dla ekonomistów, statystyki ekonomicznej i transportowej, ekonometrii i badań operacyjnych oraz seminaria magisterskie. 

Rektor Politechniki Szczecińskiej (1975 - 1980) 

W okresie działalności naukowo-dydaktycznej na Politechnice Szczecińskiej Profesor Zieliński pełnił również wiele funkcji. W latach 1970-1981 pełnił funkcje zastępcy dyrektora i dyrektora Instytutu Rachunku Ekonomicznego, a od 1976 r. - dyrektora Instytutu Nauk Ekonomiczno-Społecznych Politechniki Szczecińskiej. Równolegle pełnił funkcje kierownika Zakładu Ekonometrii i Badań Operacyjnych, który powstał z Jego inicjatywy. W latach 1972-1975 Profesor Zieliński był Prorektorem ds. dydaktycznych, a w latach 1975-1980 - Rektorem Politechniki Szczecińskiej i Przewodniczącym Środowiskowego Kolegium Rektorów Szkół Wyższych w Szczecinie. 

Drugi okres pracy naukowo-dydaktycznej Profesora Zygmunta Zielińskiego rozpoczął się od momentu przejścia do pracy na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, tj. od lutego 1981 r. Odtąd też zaczął się okres toruński Jego życia. 

W okresie tym głównym tematem badań Profesora Zielińskiego była teoria dynamicznych modeli ekonometrycznych i ich zastosowań. Efektem tych badań opublikował Profesor w monografii pt. Analiza spektralna w modelowaniu ekonometrycznym we współautorstwie z L. Talagą. Dla napisania tej monografii odbył na przełomie lat 1981 i 1982 staż naukowy w Uniwersytecie Stanowym w Tempe w Arizonie. W latach 1986-1990 podjął się, wraz z zespołem pracowników kierowanej przez siebie Katedry Ekonometrii i Statystyki UMK, realizacji tematu badawczego w ramach centralnego programu badań podstawowych pt. Modelowanie procesów ekonomicznych w świetle koncepcji zgodnych modeli dynamicznych. W trakcie realizacji tego tematu inspirował młodych pracowników naukowych do podejmowania odważnych tematów. Efektem tego było opublikowanie wielu artykułów naukowych, opracowanie kilku prac doktorskich i habilitacyjnych dotyczących nurtu dynamicznego modelowania ekonometrycznego. Podsumowaniem badań Profesora nad budową, analizą i weryfikacją zgodnych, dynamicznych modeli ekonometrycznych była monografia pt. Liniowe modele ekonometryczne jako narzędzie opisu i analizy przyczynowych zależności zjawisk ekonomicznych.

Profesor Zygmunt Zieliński był pomysłodawcą organizowania przez Katedrę Ekonometrii i Statystyki WNEiZ UMK w Toruniu Ogólnopolskiego Seminarium Naukowego pt. Dynamiczne modele ekonometryczne. Seminaria te są organizowane od 1989 r. w cyklu dwuletnim i stanowią doskonałe forum do prezentowania osiągnięć w dziedzinie modelowania dynamicznego ekonomicznych procesów stochastycznych zarówno dla ośrodka toruńskiego, jak i innych polskich ośrodków naukowych. Profesor Zieliński był również inicjatorem przygotowania i wydawania zeszytu naukowego w języku angielskim pt. Dynamic Econometric Models, którego Profesor był jednocześnie redaktorem naukowym. 

W okresie pracy na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu profesor Zieliński wykładał ekonometrie oraz badania operacyjne, a także prowadził seminaria magisterskie. W latach 1984-85 Profesor pracował dodatkowo w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Szczecinie, a w latach 1985-1988 - na Uniwersytecie Szczecińskim, wykładając statystykę dla pedagogów i prawników. Od 1998 roku pracował na stanowisku profesora w Wyższej Szkole Informatyki i Ekonomii Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Olsztynie, gdzie wykładał ekonometrię i prowadził seminaria dyplomowe. 

Profesor Zieliński przez cały okres pracy na Wydziale Nauk Ekonomicznych i Zarządzania UMK w Toruniu mieszkał w Szczecinie, a do pracy dojeżdżał 350 kilometrów. Stał się przez to, jak sam mówił, człowiekiem XXI wieku, czyli „człowiekiem podróżującym“.

W okresie pracy naukowo-dydaktycznej na Wydziale Nauk Ekonomicznych i Zarządzania UMK w Toruniu profesor Zieliński także pełnił różne funkcje. W latach 1981-1987 był dziekanem Wydziału Nauk Ekonomicznych UMK, w latach 1981-90 - członkiem Senatu UMK, a w latach 1983-99 - kierownikiem Katedry Ekonometrii i Statystyki WNEiZ UMK.

Dorobek naukowy Profesora Zygmunta Zielińskiego obejmuje 98 prac naukowych, w tym 5 monografii książkowych. Omawiając poglądy naukowe i osiągnięcia Profesora należy przede wszystkim wskazać na dwie dziedziny, w których Jego wysiłki przyniosły największe owoce, tzn. metody analizy wahań sezonowych i teorie dynamicznych modeli ekonometrycznych oparte na teorii procesów stochastycznych.

Późniejsze związki Profesora ze Strzelnem były związkami ściśle rodzinnymi. Dom rodziców Profesora usytuowany jest przy ul. Inowrocławskiej 19 - przylegał do budynku tzw. „Starego Magistratu“. Na cmentarzu strzeleńskim spoczywają jego przodkowie. W mieście mieszkało nieżyjące już rodzeństwo: siostra Krystyna Schwartz i brat Zbigniew - ojciec wiceburmistrza śp. Leonarda Zielińskiego. Do dziś mieszkają w Strzelnie jego krewni. Syn Profesora, Paweł spędzał w Strzelnie u dziadków niemalże corocznie wakacje letnie, zaprzyjaźniając się z wieloma strzelnianami, w tym i ze mną. Przyjaźń ta, jak i kontakty, pomimo upływu kilkudziesięciu lat od ich zarania, trwają do dziś. Paweł ma siostry Ewę i Agnieszkę.

Profesor Zygmunt Zieliński zmarł w wieku 79 lat, 9 stycznia 2009 r. w Szczecinie.

Sylwetkę naukową Profesora opracowałem na podstawie: Mariola Piłatowska, Sylwetka naukowa Profesora Zygmunta Zielińskiego (1929-2009), [w:] Acta Universitatis Nicolai Copernici, Ekonomia XXXIX - Nauki Humanistyczno-Społeczne - Zeszyt 389 - Toruń 2009. 

poniedziałek, 21 grudnia 2020

Strzelno w 1858 r. Władysław Syrokomla w Strzelnie



Dzisiaj cofniemy się w czasie do 1858 r., by przywołać obraz Strzelna widziany oczyma przybysza.

Działo się to dawno, w czasach, kiedy podróże organizowało się samemu, bez udziału biur i tym podobnych pośredników. Najważniejszym było mieć kapitał, ewentualnie sponsora i chęć do podróżowania. Wówczas, w podróżach sentymentalnych i patriotycznych Kresowiacy odwiedzali miejsca dla Polaków szczególne: Poznań, Gniezno, Trzemeszno, Mogilno, Strzelno i Kruszwicę. My zaś Wielkopolanie udawaliśmy się do Częstochowy, Warszawy, Krakowa, na pogórze tatrzańskie, do Lwowa i Wilna. 

Jedną z takich podróży odbył w 1858 r. Władysław Syrokomla, polski poeta i tłumacz epoki romantyzmu, odwiedzając Wielkie Księstwo Poznańskie. Przybył do Poznania 2 czerwca i stamtąd czynił wypady w okolicę bliską i daleką:

…Jadłem gościnny chleb z Wielkopolany

I piłem wodę goplańską w Kruszwicy;

Słuchałem, łzami rzewnemi zalany,

Jak w Gnieźnie pieją pieśń „Bogarodzicy”. 

 

Do Strzelna trafił ostatnimi dniami czerwca lub na początku lipca i tak oto opisał swoje wrażenia z pobytu w kujawskim miasteczku:

Wedle obranego planu, zboczywszy nieco dla widzenia miasta Mogiły (Mogilna), przez Kwieciszewo, stanęliśmy na nocleg w Strzelnie. Jadąc rzemiennym dyszlem, nie mieliśmy potrzeby troszczyć się ani o czas, ani o kierunek drogi. 

Nadchodził wieczór, kropił deszczyk. Wesoło powitaliśmy okiem starą wieżycę kościoła w Strzelnie. W „Starożytnej Polsce” Balińskiego i Lipińskiego Strzelno jest opisane krótko i niedokładnie. W przelotnym naszym zwiedzaniu mogliśmy obejrzeć ciekawsze szczegóły w obu kościołach tego miasta. 

Pierwszy z nich, pod tytułem św. Prokopa, dziś opuszczony, słusznie uważać się może za jeden z najstarożytniejszych w Polsce. „Starożytna Polska” twierdzi, że tutejszy klasztor norbertanów fundował sławny Piotr Dunin. Być może, że zbudował kościół, ale samej fundacji, na kilku ogromnych wsiach, dopełnił Aleksander książę kujawski, około roku 1124. Norbertanie mieli tu ogromny klasztor. Zakonnice, których tu bywało po kilkadziesiąt, były fundowane przez Kazimierza księcia kujawskiego w roku 1252. Obu tych fundatorów portrety, dobrze zachowane, znajdują się w plebanii.  

Powyższy fragment należałoby poddać krytycznemu rozbiorowi, gdyż dzisiaj na powyższe daty i naukowcy prezentują inny pogląd. Ale nie wdając się w naukowe dywagacje, przejdźmy do dalszej opowieści Syrokomli o pobycie w Strzelnie: 

Zwiedziliśmy naprzód stary, z ciosowego kamienia kościół św. Prokopa, duninowskiej może fundacji. Zniszczony przez Francuzów w r. 1808, już odtąd jest opuszczony. Wspaniała rotunda w stylu romańskim, utrzymująca się na kamiennych żebrach, należy do najrzadszych budowli w Europie. Zdobią ja freski, późniejsze bez wątpienia, ale zawsze nader głębokiej starożytności. Dzisiaj w tym poważnym kościele jest spichrz ks. Dziekana. 

 

W tym miejscu należy się komentarz. Otóż, owe freski zapewne były wykonane przed stu laty, kiedy to Józef Łuczycki przeprowadził remont rotundy, wyposażył ją i przywrócił do kultu. Dziś możemy jedynie wyobrazić sobie tamto wnętrze, porównując wirtualnie jego freski z tymi odkrytymi podczas ostatnich prac archeologicznych w bazylice. Zapewne wykonane były przez tego samego autora. Wracając do Syrokomli, czytamy:

Nad wejściem do starego kościoła i dawnego klasztoru są staroświeckie płaskorzeźby z piaskowca. Jedna z nich wyobraża ukrzyżowanie (nie zachowała się do dzisiaj), druga – Chrystusa siedzącego na majestacie, a po dwu jego stronach dwie klęczące postaci: fundator w stroju rycerskim, trzymający model kościoła i mniszka z księgą reguły. Taką samą płaskorzeźbę widzimy przy wejściu do nowego kościoła (bazyliki św. Trójcy). 

Nowy kościół, pod wezwaniem św. Trójcy, sięga również piastowskich czasów. Podług akt kościelnych, ma tu spoczywać żona fundatora, Kazimierza księcia kujawskiego, zmarła w r. 1231. Zewnętrze kościoła jest wspaniałe, pomimo odnowień, które zwykle psują urok starożytności. 

Przed kościołem są dwa kamienie, o które miał zawadzić i tu odpoczywać św. Wojciech, jadący z Uniejowa do Gniezna. Wiara ludu uważa te kamienie za cudowne, strzepuje z nich okruchy i uważa je za pomocne w chorobach. 

Po wejściu do kościoła, zadziwia gotyckie sklepienie kaplicy, oparte na jednym, ciężkim, zdobionym we floresy filarze. Sam kościół zdumiewa swoim majestatem. Ołtarze uległy przerobieniu, obrazy są późniejsze i dość liche. Wyjątek stanowi mały, na czarnym marmurze, mistrzowski obrazek w bocznym ołtarzu wysławiający męczeństwo św. Doroty. 

Dla zmroku nie mogliśmy obejrzeć wielu nagrobków opatów tutejszych i innych ozdób marmurowych kościoła.

 

Syrokomla opisuje wrażenie, jakie na nim wywarł półmrok panujący w kościele i obmurowane, wówczas zapomniane kolumny romańskie, których lico zewnętrzne pokrywały marmoryzacje, łudząco przypominające marmur. Dopowiem, że dwa lata wcześniej odnowiono bazylikę w Strzelnie, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.   

Ówczesna wiedza historyczna pozwalała wyciągnąć wnioski, że w Strzelnie był klasztor żeński i męski. Współcześni badacze tę hipotezę obalili, dlatego pierwszą część zdania proszę potraktować, jako wątek fantastyczny: Norbertanie trwali tu do r. 1631, poczym zostały tu same zakonnice pod zwierzchnością proboszczów, którzy w wieku XVIII byli infułatami. Opatów, a później proboszczów, od r. 1631 do 1848 znajduje się zupełny katalog. Nie spotkaliśmy tam ani jednego, bardziej historycznego nazwiska. 

Znajduje się na poddaszu kościelnym dosyć liczna z dzieł ascetycznych biblioteka po zakonnicach, będąca w straszliwym nieporządku, oraz skarbiec, zawierający mnóstwo bogatych i kunsztownie szytych ornatów i antepediów. Są to dzieła dokonane niegdyś rękami zakonnic tutejszych.

Choć na chwilę warto zatrzymać się przy owej bibliotece. Jej zbiory, tak do końca nierozpoznane, przedstawiały się zgoła odmiennie. Nie były to tylko „dzieła ascetyczne”. Później, bo w 1882 r. po śmierci proboszcza Ignacego Martena parafią administrował tutejszy wikariusz ks. Dionizy Strobel, który uległ naciskom i wypożyczył bezpowrotnie całe archiwum parafii i klasztoru norbertańskiego poznańskiemu Królewskiemu Archiwum do naukowego użytku, łącznie z bullą papieską z 1193 r. Zapewne ciekawym jest również fakt przybycia do Strzelna ok. 1882 r. Wojciecha Kętrzyńskiego (onegdaj Adalberta von Winklera), który znalazł w resztkach archiwum Liber Mortuorum monasterii Strzelnensis ordinis Praemonstratensis i wydał tę księgę w Monumenta Poloniae Historica, t. V. A ile podobnych dzieł przepadło?


 

Z dalszej opowieści Syrokomli dowiadujemy się, że: Obok probostwa mieszka tu jeszcze szanowna matrona, ostatnia norbertanka. Czeka zgonu, jako żywy świadek przeszłych czasów. Trumną swoją zakończy szereg sióstr, które tu od lat sześciuset żyły w modlitwie i cichej pracy. Zapewne w tym miejscu jest mowa o siostrze Joannie Janik, która swego żywota dokonała 21 marca 1867 r. w wielu 79 lat w Poznaniu u SS. Miłosierdzia. 

Przed kościołem znajduje się ładny pomnik z napisem:

D.O.M.

SIMEON KOŁUDZKI

Cancell. Gnesnen. Kustos. Plocensis.

Can. Cracov. Vladislavien S.R.M. Secret.

H.O.E. ff. Anno Dni MDCXXXV.

 

Mowa jest o figurze Matki Boskiej ufunfowanej przez Kanonika Szymona Kołudzkiego, którą przed kilku laty odbudował ks. kan. Otton Szymków.

Dziekan i proboszcz miejscowy (ks. Józef Kapczyński), który nas łaskawie sam po kościele i jego skarbcu oprowadzał, zaprosił do plebanii i z tą uprzejmością, jaka jest cechą wielkopolskiego duchowieństwa, pokazał nam akta kościelne, obrazy Piastów, będące u niego w domu, a uczęstowawszy gościnnym sercem, uprzejmie pożegnał. 

Spóźniona pora kazała nam pomyśleć o noclegu. Strzelno, lubo małe miasteczko, jak większa część miast wielkopolskich, dobrze zabudowane, posiada murowane domy, sklepy, hotele. W jednym z takich hoteli pod nazwą „London”, znaleźliśmy dobrą wieczerzę i wygodny nocleg. 

O godz. 7-mej nazajutrz byliśmy już w podróży. Mamy ujechać parę lekkich mil do Kruszwicy. Jedziemy na wschodnią północ. Od Strzelna poczynają się Kujawy, najżyźniejsza w Polsce okolica, wydająca bajeczne niemal, bo do dwudziestu ziaren liczące plony. (…) 

Na tym kończę ciekawą i odkrywczą dla regionalistów opowieść o dziewiętnastowiecznym Strzelnie, widzianą oczyma Kresowiaka Władysława Syrokomli, czyli Ludwika Franciszka Władysława Kondratowicza herbu Syrokomla (1823-1862). Jednocześnie zapraszam do kolejnych opisów Strzelna odnotowanych przez osoby odwiedzające nasze miasto w XVIII, XIX i XX w.  

 

sobota, 19 grudnia 2020

Oficer księcia Józefa - Ksiądz Franciszek Ksawery Salmoński

Pośród strzeleńskimi kapłanami na przestrzeni ostatnich 200 lat znajdujemy jednego szczególnego, ks. Franciszka Ksawerego Salmońskiego. Jako młody człowiek, dowiedziawszy się, że budzi się nadzieja oswobodzenia Polski zrzucił z siebie habit pauliński i opuściwszy w 1807 r. klasztor jasnogórski przyłączył się do oddziałów księcia Józefa Poniatowskiego… 

Ostatecznie ks. Franciszek Ksawery Salmoński został zakonnikiem norbertańskim, proboszczem-infułatem w Strzelnie, dziekanem kruszwickim. Jak odnotowano w annałach strzeleńskich, był ostatnim członek zgromadzenia zakonu św. Norberta w Wielkim Księstwie Poznańskim. 

Urodził się 3 lipca 1787 r. w Koziegłowach, wiosce lezącej w obwodzie Krakowskim z Andrzeja i Zofii z Gałuszewiczów Salmońskich. Na chrzcie udzielonym przez ks. P. Salmońskiego - zapewne wujka - nadano mu, w obecności rodziców chrzestnych Kaspra Michalskiego i Agnieszki Radoszeńskiej z Kuźnicy imiona, Piotr Mateusz. Odebrawszy początkowe wykształcenie w domu swych cnotliwych i bogobojnych rodziców, oddany został do szkoły miejskiej w Koziegłowach, a następnie w Wielgomłynach koło Radomska gdzie na niemałą pociechę rodziców i nauczyciela swego, wielkie czynił postępy.  Tam też nawiązał znajomość z prowincjałem paulinów ojcem Olkowskim. Być może znajomość ta stała się przyczynkiem do wstąpienia później w szeregi duchowieństwa zakonnego. To dzięki niemu odbył wiele podróży. W roku 18. nie opierając się głosowi wewnętrznemu, wzywającemu go do zaślubienia się z Bogiem, wstąpił do zgromadzenia Ojców Paulinów w Częstochowie i tam sposobił się pod okiem ojca Olkowskiego do święceń kapłańskich przez dwa lata.

Gdy odżyła nadzieja wyswobodzenia Polski, a młodzież przejęta gorącą jej miłością, zaczęła z zapałem gromadzić się pod sztandary księcia Józefa Poniatowskiego, Salmoński w 1807 r. zaciągnął się z wielu innymi współtowarzyszami w szeregi regimentu książęcego. Tu pełnił z ochotą i zapałem powinności stanu żołnierskiego, wszędzie okazując odwagę i prawdziwe poświęcenie. Wkrótce dosłużył się szlifów oficerskich ale niebezpieczna rana głowy, której doznał w bitwie pod Raszynem 19 kwietnia 1809 r., uczyniła go na zawsze niezdolnym do pełnienia służby żołnierskiej. Opuściwszy więc szeregi 7 grudnia 1809 r. wstąpił do nowicjatu norbertańskiego klasztoru ojców norbertanów w Witowie, w Królestwie Polskim. Przyjął wówczas imiona zakonne Franciszek Ksawery i po czteroletnich studiach teologicznych 7 lutego 1814 r. został wyświęcony na kapłana. 

Krótko po wyświęceniu, posłany został na wikariusza do klasztoru ojców norbertanów w Płocku i tam przez dwa lata pełnił posługę kapłańską. Później przeniesionym został do Strzelna, gdzie pod zarządem ówczesnego ks. infułata Fryderyk Antoni Bieleckiego, aż do 1830 r. pełnił funkcję wikariusza. W oczach wiernych uchodził za gorliwego kapłana. Szczególnie żywo angażował się w sprawy szkoły elementarnej w mieście, w której zresztą przez wiele lat nauczał religii.

 

W międzyczasie zmarł proboszcz w znajdującej się w kurateli strzeleńskich prepozytów parafii pw. św. Mateusza w Gębicach. Ks. infułat Bielecki, jako kolator powierzył osieroconą parafię w opiekę duszpasterską ks. Salmońskiemu, który przez 12 lat z wielką gorliwością i pracą opiekował. Po śmierci ks. Bieleckiego, która nastąpiła pomiędzy 14 kwietnia a 28 maja 1829 r. ks. Salmoński, jako ostatni członek zgromadzenia ojców Norbertanów obrany został w wyniku elekcji przeprowadzonej 23 października 1830 r. przez siostry Norbertanki, prepozytem i proboszczem strzeleńskim. Wraz z objęciem prepozytury otrzymał tytuł infułata.

Okres duszpasterzowania w Strzelnie przypadł mu na ciężkie lata. W maju 1830 r. przeprowadzono spis inwentarzowy majątku klasztoru norbertanek zawierający bardzo szczegółowy opis klasztoru i majątku – folwarku klasztornego na tzw. Naskrętnem, który znajdował się na przedmieściu gnieźnieńskim. Gdy w 1830 r. wybuchło w Królestwie Kongresowym powstanie listopadowe, wikariusz strzeleński ks. Antoni Wyszyński, idąc śladem swego przełożonego, pospieszył na pomoc braciom zostając kapelanem wojskowym.

W trakcie urzędowania prepozyta władze pruskie 1 października 1837 r. poddały klasztor kasacji. Pozostały 4 zakonnice skazane na wymarcie. Ks. infułat Salmoński, który zarazem był dziekanem dekanatu kruszwickiego, podjął próbę ratowania klasztoru przed likwidacją, jednak jego zabiegi okazały się bezskuteczne. Majątek klasztorny przejęły został niemalże w całości przez rząd pruski. W zamian za to władze zobowiązały się do ponoszenia onus fabricae - wszelkich obciążeń świątyń. Jak się później okazało z przyjętych na siebie zobowiązań rząd pruski niedostatecznie się wywiązywał. Ks. infułat Salmoński przez długie lata prowadził uciążliwe spory z fiskusem pruskim o należyte i godne uposażenia parafii. Z powodu braku pieniędzy nie mógł rozpocząć żadnych remontów kościoła i dawnego klasztoru przez co zabytkowy kompleks architektoniczny kościelno-poklasztorny popadł w znaczącą ruinę, co spowodowało. A trzeba powiedzieć, że po sekularyzacji dóbr kościelnych rząd pruski zabrał 57 tyś mórg ziemi i lasów należących do klasztoru. Proboszczowi pozostawiono 355 mórg
ziemi obciążonej legatami mszalnymi z dotacji kościołów Św. Krzyża i Św. Ducha. U schyłku życia proboszcz spotkał się z wieloma przykrościami ze strony parafian, którzy zarzucali mu między innymi, że nie dość wysiłku włożył w obronę klasztoru przed sekularyzacją.

Zwyciężając wielkie trudności, a innym znów niepodobnym do pokonania, ulegając w pokorze, zdawał się we wszystkim na wolę Boga. W pełnieniu powinności swych pilny i gorliwy, w obejściu przyjacielski, w pożyciu z parafianami otwarty, umiał sobie zjednać ogólną miłość i zaufanie swoich owieczek. Ks. Salmoński infułat strzeleński i dziekan kruszwicki 1 stycznia 1844 r. w dzień Nowego Roku przeprowadził uroczystą benedykcję (poświęcenie) nowo wystawionego kościoła pw. św. Katarzyny w Chełmcach. Uroczystości odprawił przy udziale ks. Jana Adamowskiego i kilku innych kapłanów, proboszcza miejscowego ks. Benona Pawlikowskiego oraz  ludu wiernego zewsząd przybyłego. Ks. Pawlikowski przez 30 lat pełnił posługę kapłańska w starej drewnianej świątyni. 

W czasie pamiętnych dni marca 1848 r., kiedy promień nadziei zaświecił nad zniewolonym krajem ks. Salmoński ciężko zachorował. Każdą dobrą wiadomość przyjmował z radością i uniesieniem, i osładzał sobie tak swoje cierpienia fizyczne. Kiedy w ostatnich dniach kwietnia żołnierze pruscy zaczęli się dopuszczać gwałtów na jego parafianach, kościele i rzeczach świętych, kiedy huk strzałów i jęk nieszczęśliwych ofiar, dochodzący jego uszu, zwiększył bóle chorego, przyspieszoną została śmierć godnego kapłana, która nastąpiła w 30 kwietnia 1848 r., zabrawszy go opatrzonego śś. sakramentami do wieczności i pogrążywszy w ciężkim żalu jego owieczki. 

Przyczyną zgonu, jak określili medycy, była febra nerwowa. W Strzelnie przepracował 19 lat. Pochowany został w kościele Św. Trójcy w Strzelnie 4 maja 1848r. Odszedł do wieczności ostatni infułat i prepozyt istniejącego przez siedem wieków klasztoru sióstr norbertanek w Strzelnie. Łzy  wszystkich towarzyszyły mu na miejsce spoczynku, a licznie zebrany orszak żałobny, zdawał się tworzyć jedną rodzinę pogrążoną w głębokim smutku, po stracie ojca, pasterz i dobrodzieja.